Awantura o Czechy. Napięcia na linii rząd-Balcerowicz

Profesor Leszek Balcerowicz były prezes Narodowego Banku Polskiego, szef fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju
Profesor Leszek Balcerowicz były prezes Narodowego Banku Polskiego, szef fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Prof. Leszek Balcerowicz należał do tych, którzy wyrazili swoje zadowolenie z odsunięcia od władzy PiS-u w 2007 roku. Ale potem okazało się, że również rząd PO nie spełnia jego oczekiwań. Ostatnio wybuchł kolejny – trywialny mogłoby się wydawać – spór: o to, dlaczego Polska płaci więcej za zaciągane państwowe długi niż Czechy. Czy konflikt rzeczywiście jest merytoryczny, czy może bardziej personalny?

Balcerowicza konflikt z Bratkowskim o Czechy

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi prof. Leszka Balcerowicza w programie „Tomasza Lis na żywo” 21. maja. Stwierdził w nim, że „w przypadku Polski [rynki finansowe] żądają wyższych odsetek za zaciągane długi, w przypadku Czech – niższych”. Innymi słowy oprocentowanie polskich obligacji jest wyższe niż czeskich.

W odpowiedzi obecny minister finansów Jacek Rostowski próbował pokazać, że informacja o wyższej stopie zwrotu polskich obligacji jest prawdziwa tylko w kilkutygodniowym horyzoncie czasowym, a w perspektywie roku słowa Balcerowicza nie pokrywają się z prawdą. Napisał też na swoim blogu w naTemat, że Polska ma wyższy dług publiczny z powodu OFE, które zostały wprowadzone przez Balcerowicza. Witold Gadomski skrytykował za to Rostowskiego oskarżając go o prowadzenie „prywatnej wojny”, a Forum Obywatelskiego Rozwoju (założone przez Leszka Balcerowicza) przedstawiło materiał „Finanse publiczne i rentowność obligacji”, które dowodzi, że były prezes NBP ma rację.

Najmocniej jednak uderzył dr Andrzej Bratkowski, członek RPP. W obszernym tekście opublikowanym w „Rzeczpospolitej” 12. czerwca oskarża Leszka Balcerowicza o kierowanie się w swojej krytyce osobistymi animozjami wobec ministra finansów, a nie względami merytorycznymi. Bratkowski w opublikowanej opinii stwierdza, że jest wiele argumentów podważających „sensowność traktowania Czech jako modelu dla Polski”. I wymienia tutaj całą litanię argumentów: skumulowany wzrost gospodarczy w Polsce wynosił 15,7%, a w Czechach 6,2% w latach 2008-2011; relacja długu do PKB rośnie szybciej w Czechach niż w Polsce; klin podatkowy jest niższy w Polsce niż w Czechach itd. Prof. Balcerowicz odpowiedział swoim tekstem (o dość wymownym tytule „Paszkwil zamiast polemiki”) w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” i stwierdził w nim, że cały artykuł Bratkowskiego jest bez sensu, bo on nigdy nie traktował Czech jako przykładu do naśladowania. Doszedł tylko do wniosku, że oprocentowanie polskich obligacji jest zbyt wysokie i porównanie z Czechami to pokazuje.

Bratkowski twierdzi, że to nie pierwszy raz były prezes NBP popełnia poważny błąd. Po pierwsze, jego zdaniem Balcerowicz zalecał Polsce ostre cięcia budżetowe na początku kryzysu. W krajach bałtyckich doprowadziło to do kilkunastoprocentowego załamania gospodarczego i prawdopodobnie to samo spotkałoby Polskę. Po drugie, z relacji Bratkowskiego wynika, że Balcerowicz zapowiadał, iż „wysokie deficyty budżetowe w latach kryzysu spowodują, że Polska znajdzie się w takiej samej sytuacji jak Grecja”. Problem w tym, że Balcerowicz nie powiedział ani jednego, ani drugiego. W swojej ripoście prostuje te swoje rzekome tezy: „nie zalecałem (…) ostrych cięć wydatków budżetowych (…). Przeciwnie, do kwietnia 2010 r. publicznie głosiłem, że próby bardziej zdecydowanych reform ze strony rządu nie miałyby politycznego sensu, bo trafiałyby na weto prezydenta. Nie sugerowałem, że Polska znajdzie się w takiej samej sytuacji co Grecja. Odwoływałem się natomiast do Grecji jako przykładu ostrzegawczego”.

Bratkowski zarzuca więc Balcerowiczowi brak rzetelności, a to on sam okazał się nierzetelny. Można mu to jednak wybaczyć. Trudniej jednak wytłumaczyć jego ataki personalne. Bratkowski wystąpił z dość poważnymi oskarżeniami: „Albo prof. Balcerowicz [dokładnej] analizy nie dokonał, albo – wbrew górnolotnym deklaracjom – w jego krytyce chodzi o to, by rządowi dowalić.” Potem retorycznie się pyta, czy ma licencję na nierzetelne i tendencyjne przedstawianie polityki rządu i stwierdza, że w czasach kryzysu nawet partie opozycyjne wykazują umiar w uprawianiu czarnego PR-u w „cywilizowanych krajach”. Kończy sugerując, że to błędne opinie takie, jak ta Balcerowicza przyczyniają się do podwyższenia oprocentowania polskich obligacji.

Były prezes NBP odpowiada w nie mniej ostrym stylu: „Przypisywanie komukolwiek niskich motywów jest jednym z najgorszych moralnie chwytów, jakie można zastosować w publicznych wypowiedziach. Utwór, który to głosi, nazywany jest paszkwilem. W toku swojej publicznej działalności byłem ostro krytykowany przez niektórych polityków. Dotyczyło to jednak moich działań, a rzadko – moich intencji. Swoim tekstem A. Bratkowski otwiera nowy front.” Jesteśmy więc już bardzo daleko od zagadnień gospodarczych.

Pokłóceni liberałowie

Zaskakujące jest to, że zarówno Balcerowicz oraz Gadomski, jak i Rostowski oraz Bratkowski grali kiedyś w jednej drużynie. W końcu wszyscy są liberałami. Witold Gadomski próbował przekonywać naród do liberalizmu gospodarczego jako współautor programu gospodarczego KLD (któremu przewodniczył obecny premier Donald Tusk). Balcerowiczowi w przeprowadzaniu reform pomagali Bratkowski i Rostowski jako jego doradcy. „Rzeczpospolita” tytułuje Bratkowskiego jako byłego wiceprezesa NBP, ale zapomniała dodać, że był wtedy zastępcą … Balcerowicza.

Przeczytaj również: Balcerowicz podtrzymuje słowa, że zadłużamy się szybciej niż Czechy

Były prezes NBP krytykował rząd PiS-u po odejściu z tej funkcji nie dlatego, że jakoś szczególnie przeszkadzała mu narodowo-katolicka retoryka. Na pewno jako byłemu przewodniczącemu UW mu się to nie podobało, ale nie przywiązywał do niej wagi. Nie przeżywał też szczególnie tego, że w rządzie jest człowiek, który przez lata mówił „Balcerowicz musi odejść”. Dla niego liczą się konkrety, czyli gospodarka. Ani puste hasła, ani personalia go nie interesują.

Było więc naturalne, że pokłada wielkie nadzieje w rządzie – rzekomo liberalnej – Platformy Obywatelskiej. Bliskość ideologiczna była tak wyraźna, że jego nazwisko było wymieniane na giełdzie nazwisk do objęcia stanowiska Ministra Finansów.

Z czasem jednak okazało się, że w wielu sprawach rozwiązania PO dla gospodarki nie są liberalne. Przyczyn jest na pewno wiele: broniący przywilejów pewnych grup społecznych koalicyjny PSL, przywiązywanie większej wagi do słupków sondażowych niż do prawdziwych reform, poszerzenie się „składu” PO o mniej liberalne elementy i po lewej i po prawej stronie… Balcerowicz zaczął tracić cierpliwość i stwierdził, że miarka się przebrała w sprawie OFE. Zmiany proponowane przez rząd uznał za nieodpowiednie. Wszyscy pamiętają jego publiczne debaty z Ministrem Rostowskim dotyczące tego tematu. Obecny Minister Finansów zwracał się do swojego rozmówcy „drogi Leszku”, a Balcerowicz mówił do niego per „pan”. Wszystkim wydawało się to kuriozalne. Oczywiście, dobrze znający się panowie na co dzień są per „ty”. Ale podobno w ramach „gentlemen’s agreement” mieli do siebie mówić per „pan”, żeby dodać powagi debacie. Nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. Można jednak przypuszczać, że ich relacje wtedy się pogorszyły.

Ciężko sobie wyobrazić, żeby prof. Balcerowicz poczuł „animozję” (jak to mówi Bratkowski) do prof. Rostowskiego, bo to nie podobne do człowieka, który stawia na konkrety, a nie personalia. Być może jednak ich relacje się ostudziły, ponieważ Leszek Balcerowicz zrozumiał, że nie będzie w stanie wywrzeć presji na rząd metodą „kuluarową”. Dlatego też zdecydował się na zachowanie dystansu wobec Ministra Finansów, a mówienie do siebie per „pan” miało być tego wyrazem. Były prezes NBP zdecydował się na bezpośrednią komunikację z wyborcami, żeby to oni wywarli presję na rządzących. Dlatego już bez ogródek krytykuje rząd w mediach, jeżeli uważa jego kroki za nieodpowiednie.

Na pewno PO, rząd i RPP nie spodziewały się, że tak bliski im prof. Balcerowicz zacznie ich otwarcie krytykować. Zaczęli odpierać jego ataki kontrargumentami. Jak widać to nie wystarczało, więc Bratkowski oskarżył go o złą wolę. Czyli, owszem, konflikt staje się bardziej personalny niż merytoryczny, ale wbrew temu, co mówi członek RPP, to nie Balcerowicz nadaje mu osobisty ton, ale on sam.
Trwa ładowanie komentarzy...