Joanna Racewicz zarzuca TVP kłamstwo. Chodzi o jej głośne odejście z pracy

Joanna Racewicz musiała pożegnać się z "Pytaniem na Śniadanie".
Joanna Racewicz musiała pożegnać się z "Pytaniem na Śniadanie". Fot. Michał Walczak / Agencja Gazeta
Z pełną odpowiedzialnością mówię: nie było żadnych wielokrotnych upomnień. TVP kłamie – przekonuje w najnowszym "Newsweeku" Joanna Racewicz. Wdowa po Pawle Janeczku opowiada również, jak takie osoby jak ona są traktowane przez władze.

Przypomnijmy, że władze TVP zarzucały Racewicz lokowanie produktów na antenie "Pytania na Śniadanie". – Napisałam wyjaśnienie, że w moich postach nie chodziło o działalność komercyjną, a chęć podzielenia się informacją o zmianie trybu życia. Bo tak było. A że program, który prowadziłam, ma charakter poradnikowy i skierowany jest głównie do kobiet, to inspirowanie do zmian w życiu wydawało mi się naturalne. Wiele koleżanek i kolegów pisze na profilach internetowych o dietach, aktywnościach fizycznych, o swoich wyborach. Byłam przekonana, że nie wykraczam poza standard. Mimo to skasowałam wpisy, poprosiłam o rozmowę. Nie było ani odpowiedzi, ani rozmowy. Zamiast tego – oficjalne oświadczenie telewizji o trybie zwolnienia mnie z TVP2, które poznałam z mediów – opowiedziała.

Racewicz dodała także, że nie było żadnych wielokrotnych upomnień, o których informowała TVP. – Dowiedziałam się, że "mimo wielokrotnych upomnień" uparcie umieszczałam posty, czym złamałam etykę dziennikarską. Z pełną odpowiedzialnością mówię: nie było żadnych wielokrotnych upomnień. TVP kłamie – stwierdziła.
Nawet nie dostała zaproszenia
Racewicz przyznała także, że nie była zaproszona na odsłonięcie pomnika smoleńskiego na pl. Piłsudskiego 10 kwietnia. – Nie, nie dostałam. Nie tylko zresztą ja. Parę dni wcześniej spotkałam się z dziewczynami z naszego smoleńskiego kręgu. Od lat organizujemy rocznicową mszę w intencji naszych bliskich, którzy zginęli w katastrofie. Potem zwykle jest chwila na rozmowę, pobycie razem. Większość z nas nie dostała zaproszenia. Bo tu nie o pamięć chodzi – stwierdziła.
Joanna Racewicz

Tymczasem o całej reszcie mówi się „i 94 inne ofiary”. Idę o zakład, że gdyby poprosić przechodniów na ulicy o wymienienie choćby pięciu osób, które zginęły 10 kwietnia 2010 roku - nikt nie byłyby w stanie tego zrobić. Nie potrafimy dbać o pamięć naszych ofiar. Amerykanie, podczas kolejnych rocznic 11 września, gdy wyczytywane są nazwiska tych, którzy zginęli - potrafią stać w szacunku i milczeniu. Niezależnie od tego, czy głosowali na Trumpa czy na Clinton. A u nas? Kapitał jedności zgromadzony w obliczu tej tragedii został bardzo szybko roztrwoniony.

To o co więc? – O politykę. O większe lub mniejsze cele, do których wykorzystuje się 96 osób. Od początku boli mnie, że w opowieści smoleńskiej powtarza się tylko jedno nazwisko. To prawda, najważniejszej osoby na pokładzie, z tym nie dyskutuję. Ale pan prezydent nie poleciał do Katynia sam. Wyłącznie w towarzystwie małżonki. Tymczasem o całej reszcie mówi się: "i 94 inne ofiary" – powiedziała.

Więcej w najnowszym "Newsweeku".

Po publikacji artykułu biuro prasowe TVP wysłało do nas sprostowanie. Poniżej publikujemy je w całości:

Sprostowanie

W artykule "Joanna Racewicz zarzuca TVP kłamstwo. Chodzi o jej głośne zwolnienie z pracy" opublikowanym na portalu naTemat.pl w dniu 16.04.2018, nieprawdziwa jest zawarta w tytule informacja, iż Joanna Racewicz została zwolniona z pracy. W rzeczywistości Pani Racewicz sama zrezygnowała ze współpracy z TVP.

Trwa ładowanie komentarzy...