Filip Chajzer rozstał się z rozgłośnią w dziwnych okolicznościach.
Filip Chajzer rozstał się z rozgłośnią w dziwnych okolicznościach. Fot. Archiwum Filipa CHajzera

– Lubiłem tę pracę, tę stację. Mógłbym pracować w „Czwórce” za niższą pensję. Chciałem to robić, ale najwyraźniej z jakiegoś powodu nie pasowałem do układu – w rozmowie z naTemat Filip Chajzer opowiada o kulisach swojego zwolnienia z Polskiego Radia.

REKLAMA
– Razem ze mną odeszły cztery osoby. To byli moi współpracownicy. Można powiedzieć nawet, że to moi wychowankowie – mówi nam Filip Chajzer nie kryjąc żalu. – Zależało mi na tym, żeby zrobić coś dobrego, odwdzięczyć się za te wszystkie dobre uczynki, które swego czasu na mnie spłynęły. Spotykałem na swojej drodze wiele osób, które mi bardzo pomogły, więc i ja chciałem komuś pomóc – dodaje.
Zebrał czteroosobowy zespół. – Młodzi, po 20 lat, pełni zapału. Mało wiedzy praktycznej, teoretycznej taż właściwie żadnej, ale to ja miałem im przekazywać wszystko, czego się nauczyłem. Razem robiliśmy kolejne programy – opowiada Chajzer. Współpracowali razem dwa lata. – To dzięki nim udało się stworzyć te audycje – podkreśla dziennikarz. Dziękuje im także za pośrednictwem Facebooka.
– Nie wiem, jaki był charakter mojego zwolnienia. Może polityczny? Może komuś nie pasowała moja osoba? Może ekonomiczny? – zastanawia się Filip Chajzer.
Rzeczywiście, wszystko się zaczęło od pieniędzy, ale późniejsze wydarzenia zdają się wskazywać na to, że kiepski stan finansowy „Czwórki” nie był powodem zwolnienia Chajzera. – Któregoś dnia zaproszono mnie na rozmowę z dyrektor Dołęgowską. Tam słyszę, że nie stać ich na mnie, że za dużo zarabiam, że chyba będą musieli rozwiązać ze mną umowę, bo przecież nie zgodzę się na zaproponowaną obniżkę wynagrodzenia – wspomina dziennikarz.
Ten jednak zaskoczył dyrektor stacji Hannę Dołęgowską i zgodził się na nowe warunki pracy. – Powiedziałem im, ze jeśli sytuacja ekonomiczna firmy jest zła, to ja wolę pracować za mniejsze pieniądze, bo lubię to co robię w radiu. Mam z czego żyć, nie muszę zarabiać w państwowej instytucji jakichś kokosów – wyjaśnia Filip Chajzer w rozmowie z naTemat.
Zachował swoje stanowisko i zaraz zaczęły się dziać dziwne rzeczy. – Znajomy ostrzegł mnie, że poszedł taki okólnik wśród pracowników, żeby szukać na mnie haków – opowiada Chajzer. Przyczepić się można było do wszystkiego, chodziło o to, żeby znaleźć jakiś punkt zaczepienia. No i znaleziono.
– Zwykle było tak, że to jedna z moich współpracownic podawała temat naszej audycji na kolegium redakcyjnym. Ktoś do niej dzwonił z radia i dogadywali szczegóły. Ja nie zgłaszałem tego osobiście – tłumaczy Chajzer. – Tym razem nikt nie zadzwonił – dodaje. W eter poszło zawiadomienie, że z powodów formalnych audycja „Piątek, Piąteczek, Piątunio” nie zostanie wyemitowana
– Byłem poza Warszawą. Zadzwoniłem do dyrektor i umówiłem się na spotkanie. Chodziło o to, żeby wyjaśnić tę sytuację, ustalić jakieś procedury, żeby w przyszłości takie sytuacje się nie zdarzały. Rozmowa była jak najbardziej rzeczowa, umówiliśmy się na piątek – wyjaśnia Chajzer. Co prawda do spotkania z dyrekcją miało dojść na godzinę przed audycją, ale jak sam podkreśla, audycja była gotowa, wszystko dopięte na ostatni guzik, nic tylko nadawać. Chajzer uspokojony tą rozmową kontynuował urlop w Chorwacji. – Jakie było moje zdziwienie, gdy w środę w skrzynce mailowej znalazłem wypowiedzenie – żali się Chajzer.
"Drodzy słuchacze, byliśmy zmuszeni zakończyć współpracę z Filipem Chajzerem. Nasza decyzja została spowodowana niewywiązywaniem się przez Filipa z umowy. Wszystkich naszych dziennikarzy i współpracowników traktujemy jednakowo. Wszystkich obowiązują te same reguły. Każda audycja to efekt pracy wielu osób – autora, wydawcy, reporterów, realizatora. Ich współpraca, relacje i atmosfera panująca między nimi, wpływają na to co słyszycie na antenie. W naszym przekonaniu nie dało się już dłużej z Filipem tworzyć radia" – można było przeczytać na profilu radiowej „Czwórki”
– Kiedy rozmawiałem z dyrektor, wyjaśniliśmy sobie kwestię tej audycji. Resztę mieliśmy ustalić w piątek – mówi Chajzer. – W oficjalnym wyjaśnieniu, jakie pojawiło się na stronie „Czwórki” ktoś napisał o tym, że uprawiałem kryptoreklamę. To śmieszne. Od ostatniej audycji minęło dwa tygodnie, nikt mi przez ten czas nie zwrócił uwagi na jakieś rzekomo nieodpowiednie treści. To tylko pretekst – uważa Chajzer.
– Żal mi tych dwóch lat, lubiłem pracę w radiu. Nie chodzi o pieniądze, mam kontrakt z TVN, ale sposób w jaki się rozstałem z „Czwórką” budzi wielki niesmak. Trzeba nie mieć honoru, żeby umawiać się na spotkanie na piątek, a dwa dni przed spotkaniem zakończyć współpracę za pośrednictwem maila. Tak się nie robi – mówi Filip Chajzer.
Choć okoliczności zwolnienia są co najmniej dyskusyjne dziennikarz nie zamierza się odwoływać do sądu pracy. – Mam dość. Znajdziemy dla siebie inne miejsce na falach eteru – podkreśla dziennikarz.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl