Protestujący przeciw PiS to jednak "bydło" i "swołocz"? Prokuratura nie zajmie się wypowiedzią posłanki Gosiewskiej

Słowa posłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej z pewnością uraziły wiele osób. Prokuratura nie widzi jednak w określeniu "bydło", "swołocz" i "zwyrodnialec" nic złego.
Słowa posłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej z pewnością uraziły wiele osób. Prokuratura nie widzi jednak w określeniu "bydło", "swołocz" i "zwyrodnialec" nic złego. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Skandaliczna wypowiedź Małgorzaty Gosiewskiej – w ocenie śledczych – nie miała charakteru przestępstwa. Ciekawe, co powiedzieliby politycy partii rządzącej, gdyby to ich "obdarzono" takimi epitetami, jakimi posłużyła się posłanka PiS.

Obraźliwe (dla niektórych) słowa padły w trakcie wywiadu w TV Republika. Odnosiły się do protestujących, którzy 10 kwietnia w czasie tzw. rocznicy smoleńskiej zakłócili przemówienie prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.

"Nie oni są problemem. Problemem są politycy i dziennikarze, pseudodziennikarze, którzy popierają to bydło. Przepraszam bardzo, tą swołocz, która w ten sposób się zachowuje"

Swoje słowa Gosiewska doprecyzowała m.in. na Facebooku. Miała na myśli zachowanie protestujących, a nie ich samych: "Nazwanie po imieniu tych, co "walczą" o możliwość zabijania nienarodzonych dzieci, szydzą ze Zmarłych, ujadają nad Grobami czy podczas Modlitwy, drwią i oczerniają Bohaterów Narodowych wywołało reakcję" - czytamy w poście z 12 kwietnia.
Aktywistę Arkadiusza Brodzińskiego ze Stowarzyszenia Polska Laicka to jednak nie przekonało. Na swoim profilu na Facebooku tłumaczył, że manifestacja była pokojowa, bez interwencji policji, "o godny spokój ludzkiej żałoby” i złożył zawiadomienie do prokuratury "o popełnieniu w dniu 11 kwietnia 2017 roku w Warszawie, na antenie Telewizji Republika przestępstwa zniesławienia na podstawie Art. 212 § 2 Kk na moją szkodę oraz szkodę innych osób, przez Poseł Małgorzatę Gosiewską."



31 maja prokurator Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód odmówił wszczęcia postępowania "wobec braku interesu społecznego w objęciu ściganiem z urzędu". Brodziński krytykuje tę decyzję, tłumacząc, że interes społeczny był, bo chodziło o grupę osób, a "prokurator może żądać wszczęcia postępowania w każdej sprawie, jak również wziąć udział w każdym toczącym się już postępowaniu, jeżeli według jego oceny wymaga tego ochrona praworządności, praw obywateli lub interesu społecznego."

"Uzasadnienie mówiące, że [...] pokrzywdzony nie jest osobą, która wymaga szczególnej pomocy ze strony organów ścigania [..] jest w moim odczuciu niepoważne i może świadczyć, że jest wynikiem pewnych obaw Prokuratury przed skutkami politycznymi w przypadku innej decyzji."

Aktywista nie składa jednak broni. Rozmawia z prawnikiem i deklaruje, że chce dalej działać.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...