
Wystarczy podejrzenie albo zwykły donos sąsiada mówiący o tym, że pieniądze nie są wydawane na dzieci, żeby przyszedł urzędnik, by skontrolować na co wydano 500 zł otrzymane w ramach rządowego programu. Pod lupę trafią szczególnie te rodziny, którym udzielano wcześniej pomocy społecznej, ale kontroli może spodziewać się właściwie każdy.
REKLAMA
Urzędnicy z reguły wiedzą, gdzie mogą być problemy i sytuacje patologiczne, dlatego kontrole raczej nie będą trafiały w próżnię. Można się spodziewać, że tam, gdzie pieniądze nie będą wydawane zgodnie z przeznaczeniem, na wniosek pracownika socjalnego lub policji pomoc będzie mogła przybrać inną formę. Zamiast pieniędzy, będą wydawane lekarstwa, ubrania czy jedzenie.
W Gorzowie Wielkopolskim urzędnicy zapowiadają, że kontrolować będą nie tylko rodziny patologiczne, ale praktycznie wszystkie, które pobierają świadczenie w ramach programu 500+. Monitoring prowadzą urzędnicy już od kwietnia. Motywują rodziców do wydawania pieniędzy tylko na dzieci, tłumaczą zasady prawne. Składają wizyty w domach i mieszkaniach, czasem bez zapowiedzi. Podobnie ma być w Gdańsku, gdzie każdy może się spodziewać kontroli. W urzędzie miasta mówi się jednak o tym, że przydałoby się więcej pieniędzy na zatrudnienie dodatkowych kontrolerów. Dotychczasowi pracownicy z braku czasu ograniczą się raczej do przeprowadzenia inspekcji tylko tych rodzin, do których i tak chodzą od lat.
Tymczasem wiceminister rodziny Bartosz Marczuk uważa, że kontrole nie są potrzebne. Jego zdaniem, żyjemy w normalnym kraju i urzędnicy nie powinni decydować, w jaki sposób rodzina ma wydawać pieniądze.
źródło: forsal.pl
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
