W Moskwie robiła spaghetti nawet na sedesie. Boskie kluchy Sophii Loren lepsze niż dieta

Pizza i makaron w wykonaniu Sophii Loren nie miały sobie równych. Fot. Paul Altobelli/http://bit.ly/1RYdpoj/CC http://bit.ly/1mhaR6e
Mówisz makaron, myślisz – kluchy. Mówisz kluchy, myślisz – kalorie. Mówisz kalorie, myślisz – dieta. Stop. Zatrzymaj się i aż chciałoby się powiedzieć – nie myśl. Czytaj!

A najlepiej patrz!
„Wszystko, co widzisz, zawdzięczam spaghetti” – mawiała od zawsze Sophia Loren, która w tym roku skończy – wierzyć się nie chce – 82 lata. Kokieteria? O! Z pewnością nieraz się nią posługiwała, co więcej – nadal potrafi puścić chłopcom zalotne oko, powodując lekkie zmiękczenie młodych, wysportowanych nóg. Od zawsze zresztą działała na facetów jak magnes, uwodziła, flirtowała i – jakże by inaczej – karmiła (lubiła też podobno swoim wybrankom i przyjaciołom nadawać kulinarne przydomki, np. męża nazywała zrazikiem, a znajomych m.in. fettucine czy frittata).
A karmić lubiła i to w każdych warunkach. „W Moskwie tęsknota za domem, ale przede wszystkim za dobrą, śródziemnomorską kuchnią doskwierała grupce włoskich filmowców, aż wreszcie poruszona Sofia zaprosiła ich do swojego hotelowego apartamentu na spaghetti z prawdziwym, neapolitańskim sosem pomidorowym, bazylią i oliwą extra vergin, którą woziła zawsze ze sobą, podobnie jak makaron z mąki durum (…)
Sordiemu [Albert, aktor, reżyser i ikona włoskiego kina – przy. aut] ciekła ślinka na myśl, że wkrótce spróbuje pysznego spaghetti. Celowo zjadł mało na obiad, żeby zrobić sobie wyżerkę, ale zaczął się niepokoić, bo nigdzie nie widział ani garnka z wodą, ani rondelka z sosem. Zaciekawiony rozejrzał się dookoła, aż z ulgą usłyszał, jak Sofia mówi, że idzie sprawdzić, czy woda wrze. Sofia weszła do łazienki i dopiero wtedy Sordi dostrzegł jedyne miejsce, jakie znalazła, żeby umieścić na nim kuchenkę elektryczną i garnek z wodą na makaron: były pięknie ustawione na zamkniętej klapie od sedesu. Biednemu Sordiemu przeszła ochota na spaghetti, ale nie miłość do Sofii”. To cytat z książki „Sophia Loren. Życie jak film” Silwany Giacobini (tłum. Anna Osmólska-Mętrak), która nafaszerowana jest wieloma innymi ciekawymi historiami z życia włoskiej aktorki, również dowodami, że jadła nie tylko pasty wszelakie, ale także pizze.
Sama Sophia napisała zresztą kultową już książkę kucharską, która od czasu jej wydania – a było to w roku 1971 – rozeszła się po świecie jak świeże bułeczki, doczekując się także wznowień całkiem współczesnych. W Polsce „W kuchni z miłością” (wyd. Esprit) premierę miało niecałe dwa lata temu i przez długi czas książka była bestsellerem. Nie dziwi mnie to wcale, bo choć napisana jest językiem lat 70., wciąga tak jak wciąga się prawdziwe, aromatyczne włoskie spaghetti. To nie tylko zbiór ponad 300 przepisów kuchni włoskiej, ale także zbiór tyluż samo anegdot związanych z tymi przepisami. Miłości do jedzenia nie da się oszukać, a Loren z pewnością nie oszukuje wcale. Podobnie jak z twierdzeniem, że to właśnie m.in. makaron zapewnił jej seksowną sylwetkę.
Zresztą spójrzmy na fakty. Gdyby prawdą było, że „kluchy” to zło i główny winowajca miękkości i krągłości o konsystencji wylewającej się, Włosi dziś byliby w czołówce najbardziej otyłych państw w Europie. Według badań Eurostat jest zaś wręcz odwrotnie i, pomimo że przeciętny Włoch pożera 26 kilogramów makaronu rocznie (dla porównania w Polsce roczna racja kluchów na głowę to zaledwie 5 kilo), w słonecznej Italii znajdziemy najmniej otyłych, a ich sposób odżywiania się, czyli dieta śródziemnomorska, w której samym środku umiejscowił się właśnie makaron, uznawana jest przez wielu dietetyków i lekarzy za jedną z najzdrowszych na świecie. Jak więc wytłumaczyć nasz strach przed wdzięcznie brzmiącymi fusilli, penne, fettuccine czy farfalle?

Jadam tylko włoski makaron, czyli słowo o mące

Podkreślanie w sklepie, że chodzi nam o prawdziwy włoski makaron, wcale nie musi być oznaką snobizmu, ale słusznej wiedzy, że rodzaj mąki wykorzystywanej do produkcji tegoż to główna różnica pomiędzy polskimi a włoskimi makaronami. Tradycyjne krajowe makarony robione są z oczyszczonej (białej) mąki, która pochodzi z pszenicy miękkiej, dodatkowo – w naszych krajowych kluchach całkiem istotnym składnikiem są jaja (stąd jajeczny, a najczęściej wielojajeczny). Włosi z kolei produkują makarony z mąki pochodzącej z pszenicy twardej durum i nie dodają jajek. Mąka ta zawiera więcej białka, które jest też lepszej jakości i między innymi dlatego właśnie mąka ta uznawana jest za jedną z najzdrowszych na świecie (na szczęście na polskich półkach mamy już pod dostatkiem tego typu makaronów – nie bójcie się więc po nie sięgać).
Zapytacie o kalorie? Prawda jest taka, że tu rodzaj mąki właściwie nie ma znaczenia. 100 gramów suchego makaronu dostarcza około 360 kcal., ale jest jeszcze coś takiego jak indeks glikemiczny (straszne słowo) i tu mamy zauważalną różnicę. Makarony razowe czy te z pszenicy durum, mają średni indeks, a makarony z białej mąki – wysoki, a jak kluchy nam się rozgotują, to w ogóle nie ma o czym mówić. To ważne, bo im wyższy wskaźnik IG, tym szybciej będziemy głodni – nawet po talerzu makaronu, a co za tym idzie – dokładka z pewnością może nam się odłożyć tu i ówdzie (to tak najprościej). Najzdrowsze – tak najzdrowsze – makarony to te pełnoziarniste, w składzie których znajdziemy m.in. mąkę orkiszową, żytnią, jęczmienną czy gryczaną oraz oczywiście pszenicę durum.
A na dodatek – sos (pułapka)



A co do makaronu? No właśnie, i tu jest pies pogrzebany. Bo to od tego, z czym podamy nasz makaron, zależy, jak silna będzie to bomba kaloryczna. No i jeśli mówisz penne i myślisz – carbonara, od razu sięgając po śmietanę, masło, boczek, ser, nie dziw się, że waga szybko poczuje mocne wibracje – taki posiłek (nie daj Boże codziennie) to uwaga: „jedyne” 800 kalorii. Ale już penne lub spaghetti podane z własnej roboty pesto bazyliowym albo sosem pomidorowym z prawdziwych pomidorów doprawionych tylko ziołami i czosnkiem, ewentualnie z krewetkami czy innymi owocami morza – nie dość, że pyszne, to mieszczące się w zaleceniach dietetyków, by obiad oscylował w granicach 500 kalorii (i to zdrowych).

Dlatego jeśli chcesz zadbać o linię, nie rezygnuj od razu z makaronu, ale z sosów, których bazę stanowić będzie ser, śmietana lub coś innego nafaszerowanego tłuszczem. Spaghetti bolognese wcale nie musi być podane z mięsem – sama nabrałam najbliższych mięsożerców na sos oparty i na soczewicy, i na cieciorce. Zresztą makaron na moim stole gości bardzo często – i jak sobie właśnie uświadamiam, niemal każdy weekendowy obiad to jakiś rodzaj kluchów. „Co dziś, makaron? A z czym tym razem?” – to standardowe pytanie rodziny. I nie, nie wyglądamy jak amerykańskie hambuksy, co więcej – bez kompleksu staniemy z córką przy seksownych Włoszkach. Co więcej, zdradzę wam przepis na to spaghetti oraz kilka innych sosów w wersji fit.

Na marginesie (i w tajemnicy): jeszcze lepiej wychodzi, gdy w tle płynie Mambo Italiano, a ty, zanim makaron podasz na talerzach, tracisz kilkanaście co najmniej kalorii, bo twoje biodra i nogi nie potrafią się oprzeć tym włoskim nutom. I może też o to tu chodzi?

Makaron w 5 minut z sosem pomidorowym wg Sophii Loren

(przepis pochodzi z książki "W kuchni z miłością”)

500g spaghetti lub tagliatelle
500g pomidorów bez skórki lub pulpy pomidorowej w puszcze
2-3 ząbki czosnku
1 łyżeczka cukru
5-6 łyżek tartego parmezanu + do dekoracji
Sól, kilka listków bazylii, oliwa
Do rondla wlać odrobinę oliwy i dodać przeciśnięty czosnek. Podsmażać. Dodać pomidory, posiekaną bazylię, cukier i odrobinę soli. Dusić ok. 30 minut. Ewentualnie dosolić. W międzyczasie ugotować makaron al dente. Gotowy i odcedzony wrzucić do sosu, dodać tarty parmezan i wymieszać. Układać na talerze dodatkowo dekorując tartym parmezanem i bazylią.

Razowe spaghetti „a la bolognese” z soczewicą (na około 2 porcje)


150 g pełnoziarnistego spaghetti
50 g czerwonej soczewicy
2 duże pomidory (lub puszka krojonych)
Czerwona papryka (można dodać też inny kolor)
Marchew
300 ml bulionu warzywnego
Suszone/lub prawdziwe oregano
szczypta cynamonu, pieprz, sól, czosnek

Makaron ugotuj al dente. Warzywa pokrój w drobną kostkę i podduś na patelni lub w garnku, dodaj pomidory i soczewicę, zalej bulionem. Wyciśnij dwa, trzy (w zależności od zamiłowania) ząbki czosnku, dopraw oregano, cynamonem, solą i pieprzem. Gotuj przez ok.15-20 minut, aż soczewica i warzywa zmiękną. Na talerz wyłóż makaron i polej sosem. Zamiast parmezanu, posypuję całość świeżymi ziołami (ale ciut sera chyba też nie zaszkodzi, jak ktoś bardzo musi).

Makaron z krewetkami


125 g krewetek Black Tiger
125 g makaronu (efektownie będzie wyglądało czarne spaghetti)
2 łyżki oliwy extra vergine
2 ząbki czosnku
1/3 papryczki chili
[opcjonalnie: kilka różyczek kalafiora]
2 łyżki natki
cząstki cytryny do podania
Krewetki rozmroź i osusz, makaron ugotuj al dente. Na patelni podsmaż na łyżce oliwy pokrojony w plasterki czosnek do momentu, aż zmięknie (jeśli użyjesz kalafiora, to podduś przed czosnkiem). Wrzuć krewetki, dopraw solą, pieprzem, dodaj posiekaną drobno papryczkę i podsmaż przez około minutę. Na koniec dodaj natkę pietruszki i wymieszaj. Dodaj odcedzony makaron i wymieszaj, podawaj z cząstkami cytryny.

Pesto domowe


1 duży pęczek świeżej bazylii (najlepiej całą "doniczkę")
1-2 ząbki czosnku
30 g drobno startego Parmezanu lub Pecorino
30 g orzechów włoskich (najlepiej wcześniej podprażonych)
50-60 ml oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny lub limonki
sól
Do blendera wrzuć bazylię, pokrojony drobno czosnek, podprażone orzechy włoskie, starty ser i oliwę z oliwek. Miksuj na gładką masę – ma być tylko lekko płynna, raczej o gęstej konsystencji. Dopraw solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Podawaj z ulubionym pełnoziarnistym makaronem (albo ryżem!)

Napisz do autorki: agata.daniluk@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...