Szlachta nie pracuje! Lewica nie zostawia suchej nitki na zakupionej przez Skarb Państwa kolekcji Czartoryskich

Szlachta nie pracuje - takim hasłem Partia Razem skomentowała zakup kolekcji Czartoryskich przez Ministerstwo Kultury
Szlachta nie pracuje - takim hasłem Partia Razem skomentowała zakup kolekcji Czartoryskich przez Ministerstwo Kultury Fot. Screen Facebook.com/partiarazem
Czartoryscy kupili "Damę z gronostajem" za pieniądze z niewolniczego wyzysku chłopów – naszych przodków. Teraz Czartoryscy dostaną pieniądze z naszych kieszeni za ten sam obraz. Te pełne oburzenia słowa, lewicowa partia opublikowała zaraz po podpisaniu dokumentów finalizujących zakup przez Polskę zbiorów Fundacji Czartoryskich za 100 mln euro. Jej zdaniem, transakcji powinny przyjrzeć się Prokuratura i Najwyższa Izba Kontroli. A partia Razem nie jest jedyną, która ma wątpliwości co do tego zakupu.

W preambule statutu, działającej od 1991 roku, Fundacji Książąt Czartoryskich, Adam Czartoryski napisał, co następuje: "Po powstaniu III Rzeczypospolitej Polskiej, orzeczeniem Sądu otrzymałem potwierdzenie, że jestem pełnoprawnym właścicielem zbiorów i nieruchomości stanowiących Muzeum i Bibliotekę XX. Czartoryskich. Własność tę przekazuję obecnie ustanowionej przeze mnie wieczystej Fundacji." Ni mniej ni więcej, wynikało z tego, że właścicielem dzieł jest fundacja, której celem jest: "udostępnianie powyższych zbiorów społeczeństwu."



Ministerstwo Kultury uparło się jednak niedawno, że zbiory Czartoryskich kupi. Przez Sejm przepchnięto nowelizację ustawy budżetowej, w której wygospodarowano pieniądze na ten cel. Z kolei minister Gliński prowadził w tej sprawie pertraktacje z Adamem Czartoryskim. Zarządowi Fundacji, na tyle się te prywatne rozmowy nie spodobały, że podał się do dymisji, argumentując ją, utrata zaufania do księcia. Ten specjalnie się nie przejął, a w zarządzie pojawiły się z dnia na dzień nowe nazwiska. Przy błyskach fleszy i w burzy oklasków ministerstwo odtrąbiło narodowy sukces.

– Miało być wstawanie z kolan, jest padanie na kolana przed Jaśnie Oświeconym Panem. Rząd PiS-u wręczył właśnie 500 milionów złotych w prezencie panu Czartoryskiemu. Rzeczpospolita kupiła od niego w podejrzanych okolicznościach kolekcję, która zgodnie z polskim prawem była praktycznie niesprzedawalna – skomentował przedstawiciel lewej strony barykady Adrian Zandberg.
Zdaniem lidera Partii Razem, przed transakcją rozpuszczono plotki o zagrożeniu wykupem kolekcji przez "szejków". Takiej sprzedaży, zdaniem Zandberga, zabraniał statut fundacji administrującej dziełami, a państwo polskie mogłoby ją bez problemu zablokować. Nie on jeden jest zresztą oburzony transakcją na linii Czartoryscy - Skarb Państwa. Pisarz Jacek Denhel, na swoim facebookowym profilu nazwał sprawę: "świadectwem ostrej chamówy obecnych rodzin dawnej arystokracji". Twierdzi przy tym, że jego zdaniem, jest to jedyny znany mu przypadek, gdy "fundator" to ktoś, kto bierze pieniądze, a nie wykłada.

Bardziej wyważony w słowach jest były wiceminister kultury Bogdan Zdrojewski. Jego zdaniem, umowa stwarza niebezpieczny precedens, gdyż transfer pieniędzy poza granicę ma charakter nieodwracalny. Ale ewentualny powrót rozmaitych innych roszczeń już nie. – Dominują poważne wątpliwości. Wystarczy powrócić do rozmaitych aktów fundacyjnych, zaczynając od Izabeli Czartoryskiej, by stwierdzić, komu zbiory dedykowano. Oczywiście – narodowi polskiemu – powiedział Zdrojewski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą"


Oczywiście prawdą jest, że teraz te wszystkie bezcenne dzieła należą do Polski. Ale otwarte pozostaje pytanie, czy to był najlepszy moment na wydawanie tak gigantycznej sumy z budżetu państwa na coś, co i tak nie mogło opuścić granic naszego kraju.

Napisz do autora:przemyslaw.penconek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...