Podatki nowoczesnego Polaka. Czyli kto komu kradnie i dlaczego wszystko nie jest takie proste

Agencja Gazeta
To zastanawiające, jak wielu Polaków uznaje siebie za patriotów, przy okazji na wszelkie możliwe sposoby starając się wykiwać fiskusa. A przecież to właśnie uczciwe płacenie podatków jest jednym z przejawów patriotyzmu. Nawet jeśli, częściowo na własne życzenie, administracja podatkowa niekoniecznie budzi w nas ciepłe uczucia a twórcy przepisów podatkowych osiągają kolejne poziomy absurdu.

Wedle szacunków przedstawionych przez prof. Friedricha Schneidera z Johannes Kepler Universität w Linzu rozmiar szarej strefy w Polsce to równowartość 23 proc. rocznego PKB naszego kraju. Uwzględniając skłonność Polaków do kombinowania jest to całkiem niezły wynik – aż w 8 innych państwach należących do Unii Europejskiej szara strefa jest większa. Jednak nie ma też powodów do świętowania, bo średnia unijna wynosi 17,9 proc.
Grosz zaufania
W idealnym świecie system podatkowy opierałby się na zaufaniu: obywateli do państwa (że pieniądze zostaną dobrze wydane) i państwa do obywateli (że będą karnie płacić). Oczywiście praktyka wygląda zupełnie inaczej. Schodząc z obłoków na naszą polską ziemię: obywatele nie chcą płacić wysokich podatków bo wiedzą, że ich pieniądze zostaną zmarnotrawione. Państwo wie, że podatnicy to wiedzą, dlatego nie ma do nich, i to chyba w tym kontekście odpowiednie określenie, za grosz zaufania. I tak w kółko.


Przekonanie obywateli o tym, że ich pieniądze zostaną zmarnotrawione, wynika z dwóch kwestii. Jedni nie wierzą w skuteczność redystrybucji pobranych środków („bo i tak trafią do urzędników, partii i polityków, a nie do ludzi”). Inni uznają, że w ramach tej redystrybucji trafią one do osób, którym się nie należą (przykład ostatni: dyskusja o programie 500+). Istnieje również mieszana forma argumentacji: że to, czego nie zabiorą urzędnicy oraz politycy i tak trafi nie do tych ludzi co trzeba. Oraz forma skrócona: jeśli ktoś nie chce zawracać sobie głowy powyższymi niuansami po prostu stwierdzi, że „państwo kradnie”. Do tego wszystkiego warto jeszcze dodać ciągłe dążenie Polaków do „oszukiwania wrogiego systemu”. Takie przekonanie w czasach zaborów, okupacji i PRL mogło mieć uzasadnienie. Obecnie już go brak - ale nawyk pozostał.
Wszyscy kochamy ZUS

Oczywiście przy odmalowywaniu obrazu powszechnego braku zaufania wszystkich wobec wszystkich nie może też zabraknąć wzmianki o ustawodawcy. Ostatnio usłyszeliśmy, że podwyższenie kwoty wolnej od podatku dla posłów i senatorów wynika z ich ciężkiej pracy. Faktycznie, uchwalanie dziesiątków tysięcy stron przepisów musi męczyć. Jeszcze bardziej męczą się obywatele (w tym podatnicy), którzy przez ten gąszcz muszą później przebrnąć i, o zgrozo, zrozumieć. Jak wyliczyła firma doradcza Grant Thornton, przez cały 2015 rok w Polsce powstało 1749 aktów prawnych. W Szwecji – 136. W tym szale ustawodawczym ginie jedna z podstawowych zasad dobrego systemu podatkowego: przepisy powinny być na tyle proste, żeby podatnik mógł je łatwo przyswoić.

Poza obywatelami ta nadprodukcja prawa przyprawia o ból głowy także urzędników, którzy na podstawie tych przepisów muszą podejmować decyzje. I tu kolejny wniosek: nieważne, jak miła będzie pani z okienka w oddziale ZUS, i tak będziemy nienawidzić tej instytucji za to, że każe nam wypełniać formularze, załączniki, załączniki do załączników a na koniec wszystko poprawiać na jeszcze innym formularzu. Tylko wspomniana pani z okienka nie ma żadnego wpływu na kształt tych przepisów – do jej obowiązków należy ich egzekwowanie, nawet jeśli są całkowicie absurdalne.

Jednak urzędnicy także nie są bez winy. Ile to razy czytaliśmy o przedsiębiorcach poszkodowanych przez ich błędne decyzje, albo co gorsza o tym, że urzędnicy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje rażące błędy? Rekordem jest firma Centrozap (obecnie Ideon), która udowodniła, że skarbówka bezprawnie nałożyła na nią ponad 80 mln zł kar. I wywalczyła 55 mln zł odszkodowania z budżetu państwa, który w głównej mierze składa się z naszych podatków. Co swoją drogą jest argumentem dla wspomnianych na samym początku osób, wedle których podatki nie trafiają do osób potrzebujących i są marnotrawione (bo za błędne decyzje urzędnik powinien płacić sam). I w ten symboliczny sposób zamykamy swego rodzaju pętlę (podatkową).
Kto bez winy niech pierwszy…

Tak przedstawia się schemat grup, na działalności których opiera się każdy system podatkowy. Jest on dość skomplikowany, a to i tak uproszczona wersja. Oczywiście nigdy nie dojdziemy do sytuacji idealnej, w której podatnicy płacą podatki z własnej nieprzymuszonej woli (bo w ich przekonaniu pieniądze będą słusznie i skutecznie wydane). Jednak powinniśmy do takiego modelu dążyć. Z pewnością pomogłyby działania informacyjne rządu, który w sposób przyswajalny i regularny informował opinię publiczną o wykonaniu budżetu i uzmysłowił podatnikom, na co wydawane są ich pieniądze (te informacje i tak są dostępne, jednak ich forma odstręczyłaby przeciętnego Kowalskiego).

Niezależnie od ekipy rządzącej w danym momencie, zawsze będzie istniała grupa osób niezadowolonych z bieżącej polityki fiskalnej. Jednak trochę więcej komunikacyjnego wysiłku pomogłoby w zwiększeniu świadomości, na co wydawane są nasze pieniądze. I co za tym idzie przyczyniło się do wzrostu zaufania do administracji państwowej i lepszego funkcjonowania całego systemu podatkowego.

Artykuł powstał we współpracy z Szapiro Business Advisory

POLUB NAS NA FACEBOOKU