Hodowle korpo-zombie. Pracujemy, źle śpimy, a stres wyładowujemy na bliskich. Druzgocący raport z polskich firm

To oficjalne, praca nas wykańcza.
To oficjalne, praca nas wykańcza. Fot. materiały promocyjne
A mówili, że zastąpią nas roboty. Niestety, zamiast pracować coraz mniej, pracujemy coraz więcej, bardziej intensywnie i mieszamy to z życiem prywatnym. Sami stajemy się robotami. Ponad połowa z nas myśli o pracy, kiedy jest w domu – to jeden z wniosków z raportu "PRACA, MOC, ENERGIA W POLSKICH FIRMACH". Patrząc jednak na nasze doświadczenie, możemy sobie pomyśleć, że i tak wyniki są mocno zaniżone, a w polskich firmach dzieje się źle, a to ma wpływ na całą resztę.

Nie piłka nożna, kabarety czy grillowanie, lecz praca to zajęcie, które w największym stopniu nas angażuje i wpływa na każdy aspekt życia. Tajemnicą poliszynela jest to, że w Polsce pracownik nie ma lekko. Jak to wygląda z naukowego punktu widzenia? Grupa ekspertów z Human Power we współpracy z m. in. Uniwersytetem Łódzkim postanowiła to sprawdzić. Jako pierwsi w naszym kraju przeprowadzili "audyt energetyczny". Przez rok przepytali ponad 1000 pracowników dużych przedsiębiorstw w Polsce, w tym również kadrę kierowniczą. Nie było łatwo tego dokonać, bo przecież korporacje świetnie zdają sobie sprawę z tego, że uprawiają współczesne niewolnictwo w którym pracownik jest nic nieznaczącą mrówką. A mrówki też mogą mieć uczucia.
Stres słono kosztuje
"Szczęśliwy pracownik to efektywny pracownik" to prawda znana od lat. Niestety nieodłącznym elementem pracy jest stres, a tego w Polsce nie brakuje, bo nie tylko nasza firma generuje niepotrzebne napięcie, ale informacje płynące z mediów. Lekkie poddenerwowanie jest korzystne, bo wydziela adrenalinę i jesteśmy bardziej skuteczni. Jednak nadmierny stres jest destrukcyjny dla naszego organizmu. Stał się jednak nieodłącznym elementem codzienności.



"Co piąty (19,5 proc.) badany przez Human Power odczuwa często w pracy strach i niepokój, a ponad 40 proc. badanych przyznaje, że odreagowuje stres i problemy w pracy na swoich bliskich" – czytamy w raporcie. To smutne. Często praca tak na nas wpływa, że niszczymy nasze związki, a na znajomych nie mamy ani chęci, ani czasu.
Małgorzata Czernecka
psycholog i ekspert ds. efektywności

"Ilość zadań, jaką mamy do wykonania każdego dnia powoduje, że cały czas funkcjonujemy w ogromnym niedoczasie i pośpiechu, co w efekcie rodzi w nas frustrację, zniecierpliwienie, irytację, lęk, a nawet złość. Z łatwością nauczyliśmy się już korzystać z hormonów stresu (adrenaliny, noradrenaliny, kortyzolu), które utrzymują nas w wysokiej mobilizacji. Płacimy jednocześnie za to wysoką cenę – stajemy się powierzchowni, niedokładni i rzadko kiedy myślimy strategicznie. Jesteśmy też bardziej nerwowi w kontaktach z innymi – komunikujemy się w sposób szybki i zdawkowy. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, że ciągłe utrzymywanie się w takim trybie działania blokuje nam jasny, logiczny i refleksyjny sposób myślenia – niezbędny do funkcjonowania na wysokim poziomie efektywności."

Tyczy się to nie tylko szeregowych pracowników, lecz także kierowników, którzy stresując się – strofują też podwładnych, a spirala złych emocji nakręca się. To wszystko kosztuje – nie tylko w przenośni. W krajach Unii koszty stresu w tym np. depresji to 617 mld euro rocznie – badania Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy pokazują, że prawie 60 proc. utraconych dni roboczych ma związek ze stresem. Chorujemy, gorzej pracujemy, a wszystko to przekłada się na rachunek całej firmy. Żaden szef nie lubi gdy pracownik bierze sobie wolne czy "użetkę", musi jednak zrozumieć, że to nie zawsze kaprys czy skutki imprezy, ale zwykły kac... po pracy.
Ponad połowa badanych rozpoczyna dzień z uśmiechem na twarzy, a co drugi czerpie satysfakcję z pracy. Jednak ponad 18 proc. już idzie do firmy w złym humorze. To ogromna liczba. Popatrz po budynku w którym pracujesz – co piąta osoba ma pewnie teraz fatalny humor, bo przyszła do pracy wkurzona, a w ciągu dnia z pewnością jej się nie poprawił.

Pieniądze to nie wszystko? Owszem! Nieważne ile byśmy zarabiali, dobra atmosfera w firmie to obecnie bardzo ważna sprawa. Wystarczy przejrzeć raport. Na poczucie szczęścia w pracy wpływają przede wszystkim relacje z innymi: ponad połowa chwali szefów, a większość zakolegowała się z innymi pracownikami. To właśnie pochwały i docenianie przez współpracowników mają największy wpływ na poczucie dobrze spełnionego obowiązku.
Maja Chabińska-Rossakowska
Head of HR, ING Bank Śląski

"Wynik badania w tym obszarze stanowi duże zaskoczenie dla mnie. Wydaje się, że to wynik zmiany pokoleniowej i coraz wyżej stawianych oczekiwań szefom. Na pewno w organizacjach, w których docenia się dobrą pracępracowników łatwiej o optymizm i zaangażowanie, a co za tym idzie lepsze wyniki. Jednocześnie z badania wynika, że całkiem spora grupa pracowników odczuwa negatywne emocje w pracy i pozostaje myślami w niej po zakończeniu obowiązków. To niepokojący wynik. Przede wszystkim dlatego, że taki stan sprzyja pogorszeniu kondycji, a w konsekwencji prowadzi do absencji, która stanowi w niektórych firmach spore organizacyjne wyzwanie. Warto wiec, badając przyczyny nieobecności pracowników, wziać pod uwagę aktualną atmosferę w miejscu pracy."

Rodzina, zdrowie, dzieci i praca. To według badania CBOS z 2017 roku najważniejsze rzeczy w życiu Polaków. Co piąty pracownik przyznał, że w swojej pracy dużo czasu traci na rzeczy zupełnie nie istotne. Co trzeci myśli o zmianie pracy właśnie ze względu na potrzebę samorealizacji. To także miażdżące dane, które pokazują jak zmienił się rynek w ciągu ostatnich lat. Kiedyś pracowaliśmy w jednej firmie całe życie, teraz zmieniamy posady jak rękawiczki. To też nie jest tylko wypadkowa większego wyboru, umów "śmieciówek czy niezdecydowania, bo człowiek lubi jednak odrobinę stabilizacji w życiu, a praca to właśnie dobry punkt zaczepienia.

"Nie da się trzymać kilku srok za ogon"
Wielozadaniowość lub mówiąc po korporacyjnemu "multitasking" to plaga naszych czasów. Pracownicy muszą skupiać się na wielu rzeczach, a to tylko przynosi negatywne efekty. Raport pokazuje, że można to nawet przeliczyć: "jeśli lider zarządza 6-osobowym zespołem i każdy z pracowników ma w ciągu dnia 10 rozproszeń, to firma traci minimum 12 godzin". Połowa pytanych przyznała, że nie potrafi pracować bez konieczności ciągłego sprawdzania poczty czy odbierania telefonów, a co trzeci uważa, że jest rozkojarzony właśnie przez m. in. odbieranie maili. Nie trzeba chyba dodawać, jak to burzy efektywność, spokój i nieomylność.

Według American Psychological Association przełączanie między zadaniami prowadzi do 40 proc. utraty wydajności. Wiadomo, że praca np. w "call center" polega na odbieraniu telefonów, ale często i w innych branżach można się poczuć jak telefonista. Kiedy nie trzeba, lepiej rzadziej sprawdzajmy pocztę, bo odpowiadając na maile generujemy dodatkowy ruch. Nie mamy, aż tak podzielnej uwagi, a chyba lepiej skupić się na jednej rzeczy i wykonać ją dobrze, niż wiele czynności "po łebkach". Pracodawcy też powinni odciążać podwładnych dodatkowymi obowiązkami, bo co z tego, że zaoszczędzą na asystentce czy sekretarce, jak pracownik mógłby wykonać coś nie na pół gwizdka. Wielozadaniowość to cecha współczesnych komputerów, a jak na razie nie możemy sobie wszczepić dodatkowego procesora.
Edward Stanoch
Prezes Zarządzający Aon Hewitt w Polsce

"Stare przysłowie mówi, że nie da się trzymać kilku srok za ogon. Żyjemy w czasach deficytu uważności, ciągłego rozpraszania, łudząc się, że multitasking może być efektywny. Badania wskazują, że, pracując koncepcyjnie aż 20-30 minut, musi upłynąć, aby nasz umysł wrócił do tego samego poziomu koncentracji, w jakim znajdował się w momencie, w którym jakiś czynnik zewnętrzny nas rozproszył. To wielkie marnotrawstwo energii i potencjału pracowników. Ogromna jest tutaj rola liderów, którzy mają wpływ na organizację samej pracy, w tym ustalania priorytetów aby to zjawisko ograniczać."

Nic tak nie wpływa na samopoczucie i efektywność jak objęcia Morfeusza. Mało kto jednak śpi podręcznikowe 7-8 godzin. Niestety, ponad połowa pracowników przyznaje, że w ciągu dnia odczuwa znużenie i senność, a 60 proc. czuje się zmęczona jak już tylko otworzy oczy rano! To bardzo źle, a dodatkowo nie robimy sobie przerw w pracy. Ba! Nie umiemy ich robić, a przykład powinniśmy brać z włoskiej sjesty. Zamiast tego, w czasie przerw blisko połowa ankietowanych myśli... o pracy. Nic nam się nie stanie jak od czasu do czasu odkleimy się od komputera i popatrzymy przez okno, a może i wyściubimy coś więcej niż czubek nosa i przewietrzymy się. Szkoda tylko, że mamy coraz mniej zieleni i tlenu.

Kolejna zmora naszych czasów to zabieranie pracy do domu i nieszczęsne nadgodziny – tu prym wiedzie za to... kadra kierownicza. Ponad połowa szefów robi w domu to, czego nie udało się zrobić w firmie, a zdecydowana większość przyznaje, że pracuje dłużej niż 8 godzin dziennie. Tymczasem znaczny spadek energii odczuwa ponad co trzeci badany – już po godzinie 14. I wszystko układa się w logiczną całość. Natłok obowiązków sprawia, że pracownicy się nie wyrabiają, a bilans musi się zgadzać, więc i tak całość spada na barki przełożonego. Niby logiczne, więc czemu tak się dzieje? Wciąż patrzymy krótkowzrocznie, chcemy natychmiastowych efektów i potem są "efekty".
Małgorzata Czernecka
psycholog i ekspert ds. efektywności

"W celu utrzymania wysokiej aktywności wymagane jest przeplatanie okresów intensywnej pracy z okresami odpoczynku i relaksu. Kluczem do sukcesu nie są jednak same przerwy, ale również to jak długo i z jaką intensywnością są robione. Zbyt długie rozleniwiają, zbyt krótkie z kolei nie odnawiają sił. Największą efektywność osiągamy w godzinach przedpołudniowych oraz między godzinami 16 a 18. Oznacza to, że ten czas powinien być przeznaczany wyłącznie na najważniejsze zadania."

Energię do pracy bierzemy nie tylko ze snu, ale i z jedzenia. W tym punkcie wyniki badania też nie są jakoś zaskakujące, bo to problem bagatelizowany w Polsce. Mało kto je 5 posiłków dziennie, nie nawadniamy się, a niemal 35 proc. ankietowanych je śmieciowe jedzenie i pije słodzone napoje. Połowa połowa ankietowanych przyznała, że często po jedzeniu czuje się ospała, co może wynikać ze zbyt długich przerw między posiłkami, za dużych porcji lub źle zbilansowanych potraw.

Światowa Organizacja Zdrowia twierdzi, że odżywianie ma bezpośredni wpływ na efektywność pracowników. Jeśli jemy regularnie – 3-5 posiłków dziennie – to zwiększamy wydajność nawet o 20 proc. Ze świecą szukać osób, które tak robią, a ci co myślą, że jedzą dobrze, bo regularnie stołują się u "pana kanapki" mówimy – to też jest niezdrowe. Kto ma jednak czas na przygotowanie zdrowego posiłku przed, w trakcie i po pracy? Chyba tylko bezrobotni. Przecież to trzeba iść do sklepu, ugotować, pozmywać. I potem wybieramy gotowce z marketu.
Ewa Chojnowska
dietetyk i ekspert Human Power

"Podstawowe błędy żywieniowe, które bezpośrednio przekładają się na spadek naszej efektywności to: późne śniadania, zbyt długie przerwy między posiłkami czy powszechna konsumpcja tzw. fast foods oraz słodkich napojów, szczególnie w czasie pracy, co może m.in. powodować uczucie senności. Mamy również problem z jedzeniem rekomendowanej ilości warzyw i owoców oraz piciem wody, a przecież 2% odwodnienie może skutkować obniżeniem efektywności aż o 20%"

W zdrowym ciele zdrowy duch... i dobry pracownik
Ok, nie mamy czasu na zdrowe odżywianie się (jednak czy pryskane owoce i mięso szprycowane antybiotykami jest rzeczywiście takie zdrowe?), a co dopiero na zadbanie o swoje ciało? Tutaj jak wiadomo też jest krucho. Nie wszyscy są w stanie korzystać z dobrodziejstw karty Multisport (sam kiedyś ją miałem przez rok i ani razu nie użyłem). To podobnie jak ze snem – tu również sytuacja jest bardzo kiepska. Większość pytanych przez Human Power pracowników firm w Polsce przyznaje, że sport daje im radość, jednak ta sama większość ćwiczy mniej niż 3 razy w tygodni. Co trzeci pracownik mówi, że ostatni raz ćwiczył ponad trzy miesiące temu! I znów kolejny kardynalny błąd, bo sport to przecież zdrowie, ale nie mamy czasu nawet na szybki sparing w nogę. I tak zamieniamy się w "kanapowego ziemniaka" i zaczynamy przypominać Homera Simpsona.

A ruch ma też drugie, mniej znane dno, które przekłada się na nasze życie zawodowe. – Stres fizyczny wynikający z wysiłku, jaki podejmujemy np. podnosząc ciężary na siłowni, przygotowuje nas na stres emocjonalny. Z neurobiologicznego punktu widzenia na siłownię powinniśmy chodzić nie po to, aby ćwiczyć mięśnie, ale nasz układ nerwowy. Podnoszenie kilkudziesięciokilowej sztangi jest takim samym stresem dla naszych neuronów, jak stres związany z krótkimi deadline’ami, natłokiem pracy czy dużą liczbą bodźców – tłumaczy psycholog Małgorzata Czernecka. Kulturyści powinni być więc świetnymi pracownikami w korporacji, choć z drugiej strony czy pakerzy nie są trochę zbyt nerwowi? Zwłaszcza nocą, w ciemnej bramie.
Polacy są mistrzami w narzekaniu na swój los. Niczym Werter cierpimy "w" i "po" pracy, ale... i tak lubimy ją. To ma chyba związek z syndromem sztokholmskim. Większość badanych(77,2 proc.) jest zadowolona z pracy, a ponad połowa uważa, że wykonują zadania, które sprawiają im przyjemność. Są też i malkontenci i to sporo ich: 17,1 proc. osób oceniło, że obowiązki nie są źródłem codziennej przyjemności. Co zrobić by było jeszcze lepiej? Oj to chyba by trzeba zaorać Polskę i wybudować ją od nowa, bo problem jest tak ogromny, że tak naprawdę dotyka każdej sfery życia. To zespół naczyń połączonych w którym każdy element szwankuje.

Jest wiele do zrobienia. To też nie zawsze wina samych pracodawców, ale ogólnej sytuacji w kraju i na świecie. Nie zawsze jednak potrzeba koszto- i czasochłonnych zmian. – Polskie firmy powinny zatrzymać to błędne koło i nastawić się na lepsze zarządzanie energią i czasem pracowników, a z miejsca osiągną lepsze wyniki – tłumaczy psycholog Małgorzata Czernecka – pracownicy też muszą zdrowiej jeść, wysypiać się czy lepiej organizować wykonywanie zadań i np. te trudniejsze zostawić na sam początek dnia. Mało też kto zdaje sobie sprawę z konsekwencji traktowania siebie jak "maszyny". Nikt nie przykłada większej wagi do regeneracji i potem to odbija się czkawką – mówi szefowa badania.

Polscy pracownicy są w stanie przenosić góry, jednak trzeba o nich porządnie zadbać. Raport "PRACA, MOC, ENERGIA W POLSKICH FIRMACH" może posłużyć za świetną wskazówkę, ale i pewne ostrzeżenie i pstryczek w nos dla pracodawców.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...