
Nie, to nie jest nowy program prokreacyjny Ministerstwa Zdrowia. Na razie minister Radziwiłł dba o polski rozród m.in. namawiając mężczyzn do noszenia luźnej bielizny. Jednak w państwie, które ze względu na "dobrą zmianę" wycofało się z finansowania in vitro, nieuchronnie zyskują popularność także inne, nienaukowe sposoby na pokonanie niepłodności. Jedną z nich jest zapłodnienie metodą paska św. Dominika.
Produkt oferują Mniszki Zakonu Kaznodziejskiego z Krakowa. "Pasek" jest określeniem nieco na wyrost, bo tak naprawdę chodzi o tasiemkę.
Mniszki Zakonu Kaznodziejskiego, Kraków
instrukcja stosowania paska św. Dominika
Jak zastrzega "Dziennik Parafialny" pasek św. Dominika nie jest talizmanem ani przedmiotem magicznym – "jest tylko wezwaniem małżonków do usilnej i ufnej modlitwy o upragnione potomstwo za wstawiennictwem tego świętego". Ale nie wszyscy się zgadzają z tymi zastrzeżeniami.

Warto podkreślić, że zakonnice z Krakowa wysyłają pasek nieodpłatnie. Oczywiście po tym jak pasek zadziała, można wysłać swoje "świadectwo", czyli historię sukcesu i ofiarę co łaska. A datki się przydadzą, bo zakonnice zbierają na odmalowanie klasztoru.
Zachwyt i drwiny Walka z niepłodnością za pomocą paska budzi mieszane uczucia. Jego rzecznicy podkreślają, że naprawdę działa, wspierając swe twierdzenia historiami kobiet, które po latach starań, już w tydzień lub miesiąc po założeniu paska i rozpoczęciu modłów, zaszły w upragnioną ciążę. Oto fragment historii pani Anety, osoby "opętanej, znajdującej się pod opieką duchową dwóch księży egzorcystów".

Jednak nie ma żadnych medycznych dowodów na skuteczność paska i raczej ich nie będzie, bo to kwestia wiary, a nie wiedzy. Innymi słowy: zależność (współwystępowanie dwóch zmiennych), nie oznacza związku przyczynowo -skutkowego (przyczyna – pasek, skutek – ciąża). Podobnie, wbrew słowom kapłanów różnych religii, kobiety noszące spodnie nie wywołują trzęsień ziemi, a mężczyźni kochający mężczyzn – huraganów. Krytyka przeciwników paska polega zarówno na cierpliwym tłumaczeniu, że trzeba jednak pójść do lekarza, jak i wklejaniu prześmiewczych GIF-ów.
Cud placebo Pasek i modlitwa mogą pełnić funkcję placebo w przypadku niepłodności idiopatycznej, czyli niewyjaśnionego pochodzenia (tzn. mimo prawidłowych wyników badań diagnostycznych, szacuje się ją na 10-20 proc. przypadków).
Tyle że jako placebo może "pomóc" cokolwiek: amulet, pasek czy kasztan w kieszeni (w cokolwiek się wierzy). A modły do św. Dominika nie pomogą na niepłodność spowodowaną azoospermią czy niedrożnymi jajowodami lub bezpłodność z powodu braku jajników (jak podkreśla Anna Krawczak, autorka książki "In vitro. Bez strachu, bez ideologii", różnica między niepłodnością a bezpłodnością polega na tym, że w tym drugim przypadku nie pomoże niestety leczenie żadną metodą).
Gdyby tak było, to równie dobrze w "paskową ciążę" mogliby zajść mężczyźni. A jednak to kobiety mają nosić pasek. Ale i tu jest dodatkowe obostrzenie – mają to być kobiety po ślubie (w domyśle: rzymskokatolickim). Ewidentnie "działanie" paska jest uzależnione od stanu cywilnego i orientacji seksualnej kobiety.

Cokolwiek, byle działało? Problem z paskiem, nowenną pompejańską czy każdym innym cudownym sposobem zwalczania niepłodności polega na tym, że ludzie mogą decydować się na te metody zamiast poddać się kompleksowym badaniom diagnostycznym (u lekarza, a nie certyfikowanych przedstawicieli naprościemy).
Rzetelna diagnoza medyczna, a potem leczenie, nie wykluczają przecież u teistów modlitwy do dowolnego bóstwa czy innych magicznych sposobów. Ale podstawą musi być to pierwsze.

A przecież na drodze do terapii medycznej są też inne przeszkody. Na przykład lekarze nie są skłonni wypisywać skierowań na wszystkie niezbędne badania (w końcu te kosztują, a poza tym trzeba wiedzieć, że należy je zlecić) i ze strony pacjentki/pacjenta nieraz trzeba dużo determinacji, by je uzyskać.
Jednak nawet najbardziej profesjonalny i oddany pacjent(k)om lekarz nic nie pomoże, gdy para się do niego nie zgłosi.
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
