Plan Morawieckiego, czyli z Motyką na Słońce Plus

Według Mateusza Morawieckiego "możemy" wszystko.
Według Mateusza Morawieckiego "możemy" wszystko. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Wystarczy ministrowi Mateuszowi Morawieckiego podać mikrofon, nalać wody do szklanki i już płynie. Właśnie ogłosił, że Polska w ciągu 10 lat wyprodukuje milion samochodów elektrycznych. Jak, za ile, kto to zrobi? Tego już nie powiedział.

Bajek fajnie się słucha, tym bardziej, że koją one nasze największe narodowe kompleksy. Fabryki poddostawców motoryzacyjnych Brembo, Groclin i wiele innych produkują wszystko na co składają się najlepsze samochody światowych marek, ale sami nie mamy własnej marki motoryzacyjnej. Mamy za to montownie Fiata, Opla Volkswagena i wkrótce Mercedesa. To już przeszłość.
Krzysztof Tchórzewski, minister energii

Za 10 lat chcielibyśmy mieć milion samochodów elektrycznych w naszych miastach. Takich samochodów, które wystarczą do tego, by zawieźć dzieci do szkoły i przedszkola, pojechać na zakupy, załatwić wszystkie sprawy, które w tej chwili załatwiamy samochodami napędzanymi paliwami

Milion samochodów w 10 lat to więcej niż zakładają najbardziej śmiałe plany produkcyjne takich firm na Tesla i Volkswagen łącznie. Więcej niż planuje BMW i jego supernowoczesna fabryka elektrycznych aut w Lipsku (pracują w niej Polacy).



Dla polityków PiS Elon Musk i niemieccy inżynierowie to cieniasy. – Są szanse na wykorzystanie do tej zmiany motoryzacyjnej talentów polskich naukowców, którzy zawsze byli znani z działań nowatorskich. Jednym skokiem potrafili pokonywać dwa, trzy piętra – mówił Tchórzewski.

Oto master plan. Wyprzedzimy ich naszą tajną bronią, czyli powołując Centrum Elektromobilności. A skoro list w tej sprawie podpisała Politechnika Warszawska oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych i cztery spółki energetyczne: Energa, Enea, Tauron, PGE to już pozamiatane.
Elektryczny grat
Tymczasem z dala od Warszawy, w Mielcu urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu sprawdzili, jak to jest z budową elektrycznych samochodów za publiczne pieniądze. – Ten tego, no jeszcze nie możemy nim jeździć, nie ma homologacji i nie jest dopuszczony do jazdy na publicznych drogach – zmieszał się Jerzy Czerkies, koordynator projektu MARR SA gdy zapytałem, czy opracowany tam pierwszy polski pojazd elektryczny ELV001 już jeździ po ulicach.

Owszem w 2008 roku agencja przytuliła 8 mln dotacji na projekt budowy elektrycznego samochodu. Z tego za milion udało się zbudować plastikowy prototyp, na stalowych felgach z supermarketu (w nowej wersji ma już alufelgi na wypasie). Kolejne pieniądze poszły na promowanie ELV-a na targach, gdzie wzbudzał sensację. Zbudowano jeszcze kilka innych pojazdów: rowerowózek dla matki z dzieckiem, elektryczną rikszę, oraz rower górski. Udało się wytworzyć sporo segregatorów dokumentacji uzasadniającej wydatki projektu na łączną sumę 20 mln zł. Tyle wydano na nikomu niepotrzebny produkt i bez szans na masową produkcję. Interesujące parametry ELV001 do dzisiaj, czyli przez 7 lat, nie zdołały przekonać żadnego inwestora do wyłożenia środków, które pozwałyby wprowadzić pojazd na rynek motoryzacyjny. Jakoś tak wyszło, że byłby droższy niż Renault Zoe kosztujący 89 tys. zł. w salonie. Urzędnik broni jednak projektu „Tak miało być, chodziło o zebranie doświadczeń”.

Skarb Państwa pokona deweloperów i Nestle
To jednak nie zraża Mateusza Morawieckiego oraz Krzysztofa Tchórzewskiego w ogłaszaniu planów opartych o ukryty i niewykorzystany potencjał kreatywności, rzutkości, przedsiębiorczości w państwowych firmach. Jak wiadomo skarb państwa zmieni się teraz w rekina biznesu. Będzie budował tysiące, co tam, milion Mieszkań Plus. Ich ceny będą trzykrotnie niższe niż u nieudolnych deweloperów-prywaciarzy. Bo ci tylko przez przypadek i własną chciwość są na listach najbogatszych Polaków. Ministrowie uratują i zbudują na nowo przemysł stoczniowy. Choć prywatne stocznie w tym Remontowa SA świetnie zarabiają, a według GUS w Polsce wyremontowano 600 statków rocznie. Tylko ostatni statek tej stoczni "Siem Aimery" kosztował 100 mln euro.

To nie wszystko. Na bazie spółek rolniczych, państwowych ubojni, centrali nasiennictwa, terenów rolnych – których nikt nie chciał kupić od skarbu państwa zbudowany zostanie holding spożywczy. Szefem 80 połączonych firm z Krajową Spółką Cukrową ma zostać sam Dawid Jackiewicz, minister skarbu. Tak szarpnie za lejce sprzedaży, że od razu pokona Maspex (największą polską firmę spożywczą z 4 miliardami przychodów, budowaną przez czterech prywatnych udziałowców przez 25 lat). Potem holding pokaże, co to konkurencja "europejskim koncernom", w domyśle takim firmom jak Nestle oraz Unilever.

Polacy na Marsa!
W całym planie brakuje już tylko wisienki na torcie. Aby ostatecznie upokorzyć miliarderów-wizjonerów Elona Muska czy Richarda Bransona, Polska wyprzedzi wszystkich w przygotowaniach misji załogowej na Marsa. Nie usłyszeliśmy o tym tylko dlatego, że minister Morawiecki nie odwiedził jeszcze z mikrofonem i butelką wody Polskiego Centrum Technologii Kosmicznych. A tam, na stronie internetowej, jest już wizualizacja polskiej rakiety kosmicznej i to z silnikiem na „ekologiczne paliwo”. Prace badawcze wspiera państwowa firma zbrojeniowa Bumar, więc chyba nie ma wątpliwości, że rakieta wkrótce wystartuje. Kiedy? Z grubsza za około 10 lat, bo plany są już gotowe, porozumienia podpisane, a centra, rady i komitety branżowe działają pełną parą.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...