4 dowody, że "Człowiek Wolności" dla Przyłębskiej to kpina. Tego nie da się ukryć

Przyznanie prezes TK Julii Przyłębskiej tytułu "Człowieka Wolności" przez tygodnik "Sieci" brzmi jak ponury żart
Przyznanie prezes TK Julii Przyłębskiej tytułu "Człowieka Wolności" przez tygodnik "Sieci" brzmi jak ponury żart fot . Bartosz Banka / Agencja Gazeta
"Julia Przyłębska została 'Człowiekiem Wolności', Anną Walentynowicz naszych czasów oraz profesorem - a to wszystko w jeden wieczór” – podsumowała celnie na Twitterze dziennikarka Polsatu Agnieszka Gozdyra. Ale to nie wszystko. Bo podczas gali tygodnika "Sieci” na temat prezes Trybunału Konstytucyjnego wypowiedziano dużo więcej słów, które stoją w jaskrawej sprzeczności z faktami. W ten sposób PiS pokazał gest Kozakiewicza nie tylko środowisku prawniczemu.

W evencie, podczas którego nagrodzono Przyłębską wzięli udział najważniejsi politycy PiS i dziennikarska śmietanka "dobrej zmiany".
Oto garść cytatów z laudacji na cześć Przyłębskiej, którą wygłosił prawicowy publicysta Bronisław Wildstein i kilka rzeczywistych "osiągnieć" i faktów z działalności prezes Trybunału.

1. "Wybór Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego to początek odbudowy wymiaru sprawiedliwości w Polsce”

Od początku wybór Julii Przyłębskiej na prezesa TK był kwestionowany przez wielu prawników pod kątem legalności jego dokonania. Podobne kontrowersje wzbudziło powołanie w skład Trybunału tzw. sędziów dublerów. Zamiast odbudowy wymiaru sprawiedliwości mamy zakwestionowanie trójpodziału władzy i polityczny skok PiS na sądownictwo. W lipcu ubiegłego roku tysiące ludzi manifestowało w obronie niezależnych sądów na ulicach. Ogromne kontrowersje wzbudziło przegłosowanie w Sejmie i podpisanie przez prezydenta, najpierw ustawy o sądach powszechnych, a potem ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa (dwie ostatnie ustawy prezydent najpierw sam zawetował bo miał do nich zasadnicze zastrzeżenia). Dzisiaj widać jakie są skutki wejścia w życie nie tylko tych "poprawionych" przez Andrzeja Dudę ustaw. Do nowej KRS zgłosili się niemal wyłącznie kandydaci kojarzeni z ministrem sprawiedliwościi i PiS, a Sąd Najwyższy jest de facto sparaliżowany. Także prezesami sądów rejonowych i okręgowych zostają nominaci PiS i Zbigniewa Ziobry. Zamiast usprawnienia działalności sądów mamy do czynienia z wydłużeniem czasu trwania postępowań oraz chaosem z polityką w tle.

2. "Obecna prezes TK w przeciwieństwie do swojego poprzednika, nie uczestniczy w rozgrywkach partyjnych”

Pod rządami prezes Julii Przyłębskiej i sędziego Mariusza Muszyńskiego TK zamienił się w jeden z departamentów resortu sprawiedliwości - pisał niedawno "Newsweek”. Gmach budynku przy ulicy Szucha odwiedzają szefowie resortu, posłowie, zaś sędziowie widywani są zarówno w biurze PiS, jak i w Kancelarii Premiera i Kancelarii Sejmu. Stanisław Biernat, do niedawna wiceprezes TK widział w siedzibie Trybunału wielu polityków PiS, m.in. posła Arkadiusza Mularczyka, a także wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. Media podawały, że w TK pojawiał się także minister-koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński. Przypomnijmy, że prezydent Andrzej Duda w listopadzie 2015 roku ułaskawił Mariusza Kamińskiego i innych byłych szefów CBA skazanych za przekroczenie uprawnień przy tzw. aferze gruntowej. Nieprawomocny wyrok w ich sprawie zapadł kilka miesięcy wcześniej. Sąd Najwyższy stwierdził jednak m.in., że "zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych". Sprawa trafiła więc do TK.

3. "Julia Przyłębska jest prezesem TK, który przywraca mu należną, niesłychanie znaczącą, ale również ustawowo ograniczoną rolę”

Dziś Trybunał jest de facto kontrolowany przez przedstawicieli partii rządzącej, którzy autoryzują decyzje rządu. Przyłębska jest ”papierową prezes", którą w praktyce zastępuje wiceprezes TK sędzia Mariusz Muszyński. To on, jak twierdzą wtajemniczeni, sprawuje faktyczną władzę w TK. Wielu komentatorów ostrzegało, że przejęcie TK przez PiS będzie oznaczało radykalną zmianę podejścia do tej instytucji. Statystyki potwierdzają, iż zaufanie do TK drastycznie zmalało. Chodzi zarówno o sądy, które kierują do Trybunału pytania prawne, jak i o obywateli, którzy składają skargi konstytucyjne. Drastycznie spadła liczba spraw kierowanych do Trybunału Konstytucyjnego. Jest ich dwukrotnie mniej niż w 2015 roku. Jak pisał "Dziennik Gazeta Prawna”, w pierwszych dziewięciu miesiącach 2017 roku sądy pytały TK tylko 18 razy. Dwa lata temu takich pytań było 135. Jeśli chodzi o skargi konstytucyjne, wpłynęło ich w tym okresie 188 w porównaniu do 408 w 2015 roku. 

4. "Prezes TK nie kształtowały uniwersyteckie układy, a konfrontacja z problemami ludzi, którzy dochodzą przed sądem swoich racji”

"Julia Przyłębska nie nadaje się do orzekania” - to opinia sędziów z Poznania. "Błędy w orzekaniu, nieobecności, przeterminowanie uzasadnień" – takie pinie sędziów o Przyłębskiej sprzed lat cytowała "Gazeta Wyborcza". Mimo tych zastrzeżeń Przyłębska dostała nominację na sędziego sądu okręgowego. Obecna prezes TK w 1982 roku ukończyła studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, uzyskując tytuł magistra prawa na podstawie pracy dot. pojęcia dóbr osobistych. Od 1988 r. pracowała w Sądzie Rejonowym w Poznaniu, później - od 1991 r. - w Wydziale Ubezpieczeń Społecznych Sądu Okręgowego w Poznaniu.
W 1998 r. zrzekła się stanowiska sędziego i rozpoczęła pracę w Ambasadzie RP w Kolonii, a potem w Berlinie. Jak podawała „GW” statystyki spraw prowadzonych przez Przyłębską przed wyjazdem do Niemiec nie były dla niej korzystne. Dodatkowo Przyłębskiej sędzia-wizytator wytknęła liczne nieobecności. W 2007 roku, na podstawie postanowienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wróciła na stanowisko sędziego Sądu Okręgowego w Poznaniu w Wydziale VIII Ubezpieczeń Społecznych, gdzie pełniła funkcję zastępcy przewodniczącej wydziału. Jej mężem jest od 1979 r. filozof i dyplomata prof. Andrzej Przyłębski, obecny ambasador Polski w Berlinie i były współpracownik służb o pseudonimie "Wolfgang”.
Trwa ładowanie komentarzy...