Czy afera taśmowa jest tylko problemem PSL-u, czy wskazuje na patologie w całym polskim systemie politycznym?

Władysław Serafin
Władysław Serafin Fot. Filip Klimaszewski / AG
Od dawna PSL jest spostrzegane jako bezideowa partia, która walczy tylko o stołki i dlatego może wejść z każdym w koalicję. Dlatego afera taśmowa nie dziwi. Ale czy nie pokazuje ona głębszego problemu polskiej polityki?

Na pierwszy rzut oka zapis rozmowy Serafina z Łukasikiem może szokować. Dowiadujemy się z niego między innymi, że w celu ominięcia ustawy kominowej Andrzej Śmietanko ma stanowisko dyrektora generalnego, a nie prezesa ELEWARR (dzięki temu mógł zarabiać 50 tys. miesięcznie). Liczne i drogie delegacje służbowe działaczy PSL pracujących w spółkach Skarbu Państwa są tak naprawdę wycieczkami ich rodzin. Te rewelacje nie powinny jednak nikogo dziwić.



Bezideowość PSL

Od dawna wiadomo bowiem, że PSL jest ugrupowaniem klasowo-stołkowym, a nie ideowym. Do 2003 roku było w koalicji z SLD, a już w 2005 popierało rząd mniejszościowy PiS-u (miało nadzieję, że ugra na tym jakieś stanowiska) i związało koalicję z PO w 2007. Dla Stronnictwa nie ma znaczenia, czy wchodzi w układ z partią socjaldemokratyczną, liberalną, czy konserwatywną – liczy się tylko to, by utrzymywano przywileje rolników. A że PSL ma ponad 100 000 członków, to trzeba zapewnić wygodne posady najaktywniejszym z nich. Dlatego PSL nie lubi być w opozycji – bo wtedy żadnemu z licznych działaczy nie można wynagrodzić jego trudu. A jak już stronnictwo zawrze z kimś koalicję, to najbardziej mu zależy na obstawianiu stanowisk, a nie na realizacji jakiegokolwiek programu (poza zachowaniem status quo w rolnictwie).

Przecież to nie pierwsze takie nagranie

Problem polega na tym, że o ile rzeczywiście PSL jest najlepszym z biur zatrudnienia spośród wszystkich partii politycznych, to skandal wywołany przez nagranie rozmowy Serafina z Łukasika nie jest pierwszyzną.

Osobą, która zapoczątkowała „modę” na nagrywanie kuluarowych rozmów był Adam Michnik. Afera Rywina, która z tego wybuchła w 2002 roku, bardzo się przyczyniła do spadku notowań SLD. Nazwa afery wywodzi się z tego, że Lew Rywin zaproponował, by w zamian za zasilenie konta lewicowej partii o kwotę 60 mln złotych, zaprzestanie krytyki SLD ze strony "Gazety Wyborczej" i stanowisko w Polsacie dla niego samego, zrezygnowano z zapisu w projekcie nowelizacji ustawy, który miał uniemożliwić Agorze przejęcie Polsatu.

26 września 2006 TVN wyemitowało program telewizyjny, w którym pokazano materiał video nakręcony ukrytą kamerą przy pomocy Renaty Beger. Podczas zarejestrowanych z ukrycia spotkań posłanka Samoobrony przedstawiała Adamowi Lipińskiemu, ówczesnemu wiceprezesowi PiS, swoje warunki za ewentualne przejście do większości rządowej, w tym pierwsze miejsce na liście partyjnej, stanowisko w Ministerstwie Rolnictwa, utworzenie z państwowych środków funduszu, który miał służyć spłacie weksli posłów odchodzących z Samoobrony, miejsce na liście wyborczej przed wyborami samorządowymi dla zaufanych ludzi (w tym dla jednego z członków rodziny) oraz ogólnie pojętą pomoc w rozwiązaniu spraw sądowych. Lipiński na większość z tych warunków się zgodził.

Jak naprawić system?

Widzimy więc, że skandale związane z nagraniami rozmów kuluarowych dotyczą wszystkich opcji politycznych. Na pewno niektórych nieprawidłowości nie można wyeliminować z życia publicznego – „dogadywanie się” i mało przejrzyste procedury dotyczące obsadzania stanowisk są zjawiskami, z którymi można się spotkać w każdym demokratycznym państwie.

Można jednak podjąć kilka kroków, aby walczyć z patologiami na najwyższym szczeblu:

1. Zlikwidowanie lub zreformowanie ustawy kominowej. Przykład Andrzeja Śmietanki pokazuje, że da się ominąć zapis o tym, że maksymalna wysokość wynagrodzenia prezesa spółki Skarbu Państwa wynosi sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce.

2. Podwyższenie wynagrodzeń osób piastujących najwyższe stanowiska w Polsce. Wielu osobom wydaje się skandaliczne, aby posłowie na przykład tak dużo zarabiali. Jest to rzeczywiście dużo w porównaniu do przeciętnej pensji, ale należy też wziąć pod uwagę poziom odpowiedzialności. W biznesie wynagrodzenia na tym poziomie odpowiedzialności są znacznie wyższe. Argumenty typu „posłowie są niekompetentni i każdy może się dostać do parlamentu” są bezpodstawne – bo skoro tak łatwo zostać posłem i jest to taka fajna praca, to co stoi na przeszkodzie, żebyś sam nim został? A wyższe wynagrodzenie posłów, ministrów i najwyższych urzędników pozwoliłoby zmniejszyć pokusę korupcji.

3.Zwiększenie przejrzystości podejmowanych decyzji, w szczególności personalnych. Nadal konkursy nie są jedyną obowiązującą zasadą w obstawianiu stanowisk, a jeśli urzędnika wyłania się w ramach konkursu, to nie wiadomo dokładnie, jakimi kryteriami kierowała się komisja rekrutacyjna. Przypadek Śmietanki pokazuje, że wynagrodzenia w spółkach Skarbu Państwa też nie są zawsze jawne.
Trwa ładowanie komentarzy...