Wstydzisz się, że mieszkasz w wielkiej płycie? To już nie obciach. Specjaliści mówią nawet o fenomenie

Wbrew złej sławie mieszkania w blokach w wielkiej płycie nie są tylko dla "desperatów". Blokowiska konkurują z nowymi wypasionymi osiedlami. Nawet niewielki metraż mieszkań jest zaletą dla klientów.
Wbrew złej sławie mieszkania w blokach w wielkiej płycie nie są tylko dla "desperatów". Blokowiska konkurują z nowymi wypasionymi osiedlami. Nawet niewielki metraż mieszkań jest zaletą dla klientów. Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Wylęgarnia kiboli, skansen meblościanek. Mieszkać na osiedlu z tzw. wielkiej płyty to był obciach. "Zemsta PRL-u" – mówiono nawet o tych blokach, bo miały się rozpaść, jak domki z kart. Tymczasem eksperci od rynku nieruchomości mówią już o fenomenie "wielkiej płyty". Bo to najczęściej poszukiwane mieszkania na rynku.

– Sąsiad za ścianą głośno kicha. Raz powiedziałem mu "na zdrowie". Sąsiad jest kulturalny i podziękował – śmieje się Andrzej, który od pięciu lat mieszka w Warszawie. A gdy w końcu kończy się trząść pyta: – A widziałeś mrówkowiec przy Dworcu Wschodnim? Kilka tysięcy ludzi w jednym budynku. To dopiero czad!



Andrzej nie przypuszczał, że kupi mieszkanie w wielkiej płycie, bo właśnie chciał uciec z szarego blokowiska we Włocławku. Miał uraz do dzielenia pokoju–klitki z bratem i ubikacji, w której siedząc na sedesie uderzał kolanami o drzwi. Żartuje, że w jego bloku nie tylko układ pomieszczeń, a nawet wystrój wnętrz był podobny. Oglądał ostatnio teledyski Mister D i kwituje: – Dokładnie tak było.
Andrzej lubi żartować ze swojego życia blokersa, ale na chwilę poważnieje i komentuje: – W gronie korpoznajomych trochę było mi wstyd przyznać się, że kupiłem takie mieszkanie w wielkiej płycie. Powinienem nabyć na osiedlu strzeżonym z podziemnym garażami i loggią. Pociesza mnie jednak kwota kredytu. Mam prawie o połowę mniejszy niż reszty znajomych.

Nie tylko Andrzej czasem ma dość swojego bloku. Doświadczenia ludzi w nich mieszkających są podobne. We wpisie blogerki, Pauli Ratajczak czytamy, że np. można mieć dziwnych sąsiadów: – "Niekoniecznie morderców czy psychopatów, chociaż pewnie też się zdarzy. Ja mam na dole panie prostytutki freelancerki, a w bloku obok działa sieciówka domów rozkoszy i są aż dwie filie. Nieźle, co? Trochę taki miłosny zakątek nam się tutaj zrobił".

I zawsze będzie ktoś narzekał, bo po prostu nie da się nie wkurzyć, gdy jest 50 mieszkań na klatkę. Ratajczak: – "Ja nienawidzę sąsiadów z góry, pani z dołu pewnie nie lubi nas. Takie życie..."

Nie wstydź się, że jesteś z Bródna
Osłodą dla nich będzie opinia specjalistów od nieruchomości Metrohous i Expandera. Twierdzą, że wbrew złej, blokowej famie, to klienci najczęściej szukają dwupokojowych mieszkań ok. 50-60-metrowych w wielkiej płycie. Co miesiąc Metrohouse wspólnie z Expanderem przygotowuje raport, ale popularność mieszkań blokowych, to nie jest bynajmniej chwilowa anomalia.

– Można mówić już o fenomenie wielkiej płyty. To w skali całego kraju – mówi Marcin Jańczak z Metrohouse. – Właśnie teraz przygotowuję raport za październik i śledzę kredyty. Mieszkanie w wielkiej płycie w Warszawie można dostać nawet za 5,5 tys. za metr kwadratowy, czyli za około 200 tysięcy. Cena czyni cuda.

Chociaż dodaje, że na wybór wpływa nie tylko cena. Dawne płytowiska mają rozwiniętą już infrastrukturę i zapewniony dobry dojazd. W Warszawie klienci szukają mieszkań w blokach na Wawrzyszewie, Targówku czy Bródnie.
– Oczywiście klient musi zastanowić się, czy nie odstraszą go pogłoski o złym stanie technicznym. Rozstrzygnąć dylematy, czy kupić w stanie deweloperskim i zainwestować w dokończenie mieszkania. A może wyremontować blokowe i zmierzyć się z tym, że niekoniecznie trafimy na dobrych sąsiadów. Natomiast na korzyść z pewnością przemawia dobra lokalizacja – wylicza Jańczak.

Przetrwały trzęsienie ziemi
W Poznaniu, podobnie jak w Warszawie, klienci najczęściej rozglądają się za mieszkaniami na Winogradach, Piątkowie czy Ratajach. To oczywiście blokowiska z wielkiej płyty.

– Moim zdaniem jeszcze długo będą służyły jej mieszkańcom. Wokół tych bloków narosło wiele mitów. Kiedyś krążyła fama, że będą rozbierane po 50-60 latach. Tak nawiasem mówiąc, gdy trzęsienie ziemi nawiedziło Rumunię, to w Bukareszcie najmniej ucierpiały bloki z wielkiej płyty – komentuje Paweł Łukaszewski, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Poznaniu.

Jego pracownicy kontrolują bloki z wielkiej płyty, ale rzadko...

– Bo nie ma takiej potrzeby. Aby bloki przetrwały w dobrym stanie najważniejsza jest kwestia bieżącej eksploatacji. Z naszych kontroli wynika, że zarządcy w Poznaniu wywiązują się ze swoich obowiązków. Robią przeglądy i oczywiście wykonują naprawy – dodaje Łukaszewski.

Beata śni o PRL-u?
Budownictwo z wielkiej płyty było receptą PRL-u na głód mieszkań. Paweł Łukaszewski tuż po studiach pracował jeszcze na budowach blokowisk. Przypomina to układanie klocków lego.

– Przywożono nam prefabrykaty, nawet elementy ściany wraz ze stolarką okienną. Oczywiście miała wiele do życzenia, ale też miała być nieszczelna – śmieje się inspektor.

Plusem tego budownictwa było ogromne tempo. Może to sen obecnych władz? Premier, Beata Szydło zapowiedziała, że w 2019 r. powstaną pierwsze mieszkania w ramach rządowego programu. Inwestorzy kiwają głowami, że to mało realny termin.

– Jeśli wszystkie prefabrykaty były na miejscu, to montaż trwał szybko, z parę miesięcy, a potem wchodziły tylko ekipy wykończeniowe. W niektórych krajach dalej się to stosuje, a przy obecnych technologiach z pewnością można byłoby zrobić tak, aby pomieszczenia nie były małe i wąskie. Oczywiście musiałby za wielką płytą przemawiać rachunek ekonomiczny. Przy realizacji pojedynczych inwestycji nie opłaca się – komentuje Łukaszewski.
To nie jest szara przeszłość
Życie mieszkańców blokowisk oddaje Dorota Masłowska, która wychowała się w wejherowskim kilkunastopiętrowym bloku. Warto "naczytać się" napatrzeć, bo to, co opisuje, to już przeszłość blokersów. Wielką płytę, czeka jeszcze długa przyszłość.
Grzegorz Piątek z Fundacji Centrum Architektury, jako przykład udanego warszawskiego osiedla z wielkiej płyty podaje Ursynów Północny. Nie dziwi się też zainteresowaniem klientów mieszkaniami w blokach w wielkiej płycie.

– Wiele z tych osiedli standardem nie odbiega od nowych, a czasem jest wyższy. Dostępność do zieleni, usług publicznych czy też mniejsze zagęszczenie zabudowy to zalety. Mankamentem mieszkań, a może dla części klientów zaletą, jest ich niewielki metraż – komentuje Piątek. – Sądzę, że czeka nas łagodna ewolucja osiedli z wielkiej płyty, czyli modernizacje i przebudowy.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...