W ciągu roku obsługa 6 mld złotych długów hipotecznych trafi w ręce windykatorów
W ciągu roku obsługa 6 mld złotych długów hipotecznych trafi w ręce windykatorów materiały prasowe Kruk

– Kredyty frankowe? No już nie nasz problem – powiedzą faceci w garniturach. Już widzę to udawane zdziwienie niektórych prezesów banków. Właśnie wpadli na genialny plan. Zanim politycy stworzą i wprowadzą w życie rozwiązania zmuszające banki do niekorzystnego przewalutowania kredytów frankowych, te pozbędą się problemu sprzedając długi frankowiczów windykatorom.

REKLAMA
– W ciągu roku roku na rynek trafi 6 mld długów hipotecznych – zdradził dziennikarzom Paweł Szewczyk, prezes Kredyt Inkaso, jeden z największych firm windykacyjnych w Polsce. – Jeszcze przed wejściem ustawy dotyczącej restrukturyzacji kredytów hipotecznych może pojawić się sporo tych kredytów do sprzedaży. To, co jest zaoferowane już teraz, to portfele kredytów o wartości nominalnej ok. 2,5 mld zł. Kredyt Inkaso oczywiście będzie aktywnie uczestniczyło tych przetargach, bo mamy kompetencje i środki – powiedział prezes.
Promocja na dłużników
Firmy windykacyjne zacierają ręce. Kryzys frankowy nie tylko problem kredytobiorców, ale też i banków. Jak poważny pokazały wydarzenia sprzed dwóch tygodni. Kiedy posłowie przegłosowali ustawę o przewalutowaniu kredytów, którego koszty w 90 procentach ponoszą banki, na giełdzie rozpoczęła się paniczna wyprzedaż ich akcji. Zamiast 16 mld zł rocznie zysków część banków hipotecznych prawdopodobnie zaczęłaby rozliczać straty. Najbardziej dostało się bankowi Getin Noble, powszechnie kojarzonemu ze sprzedażą kredytów frankowych. Jego notowania spadły wtedy o 25 proc., po czym wstrzymano handel tymi akcjami. Pisaliśmy, jak srogą finansową karą okazały się kredyty frankowe dla kontrolującego ten bank miliardera Leszka Czarneckiego. Jego majątek (głównie akcje firm finansowych) stracił na wycenie miliard złotych.
logo
Banki sprzedadzą długi frankowiczów windykatorom i nie będzie przeciwko komu protestować fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
O tym, że banki chcą jak najszybciej pozbyć się gorącego kartofla opowiada naTemat menedżer dużego banku aktywnego na rynku hipotek: – W pierwszej kolejności na sprzedaż trafiają kredyty nieregularnie spłacane. Następnie te, w których po umocnieniu CHF saldo długu przekracza wartość kupionego mieszkania czy domu – opowiada bankowiec. Jak przekonuje, jego bank w tysiącach liczy przypadki, gdy umowy kredytowe na zakup mieszkania podpisywano na 100 czy 110 proc. wartości transakcji. W walutowym dołku, kiedy CHF kosztował 2,20- 2,50 zł. Załóżmy, że rodzina Kowalskich kupowała mieszkanie warte 300 tys. mimo kilku lat spłacania rat, po umocnieniu franka do np. 4 zł saldo ich długu sięga 450- 500 tys. zł. Bank orientuje się, że w przypadku niespłacenia kredytu nie odzyska takiej sumy. Nawet sprzedając mieszkanie na licytacji.
– Na konto zagrożonych kredytów banki muszą tworzyć rezerwy finansowe. Zbierają kapitał z rynku oferując wysoko oprocentowane lokaty. Cały czas muszą wykazywać nadzorowi, że w razie kryzysu będą wypłacalne – opowiada bankowiec. Liczy się także argument wizerunkowy. – Żaden bank nie chce być tym pierwszym, który pojawi się w mediach jako zła instytucja, która wyrzuca ludzi z mieszkania. Takich spraw było już kilkadziesiąt – dodaje. Raz na jakiś czas bank trafia na tak krnąbrnego klienta, jak Tomasz Sadlik, który rozpętał aferę medialną na całą Polskę, na czym ucierpiała reputacja Raiffeisen Banku.
Przymusowa windykacja polubowna
Wtedy z ratunkiem przychodzą windykatorzy pełniący rolę sprzątaczy tego bałaganu. Bankom opłaca się, aby nawet za 1/3 wartości pozbyć się pakietów zagrożonych kredytów, byleby tylko nie mieć brudów w bilansie. Sprzedaż długu to natychmiastowy zastrzyk gotówki. Mało tego, stratę na transakcji odpisują sobie od podatku. I znowu pierwsze skrzypce w handlu długami klientów gra Getin Noble. W ubiegłym roku sprzedał windykatorom pakiet kredytów o wartości 710 mln złotych. Nabywca firma windykacyjna Kruk zapłaciła 230 mln zł. Inny mistrz hipotek BZ WBK kredyty o wartości 443 mln sprzedał za 70 mln zł.
Największe firmy windykacyjne skupiły już około 50 mld długów. Do tej pory żerowali jednak, na najgorszych, niezabezpieczonych kredytach konsumenckich. Ich okres przeterminowania wynosi od dwóch do czterech lat. Odzyskanie takich pieniędzy od dłużników to żmudna robota: telefony, listy, długotrwałe postępowanie sądowe, zlecenie egzekucji komorniczej. Co bardziej „odporni kredytobiorcy” nie odbierali listów i telefonów, zamykali drzwi i potrafili przetrwać naciski firm. Dlatego hipoteki to dla windykatorów dużo lepszy interes. Zabezpieczeniem spłaty są rodziny mieszkające w zadłużonych mieszkaniach. W razie problemów windykator ma w arsenale ostateczny argument – odebranie dachu nad głową.
Sprzedaż 6 mld długów to początek. Wszystkie kredyty frankowe wyceniane są na 130 mld zł. Trudno jednak o bardziej kontrowersyjny sposób rozwiązania problemu frankowego. Transakcje to swoisty handel żywym towarem. Oznaczają bowiem, że kredytobiorca, nawet ten rzetelny, który zaciskał zęby i spłacał raty, zostaje przekazany „do obsługi firmie windykacyjnej”. Banki nie muszą nawet pytać o zgodę. Zapis o możliwości przekazania obsługi wierzytelności innej firmie to standardowy punkt wielu umów kredytowych. Teoretycznie niewiele się zmienia. Zamiast harmonogramu rat od swojego banku kredytobiorca będzie otrzymywał pisma z firmy od firmy windykacyjnej. Uprzejme, dopóki będzie grzecznie spłacał zobowiązania. Ale niech tylko powinie mu się noga, a już zaczną dzwonić i pisać.
– Firmy windykacyjne i zarządzające wierzytelnościami lepiej ściągają przeterminowane należności niż banki – przekonuje szef Kredyt Inkaso. Zapewnia, że jego firma największe sukcesy odnosi w „windykacji polubownej”. – Na 100 zawartych porozumień z dłużnikami aż 96 jest realizowanych terminowo – podkreśla.
Z kolei firma windykacyjna Kruk stworzyła już specjalny zespół do obsługi hipotek. Zastrzega, że postępowania sądowo-komornicze to ostateczność, dla tych którzy odrzucą szansę na porozumienie. – Tam, gdzie będzie to możliwe Kruk będzie chciał polubownie porozumieć się z zadłużonymi – mówi naTemat Tomasz Kałuziak, z działu Relacji Inwestorskich i Rozwoju.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl