"Panie premierze, czy ma pan jaja?" Ruch Palikota i eks-księża wymądrzają się na temat Funduszu Kościelnego

Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
W efektowny, jak zwykle, sposób Ruch Palikot wszedł w piątek w dyskusję w sprawie likwidacji przywilejów duchownych. – Panie premierze, czy ma pan jaja? – spytał się prowokacyjnie poseł Armand Ryfiński. – Panie premierze, obiecywał pan w exposé likwidację Funduszu Kościelnego, proszę mieć odwagę spełnić własne obietnice wyborcze – ciągnął dalej.

Wtórował mu Roman Kotliński - Drodzy bracia i siostry. Zwracam się do was, trochę szacunku dla osoby duchownej. Pójdziecie za głosem sumienia i chociaż cząstkę pieniędzy, która idzie na Kościół w tym kraju, przeznaczycie na biedne dzieci?

Żeby nie było wątpliwości: Roman Kotliński jest byłym księdzem, dlatego też zwrócił się do kolegów i koleżanek parlamentarzystów jak osoba duchowna. Potem już było tylko lepiej. Jak widać, poseł Ruchu Palikota był wybitnym księdzem, bo nadal nieźle włada kościelną retoryką (mówił jeszcze o „głosie szatana”). Jego wywody dotyczyły też „dawania łapówek księżom” i „robienia kampanii wyborczej z ambony”.

– Jeżeli [Kościół katolicki] będzie dostawał te szacunkowe 100 mln zł, to będzie to mniej wiecej podobnie, co dostaje teraz. Jedyna różnica będzie polegała na tym, że nie będzie miał tych pieniędzy zagwarantowanych. Może jednak jest to sposób na ucywilizowanie Kościoła? Będą musieli być milsi, jeżeli będą chcieli dostać pieniądze od ludzi – twierdzi dr Tadeusz Bartoś, inny były ksiądz.

Drodzy księża! Jeżeli chcecie zrzucić habit, nie lękajcie się, czeka was błyskotliwa kariera eks-księdza. Polega ona na tym, żeby mówić dokładne przeciwieństwo tego, co kilka lat wcześniej w kościele. Praca jest dość intratna, ale spieszcie się, bo takich etatów w Ruchu Palikota jest tylko sto.

Najbardziej zatrważające jest to, że jako księża Kotliński i Bartoś sami korzystali z tych przywilejów (związanych z niepłaceniem składek emerytalnych) przez wiele lat. Czy symbolicznie zwrócą państwu te „ukradzione pieniądze”, jak Janusz Palikot swego czasu wyrzekł się diety poselskiej (choć zdaje się, że teraz znowu ją pobiera, mimo że nadal ma spory majątek)? Czy ks. Kotliński pieniądze zaoszczędzone na korzystaniu z przywilejów emerytalnych przeznaczał na biedne dzieci?

Oczywiście, tylko krowa nie zmienia zdania. Kotliński i Bartoś mogli przejść z pozycji przedstawiciela Kościoła Katolickiego do tej jego przeciwnika. Jest to dość modne. Nie tylko w europejskim kręgu kulturowym - jeden z synów bin Ladena stał się jego zagorzałym wrogiem. Syn prezesa wielkiej firmy tytoniowej przeznacza pieniądze odziedziczone po ojcu na zwalczanie uzależnienia od papierosów. A dobroduszny Janusz Palikot, po dorobieniu się na produkcji napojów alkoholowych, próbował pomóc prezydentowi Kaczyńskiemu uświadamiając go, że ma problemy z alkoholem.

Chodzi jednak o to, że ci dwaj panowie nie mają żadnego szacunku dla instytucji, jaką jest Kościół katolicki. Nie mam nawet na myśli tego, że miał on zasługi dla Polski podczas zaborów, II wojny światowej i za PRL-u. Po prostu Kościół katolicki zasługuje na szacunek jak każda inna wspólnota wyznaniowa i światopoglądowa. Przynajmniej dla środowisk tolerancyjnych. A może Ruch Palikota do nich nie należy?

Wybrażam sobie ks. Kotlińskiego i Bartosia x lat temu rozmawiających sobie spokojnie o tym, jaki to Bóg jest wspaniały. Nagle podchodzi do nich człowiek i sobie z nich szydzi. Czy byłoby im przyjemnie? Raczej nie. Ale teraz to oni drwią z Kościoła i go krytykują. A może jednak było im wszystko jedno, bo wcale nie poszli do seminarium z przekonania, ale w ramach realizacji pierwszego elementu jakiegoś biznesplanu?

Tak, Kościół katolicki ma problem. Przecież to on jest fabryką tych eks-księży. W pewnym sensie nie dziwię się Kotlińskiemu i Bartosiowi – nie mogli wytrzymać ciężkiego rygoru życia kościelnego i teraz próbują się zemścić na tej instytucji, która ich zdaniem wyrządziła im krzywdę. Watykan powinien więc się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście celibat i swego rodzaju obowiązek bycia księdzem przez całą karierę zawodową nie są regułami, które można by było znieść. Na pewno te dwie zasady bardzo ograniczają liczbę powołań kapłańskich i przyczyniają się do wytwarzania ruchów oburzonych eksksiędzy.

Nie usprawiedliwia to w żaden sposób Ruchu Palikota, który prowadzi działania w sprzeczności z elementarną zasadą tolerancji i szacunku, którymi lewica powinna się kierować. A propos, jestem ciekaw, jak ta partia by zareagowała, gdyby np. poseł PiS-u zadał pytanie „Pani Anno, czy ma pani jaja?” wiceprzewodniczącej Ruchu Palikota Annie Grodzkiej.
Trwa ładowanie komentarzy...