Muzułmanie w Polsce niemile widziani. "Bili mnie, krzyczeli: wracaj do siebie terrorysto"

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
29-letni Karim w ciągu kilkuletniego pobytu w Polsce został pobity co najmniej cztery razy. Co najmniej, bo nie wie czy doliczać pojedyncze ciosy. - Koledzy z pracy bili i krzyczeli: wracaj do siebie terrorysto. Tylko dlatego, że mam ciemniejszą karnację, jestem z Egiptu i wyznaję islam - mówi w rozmowie z naTemat. To tylko przykry wyjątek czy może dowód na to, że wciąż mamy problemy z tolerancją?

Karim (imię zmienione) przyjechał do Warszawy w 2005 roku. Pochodzi z południowego Egiptu. Tam studiował architekturę, a kiedy po studiach nie znalazł pracy, zdecydował się na wyjazd do Polski. - Decyzja nie była trudna. Dla mnie to norma być daleko od rodziny, bo z domu wyprowadziłem się jak miałem 15 lat - wspomina w rozmowie z naTemat.

"Wracaj do siebie terrorysto"

Od 15 do 30 tysięcy - tylu muzułmanów, według różnych szacunków, mieszka w Polsce

Jak mówi, w stolicy o pracę nie było trudno, choć akurat nie w jego zawodzie. Problemy zaczęły się później, bo kiedy zatrudnił się w warsztacie samochodowym, przyszło mu po raz pierwszy spotkać się ż nietolerancją. Zaczęło się od złośliwych komentarzy i wyzwisk ze strony kolegów z pracy, głównie młodych pracowników po zawodówce. - Najczęściej mówili pies albo terrorysta - wspomina. Z czasem "koledzy" pozwalali sobie na coraz więcej. - Trzy razy zostałem pobity w pracy, a szef nie reagował chociaż na pewno wiedział. Bili i krzyczeli: wracaj do siebie terrorysto - dodaje.

"Większość muzułmanów to zwolennicy terroryzmu" - wycofano kontrowersyjne materiały szkoleniowe FBI

Praca w warsztacie dobiegła końca, kiedy Karim nie wytrzymał i w reakcji na wyzwiska uderzył jednego z pracowników. Szef tym razem nie zawahał się i wyrzucił go z pracy.

Karim
Egipcjanin mieszkający w Warszawie

Trzy razy zostałem pobity w pracy, a szef nie reagował chociaż na pewno wiedział. Bili i krzyczeli: wracaj do siebie terrorysto!

Teraz Karim pracuje jako pomocnik w restauracji. W wolnym czasie udziela prywatnych korepetycji z języka arabskiego. Kilka razy w tygodniu widuje się z sześcioletnim synem. Z jego matką już nie jest, bo - jak twierdzi - "zmieniła się po urodzeniu dziecka". - Nie, to bez związku z tym, że jestem muzułmaninem. Ona jest niewierząca - dodaje.

Polskich znajomych może zliczyć na palcach jednej ręki. Ma wrażenie, że na ulicy krzywo na niego patrzą. Opowiada, że kiedyś wracając w nocy z pracy, natknął się na kilku młodych chłopaków i skończyło się na rozbitym nosie.

Wyjątek? Raczej wstyd ofiary

Czy historia Karima jest tylko przykrym wyjątkiem? Czymś niespotykanym w około 30-tysięcznej społeczności muzułmańskiej w Polsce? Nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma statystyk dotyczących skali przemocy wobec "innych". Ofiary nie chcą mówić o tym głośno. Wstydzą się, tak jak Karim, który nie chce nawet, by ujawnić jego imię, nie mówiąc o zgłoszeniu sprawy na policję.

- Mam nadzieję, że to wyjątek. Od dawna nie słyszałem o przemocy, ale jest tak, że ludzie wstydzą się przyznawać - mówi naTemat Ahmed Ismael, sekretarz Muzułmańskiego Związku Religijnego w Polsce.

Ahmed Ismael
sekretarz Muzułmańskiego Związku Religijnego w Polsce

Ja kiedyś dostałem sms, w którym przeczytałem, że nie ma miejsca na islam w Polsce, nie ma miejsca dla nas, my jesteśmy źli. Nie chciałem zniżyć się do takiego poziomu, nic nie odpisałem.

Ismael przyznaje, że na porządku dziennym są wyzwiska w stylu "terrorysta". Na ulicy muzułmanin, ale też właściwie każdy o ciemniejszej karnacji, usłyszeć może, że powinien wrócić do siebie. - Ja kiedyś dostałem sms-a, w którym przeczytałem, że nie ma miejsca na islam w Polsce, nie ma miejsca dla nas, my jesteśmy źli. Nie chciałem zniżyć się do takiego poziomu, nic nie odpisałem - mówi Ismael. Dlatego też przyjął żelazną zasadę, że nie wychodzi w nocy w miejsca "gdzie są źli ludzie".

"Więcej tolerancji, bo już dawno zeszliśmy z drzewa"


Nie zawsze da się jednak po prostu stronić od "złych ludzi". Internautka na forum internetowym: "Mój chłopak pochodzi z Turcji a w Polsce mieszka od dziecka. Oboje jesteśmy głęboko wierzącymi muzułmanami - co okazuje poprzez ubiór oraz szerzenie wiary. (…) Dwóch przygłupów, podrostki z liceum, pobiło mojego ukochanego. Za to, że nie Polak a Turek, że nie katol a szyita, za to, że trochę ciemniejszy od nich".

Marcin Kornak, prezes Stowarzyszenia Nigdy Więcej, organizacji zajmującej się przeciwdziałaniem nienawiści wobec obcych, mówi w rozmowie z naTemat, że nienawiść i agresja wobec muzułmanów i innych "obcych" to wciąż w Polsce bardzo duży problem. - Zwłaszcza w ostatnich miesiącach widzimy wielkie ożywienie po skrajnie prawicowej stronie, co powoduje, że mamy więcej zgłoszeń o takich incydentach. W stosunku do poprzedniego roku takich zgłoszeń jest więcej o 30, 40 proc. Dotyczy to nie tylko pobić, ale także innych przestępstw z nienawiści - stwierdza.


SalamWorld – muzułmanie tworzą swojego Facebooka


Kornak dodaje, że wobec muzułmanów wyzwiska w rodzaju "ty terrorysto" zdarzają się o wiele częściej niż w latach 90. Powód? Zdaniem Johna Godsona, czarnoskórego posła Platformy Obywatelskiej, to ataki terrorystyczne z ostatniej dekady. - Ubolewam nad tym, że zdarzają się sytuacje takie jak ta Karima. Ataki terrorystyczne w ostatnich latach, prześladowanie innych religii przez muzułmanów, mają ogromny wpływ na ich odbiór w Polsce. Tak nie powinno być. Islam sam w sobie to ludzie, którzy kochają pokój. Często awersja do tych ludzi jest jednak uzasadniona, bo przecież słyszymy, że muzułmanie palą chrześcijan - mówi Godson.

Jeśli chodzi o tolerancję, wciąż mamy więc sporo do zrobienia. Poseł Godson na pytanie o receptę odpowiada: - Trzeba działać dwutorowo. Z jednej strony poszerzać wiedzę Polaków na temat osób obcego pochodzenia, robić kampanie medialne, z drugiej integrować obcokrajowców i przeciwdziałać powstawaniu gett.

Dodaje, że to zadanie na lata. Problem w tym, że w międzyczasie grozi nam więcej przypadków takich jak ten Karima.
Trwa ładowanie komentarzy...