
Szef firmy budowlanej bał się inspekcji, bo poszkodowany pracował u niego na czarno. Ze strachu porzucił go na przystanku w Siemioni. Dopiero po tygodniu mieszkańcy wsi zauważyli mężczyznę. W tej chwili sprawdzane są okoliczności zatrudnienia zmarłego.
REKLAMA
– Lekarz pogotowia stwierdził zgon – powiedział Paweł Łotocki, rzecznik prasowy policji w Będzinie. Okazało się, że to 38-latek z Lubińca, który dwa tygodnie nielegalnie zajmował się ocieplaniem domu jednorodzinnego. W trakcie pracy spadł z rusztowania i mimo że zleceniodawca miał zamiar zawieźć go do szpitala, szybko zmienił zdanie. Obawiał się inspekcji pracy.
– Wyjaśniamy, kto powierzył pracę zmarłemu mężczyźnie, właściciel domu czy firmy budowlanej i na jakiej podstawie, kto wydawał polecenia wykonywania prac, kto jest wykonawcą, a kto inwestorem - tłumaczyła Beata Sikora - Nowakowska, rzeczniczka Okręgowej Inspekcji Pracy w Katowicach.
Rodzina mężczyzny jest oburzona tym, co się wydarzyło. – To jest człowiek, człowiek tak postępuje? Raz wypłatę dał, raz nie i na koniec wyrzucił jak psa - stwierdziła.
Źródło: tvn24.pl
