Generał Piotr Pytel idzie na wojnę z manipulacjami TVP. Pozywa, bo "nie ma innego wyjścia"

Generał Piotr Pytel
Generał Piotr Pytel Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
– Tu nie chodzi o moją osobę. Zostałem obsadzony w pewnej roli, która przede wszystkim jest niezbędna do dyskredytacji pana premiera. Ja tu jestem tylko elementem, ale dość istotnym. Zarzut jest postawiony przez prokuraturę i oczywiście bezzasadny – mówi w rozmowie z naTemat generał Piotr Pytel, były dowódca Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

TVP Info informuje, że zaopiniował Pan pozytywnie wniosek o koncesję na broń dla Fundacji Otwarty Dialog. Co Pan na to?



Nie zamierzam się z niczego tłumaczyć, bo trudno jest polemizować z tak piramidalną bzdurą. Tutaj mamy do czynienia z NGO-sem (Fundacja Otwarty Dialog – red.), który brał czynny udział w pomocy humanitarnej w czasie walk na Ukrainie, w związku z tym, że mieli problemy z dostarczaniem typowo ochronnego sprzętu. To nie jest uzbrojenie, natomiast jest umiejscowione w ustawie o obrocie bronią i amunicją. Mówię o hełmach i kamizelkach.
Chcieli po prostu dopełnić wszelkich formalności związanych z tym, by taka działalność była legalna. To były bardzo potrzebne rzeczy. To nie była ani broń ofensywna, ani defensywna, tylko wyposażenie. Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) – z uwagi na zakres ustawowy – w tego typu opiniowaniu jest elementem, który wynika wyłącznie z reguł tej procedury. Ale główny ciężar oceny, czy takiej koncesji można udzielić, oczywiście spoczywa na służbach cywilnych. Przede wszystkim na Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). SKW ma w tej ustawie rolę ograniczoną do zadań związanych stricte z wykrywaniem przestępstw, które godzą w gotowość obronną naszych sił zbrojnych. Także była to raczej formalność, niż wydanie opinii, na której można byłoby się oprzeć. Wypreparowanie tego wątku z całego przebiegu procedury jest oczywistą manipulacją.

Planuje Pan podjąć kroki prawne?


Wbrew własnej woli stałem się osobą, która w pewien sposób jest zauważalna. A głównie z powodu obsadzenia mnie przez PiS w roli czarnego charakteru. Mam już kilka spraw w prokuraturze, które zostały wszczęte z mojej inicjatywy. Natomiast ta ma bardzo poważny wymiar. Jest bardzo bezczelną i brutalną manipulacją, dowolnym zestawieniem faktów. Nie pozostaje mi nic innego, jak wejść na drogę prawną. Tutaj nie mam wyboru, nawet gdybym chciał tego uniknąć. Pasywność z mojej strony nie wchodzi w grę.

Jeśli mowa o czarnych charakterach. Jakiś czas temu stawiano Panu zarzuty o współpracy z Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

Tu nie chodzi o moją osobę. Zostałem obsadzony w pewnej roli, która przede wszystkim jest niezbędna do dyskredytacji pana premiera. Ja tu jestem tylko elementem, ale dość istotnym. Zarzut jest postawiony przez prokuraturę i jest oczywiście bezzasadny. Z prostej przyczyny: to nie ja decydowałem o podpisaniu umowy z Federalną Służbą Bezpieczeństwa, ponieważ nie leżało to w moich kompetencjach. Byłem dyrektorem jednego z zarządów w SKW i z FSB, nigdy nie współpracowałem. Tą potencjalną możliwość współpracy oczywiście od razu zawiesiłem, gdy byłem szefem, tuż po aneksji Krymu przez Rosję. To była natychmiastowa reakcja. Do żadnej współpracy nigdy nie doszło.

To pierwszy element kłamstwa, które jest potrzebne PiS. Społeczeństwo coraz bardziej zagłębia się w wykreowaną przez PiS rzeczywistość. Ona jest niezbędna do przeprowadzania przez partię rządzącą daleko posuniętej reformy państwa, która w istocie jest niszczeniem wszelkich struktur demokratycznych i odbieraniem wolności, powrotem do tego, co znam. Mam 50 lat i pamiętam przecież, jak to wyglądało. Niestety nie było ich stać na to, by wprowadzić coś innego, tylko na odnowienie rzeczywistości PRL.

Jak Pan ocenia działania MON? Pytam również o słynną już monetę wybitą na cześć byłego rzecznika tego resortu – Bartłomieja Misiewicza.


Nie ma sztywnych uregulowań, komu coin jest przynależny, ale jeśli chodzi o służby mundurowe, to jest bardzo mocna tradycja. Niektórzy błędnie wyobrażają sobie, że wybito jedną monetę. A to seria monet pamiątkowych, które osoba na wysokim stanowisku wręcza tym na stanowiskach równoległych, z którymi się spotyka podczas istotnych wydarzeń, dających pozytywny efekt. Albo kiedy osoba na wysokim stanowisku wręcza monetę pamiątkową spersonalizowaną. Czasem trafia ona do osoby, która jest dużo niżej w hierarchii, ale w jakiś sposób wyróżniła się w boju. Taki gest pamięta się zazwyczaj do końca życia, a te monety się przechowuje.

Uważam, że wybicie zestawu monet dla pana Misiewicza to horrendalna dewaluacja tego rytuału, jego znaczenia dla spoistości i ducha wewnętrznego służb, formacji mundurowych. Sprawa odczytywana jest przez wielu jako forma nagonki na pana Misiewicza. Nie o to chodzi. To jest po prostu bardzo poważne nadużycie.

Odejście Bartłomieja Misiewicza pomogło MON?


Wpływ Bartłomieja Misiewicza, jeśli chodzi o łańcuch dowodzenia, był destrukcyjny. Jeżeli pan Misiewicz, który formalnie był rzecznikiem MON, wzywa generała i wydaje mu dyspozycję, czyni to na polecenie szefa MON, jest to nie tylko oplucie tego generała, ale i podważenie bardzo istotnego mechanizmu z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania sił zbrojnych. Wszystkie formacje mundurowe są oparte na pewnego rodzaju hierarchii. I niszczenie zasad tej hierarchii, tworzenie dziwnych ścieżek, powoduje bardzo duży chaos. Myślę, że ze zjawiskiem Misiewicza wojsko nie było sobie w stanie poradzić.

Podejrzewam też, że było to świadome upokarzanie. Wiem, jakie były odczucia kadry. To przyczyniło się do odejść. Misiewicz był bardzo istotnym elementem w procesie pozbywania się doświadczonej kadry. Widzimy teraz te nominacje generalskie – w ekspresowym tempie, bo są puste miejsca. Cała akcja polegała na tym, by wytworzyć wrażenie, że to generałowie sami się zwalniają. Myślę, że ludzie, którzy kierowali się honorem, chcieli po prostu uniknąć sytuacji, że będą musieli panu Misiewiczowi zdawać raport albo wykonywać jego polecenia.


Miał już Pan w rękach książkę pana Tomasza Piątka o Antonim Macierewiczu?


Akurat leży przede mną ta książka. Przeczytałem ją. Oczywiście nie mogę się w tych kwestiach wypowiadać. Powiem więc tak: dobra robota, tylko bardzo ograniczona przez możliwości związane z narzędziami, jakie posiada dziennikarz. Nie chciałbym, by zabrzmiało to jak amatorskie podejście. Absolutnie. Natomiast ewidentnie brakuje tu zagłębienia się w kwestie narzędzi, których dziennikarz nie posiada. Dowodem na to jest to, że chyba w żadnej z innych książek nie naliczyłbym tylu znaków zapytania stawianych po każdym zdaniu. To samo nasuwa już interpretację, że dobrze byłoby kiedyś na te pytania odpowiedzieć. Nie odnoszę się do treści książki pana Piątka.

Myślę, że te znaki zapytania wynikają z ostrożności. Pan Tomasz Piątek już w tej chwili ma problemy.

Skierowanie tej sprawy do rozpatrzenia przez prokuraturę wojskową to skandal. I myślę, że jest to za mało nagłaśniane przez środowisko dziennikarskie. Uważam, że tu powinno się bić na alarm, bo trzeba zakładać daleko posuniętą dyspozycyjność tej prokuratury wobec MON, z uwagi na podział parytetów. Z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa, jest to rzecz niesłychana, dlatego zachęcałbym do silnej obrony pana Piątka. Taka rzecz nie powinna się wydarzyć.

Generał Piotr Pytel:

W latach 2003-2008 służył w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W lipcu 2008 roku związał się ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, gdzie pełnił rożne funkcje (naczelnika Wydziału Współpracy Międzynarodowej w Gabinecie Szefa SKW, zastępcy dyrektora w Gabinecie Szefa SKW oraz dyrektora Zarządu Operacyjnego SKW; p.o. szefa SKW). W 2014 roku został mianowany przez premiera Donalda Tuska na szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Rok później prezydent Bronisław Komorowski mianował go na generała brygady. Z funkcji szefa SKW odwołano go w listopadzie 2015 roku, już za czasów rządów PiS w ramach czystki w służbach specjalnych.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...