Magda Prokopowicz nie żyje. "Dziecko było dla mnie największym cudem"

Dzięki niej wielu Polaków dowiedziało się, jak ciężka jest walka z rakiem. To dzięki niej wielu chorych odzyskało nadzieje na powrót do zdrowia. Magdalena Prokopowicz pokazała, że chorzy na raka mogą być rodzicami i cieszyć się życiem - tak samo jak wszyscy inni. Swoją walkę niestety przegrała. Miała 35 lat.

Kampania "Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi"
Kampania "Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi"
"Jeździłam, konsultowałam, w Polsce, we Włoszech i nic. Nikt nie chciał podjąć się leczenia mnie, aż do czasu dość przypadkowego spotkania z doktorem Jerzym Giermkiem w Warszawskim Centrum Onkologii. Zapytał mnie trzy razy, czy na pewno chcę urodzić dziecko, a ja nie zastanawiałam się nawet przez chwilkę. Byłam pewna, że chcę. Dr Jerzy Giermek przedstawił mi plan krok po kroku" – to słowa Magdaleny Prokopowicz sprzed pięciu dni. Jeszcze 18 czerwca prezes fundacji Rak'n'Roll pisała o swoich zmaganiach z rakiem, chociaż jej stan pogarszał się od kilku tygodni.

Pani Magda była energiczną, pełną życia kobietą. Barwną, stanowczą, z ambicjami. O swojej chorobie nowotworowej dowiedziała się dopiero w wieku 27 lat. Po zachorowaniu okazało się też, że jest w ciąży. To tylko podniosło ją na duchu. Mimo ogromnych trudności, postanowiła urodzić dziecko. By to zrobić, musiała przejść skomplikowaną terapię, zaproponowaną przez dra Giermka. Przeszła trudną operację, wkrótce potem, bo po trzecim miesiącu ciąży, zaczęła chodzić na chemioterapię. Cały czas będąc w ciąży – trwało to pół roku.

"To nie był łatwy czas psychicznie, choć fizycznie czułam się bardzo dobrze. Ale nawet wtedy potrafiłam się śmiać, pracować i podróżować" - pisała na swoim blogu w naTemat Magdalena Prokopowicz. W szóstym miesiącu ciąży zwiedziła Nową Zelandię i Argentynę. Niezłomności w realizowaniu swoich celów może jej zazdrościć niejedna zdrowa osoba, chociaż aktywistkę trawiły też wątpliwości.

Czy decyzja o urodzeniu dziecka była słuszna, bo przecież to dotyczy także jej partnera. "Dziś wiem, że ten tragiczny początek był drogą do ogromnego szczęścia. Kiedy Leoś się urodził, dostałam takiej dawki adrenaliny, że czuję ją do dziś" – pisała Pani Magda. Sama o sobie mówiła, że największą motywacją do walki z rozsianym nowotworem piersi była właśnie ciąża. Leon, syn Pani Magdy i jej partnera, jest całkowicie zdrowy.

Ta adrenalina dała jej ogromną siłę: w 2009 roku założona zostaje fundacja Rak'n'Roll. Wygraj życie! Celem fundacji było przekazanie innym chorym tego, co Magdalena Prokopowicz uważała za jedną z najważniejszych rzeczy w walce z nowotworem – pozytywnej energii, dobrego podejścia, uśmiechu. To nie była poza, uśmiech nigdy nie był wymuszony, co było widać w wypowiedziach Pani Magdy. Zawsze pełnych optymizmu i nadziei, chociaż aktywistka nie ukrywała też zmęczenia i ciężaru choroby.

"Chemioterapię skończyłam dwa tygodnie przed porodem. Do samego końca miałam obawy, czy moje dziecko urodzi się zdrowe. Jednak wiedziałam, że chcę urodzić to dziecko, miałam przeczucie, że zdarzy się coś dobrego" – tak opisywała swoje przeżycia na stronie fundacji Rak'n'Roll. Pani Magda wielokrotnie podkreślała znaczenie doktora Jerzego Giermka, który jako jedyny specjalista w Polsce leczy kobiety w ciąży chemioterapią. Syn Leon był dla niej "największym cudem w życiu". To dzięki dziecku Magdalena Prokopowicz "zdobyła siłę i chęć, by pokonać chorobę".

Tę energię Pani Magda przekazywała dalej, każdego dnia, również poprzez działania fundacji. To właśnie Rak'n'Roll odpowiedzialny jest za jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, kampanię dotyczącą raka. Kampanię odważną, kampanię – co może niektórym wydać się dziwne – zabawną, bo hasło "Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi" budzi uśmiech. Ale też refleksję, prowokuje, a przede wszystkim – trafia do bardzo szerokiego grona, bo dziś trudno w Polsce o osobę, która nie widziałaby słynnego zdjęcia z tej kampanii.

To był też jeden z celów fundacji: zmienić postrzeganie choroby w świadomości społecznej. Zburzyć stereotyp bezradnego chorego, który w przerażeniu czeka na śmierć. Magdalena Prokopowicz przekonywała wiele osób, że warto walczyć, bo rak to nie wyrok i można się z niego wyleczyć. To samo Pani Magda powiedziała mi, gdy pisałem tekst o celebrytach, którzy walczą z rakiem. "Każda pomoc, każdy głos wsparcia się liczy" – usłyszałem wówczas. Pani Magda mówiła też wtedy, żebym koniecznie podkreślił w tekście, że nie można uznawać śmierci za porażkę, za przegraną. Że to właśnie walka, dłuższe życie, szczęśliwe życie, jest wygraną – niezależnie od tego, jak szybko się kończy. Dzięki tej krótkiej, bo kilkunastominutowej rozmowie, zrozumiałem wiele rzeczy, których bez Magdaleny Prokopowicz pewnie bym nie zrozumiał.

Dlatego też dzisiaj nie napiszę, że Magdalena Prokopowicz przegrała walkę z rakiem. Bo nie przegrała. Pomimo choroby, była – co sama wielokrotnie podkreślała – szczęśliwa, urodziła syna, wychowywała go. I swoją energię, swoje podejście, potrafiła nie tylko przekazać dalej, ale i utrzymać – nawet w ostatnich chwilach. Jak napisała fundacja Rak'n'Roll w swoim oświadczeniu, "Magda nawet na chwilę się nie poddała". Nawet w ostatnich chwilach, do końca walczyła z chorobą. Zmagała się z nią od 8 lat.

Szefowa fundacji mawiała, że ta droga – optymizmu i nie poddawania się – to nie droga idealna, ale najlepsza. Jak zapewnili nas pracownicy Rak'n'Roll, fundacja na pewno będzie działać dalej. Pani Magda wyznaczyła kolejnego prezesa i idea przez nią stworzona będzie przyświecać im cały czas. Fundacja osiągnęła wszystko to, o co walczyła, może nawet więcej. Dzięki temu możemy dziś napisać, że Magdalena Prokopowicz, na przekór wszystkiemu, co ją spotkało, wygrała.

"Walczyła inaczej niż inni. Zawsze z uśmiechem". Wspomnienie Magdy Prokopowicz
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Magda ProkopowiczRak'n'Roll

PROMOWANE

  • Poznawanie ciekawych ludzi - praktyczne narzędzia cz.1

    Większość Polaków, starając się nawiązać ciekawe relacje stosuje różne, często nieefektywne strategie. Jedna z nich polega na podświadomym traktowaniu nieznajomych jako potencjalnych wrogów, a potem na przyczynianiu się własnym postępowaniem do tego, aby ta przepowiednia się spełniała. To często kończy się posiadaniem wąskiego kręgu przyjaciół i szarpaniną z resztą świata, co z kolei prowadzi do stresu, agresji i kiepskiej jakości życia. Jak rozejrzymy się wokoło siebie, to znajdziemy mnóstwo takich przypadków. czytaj więcej

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej