Kempa nie zdoła wytłumaczyć się z tupolewizmu. Eksperci miażdżą jej teorie o "tajnych" i "cywilnych" instrukcjach HEAD

Kempa nie zdoła wytłumaczyć się z tupolewizmu. Eksperci miażdżą jej teorie o "tajnych" i "cywilnych" instrukcjach HEAD
Kempa nie zdoła wytłumaczyć się z tupolewizmu. Eksperci miażdżą jej teorie o "tajnych" i "cywilnych" instrukcjach HEAD Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
– „Cywilna” instrukcja HEAD nie została w żaden sposób złamana. Na wszystko mamy dokumenty – oświadczała Beata Kempa, próbując ratować twarz po ujawnieniu kulisów słynnego już lotu z Londynu do Warszawy. Eksperci nie pozostawiają jednak wątpliwości, że doszło do zlekceważenia procedur.

– Nie ma czegoś takiego jak instrukcja cywilna. Nikt tego nie robił. Jest tylko jedna instrukcja HEAD-owska. Nie dwie. I to jest poza sporem – zastrzega w rozmowie z dziennik.pl były wiceszef MON Czesław Mroczek. Z kolei Tomasz Arabski, były szef kancelarii premiera, dodaje, że nie ma tajnej instrukcji HEAD, na którą powoływała się Beata Kempa.
Głos w sprawie zabrał również Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. – Nie słyszałem o „cywilnej” Instrukcji HEAD. Może chodzi o porozumienie LOT-u z Kancelarią Premiera? – mówi w rozmowie z Wyborcza.pl. – Zastanawiam się, co to za procedury, które dopuszczają do takich sytuacji. Albo są źle skonstruowane, albo zostały złamane zasady bezpieczeństwa – mówi ekspert.
Zdaniem Laska, sytuację uratował profesjonalizm kapitana i obsługi naziemnej. Natomiast doprowadzenie do sytuacji, kiedy konieczna jest interwencja kapitana, nazywa niedopuszczalną.

"Tupolewizm"
Zbigniew Parafianowicz był jedną z osób, które towarzyszyły premier w podróży do stolicy Wielkiej Brytanii. To, co widział w drodze powrotnej, wzbudziło u niego skojarzenia z tragedią 10 kwietnia. "Choroba, która - jako jedna z przyczyn - doprowadziła do śmierci 96 najważniejszych osób w państwie na lotnisku Siewiernyj, dała znów o sobie znać" – pisał w swoim tekście dla "Dziennika Gazety Prawnej".

Osoby towarzyszące Szydło miały wracać do kraju wojskową casą albo rządowym Embraerem 175. Wybrano drugą opcję, ze względu na krótszy czas lotu, ale nim samolot wystartował, doszło do nieporozumienia. "Zajmujemy miejsca (...). Po kilku minutach wchodzą przedstawiciele rządu. Szybko na jaw wychodzi prosta prawda: dwóch samolotów nie da się zapakować do jednego" – relacjonował reporter "Dziennika".

Ktoś musiał opuścić pokład, rozmowy w tej sprawie trwały kilkadziesiąt minut. Zbyt ciężką maszyną mieli lecieć m.in. Szydło i jej ministrowie, w tym choćby Antoni Macierewicz.

źródło: Dziennik.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...