Peleton nam ucieka

Minister Joanna Mucha
Minister Joanna Mucha Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Igrzyska XXX Olimpiady w Londynie już za nami. Reprezentacja Polski, licząca 217 osób, zajęła 15. miejsce... w kategorii najbardziej licznych. W klasyfikacji medalowej z 10 krążkami zajęliśmy dopiero miejsce 30. Pod względem liczby medali zachowaliśmy status quo sprzed czterech lat z Pekinu i ośmiu z Aten. Kiedy jednak przyjrzymy się kolorom zdobytych medali olimpijskich należy przyznać, że w Londynie wypadliśmy słabiej. Nasz występ uzmysławia nam, jaki jest dzisiejszy potencjał polskiego sportu. Czy jest to poziom, który odpowiada oczekiwaniom i sportowemu potencjałowi ponad 38 milionowego kraju?

W sporcie liczy się obecnie 6-8 państw-potęg. Niektóre z nich maja w swojej historii trudne momenty, które zaowocowały opracowaniem planów strategicznych zmian i dekadą ciężkiej pracy. Obecnie dzielą między siebie 40% wszystkich olimpijskich medali. Pozostałe kraje są coraz bardziej marginalizowane.

Musimy zadać sobie pytanie, czy chcemy podjąć wyzwanie trudnej drogi, którą mają za sobą najlepsi, czy też wolimy pozostać tu gdzie jesteśmy, czyli na równi pochyłej, gdzie dominuje ruch w dół. Czy jesteśmy gotowi na zadawanie trudnych pytań i udzielenie niepopularnych odpowiedzi? Czy jesteśmy gotowi na to, żeby zakwestionować znane i od lat utrwalone sposoby działania nie przynoszące konkretnych efektów?

Zacznijmy od podsumowania Londynu. Kilka statystyk i faktów. Polska reprezentacja ma najsłabszy dorobek medalowy spośród reprezentacji liczących powyżej 200 zawodników. Po raz kolejny duża część polskiej ekipy to zawodnicy, którzy odpadają na pierwszym poziomie rywalizacji sportowej (w pierwszej rundzie, eliminacjach, kwalifikacjach do finału). Medale zdobyło 10 polskich zawodników, liczba miejsc od 4 do 8 wynosi 28, od 9 do 24 – 75!, a jeszcze dalej kolejnych 45. Wysłaliśmy do Londynu 60 lekkoatletów, którzy łącznie zdobyli dwa medale. Żaden z naszych pływaków nie poprawił swojego rekordu życiowego. Szermierze po raz pierwszy od 1976 roku nie przywieźli żadnego medalu. W tenisie, wiosłach, kajakach... no cóż, liczyliśmy na więcej... Wszystkie te dane wskazują wyraźnie na potrzebę stworzenia szeroko zakrojonego planu zmian w polskim sporcie.

Do igrzysk w Londynie sportowcy po raz pierwszy przygotowywali się w oparciu o utworzony przez MSiT program „Klub Polska Londyn 2012”. Objęci nim zostali najlepsi polscy sportowcy (medaliści poprzednich igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata). Program określał zasady finansowania przygotowań zawodników i monitorowanie ich treningu. W programach indywidualnych znalazło się 28 sportowców, ich zadaniem miało być zdobycie medalu olimpijskiego. I rzeczywiście, osiem z dziesięciu naszych medalistów objętych było programem indywidualnym. W ścieżkach indywidualnych znalazło się kolejnych 91 zawodników. Celem dla nich było zajęcie miejsc 4 - 8. Do Londynu pojechało również blisko 100 zawodników nieobjętych przez MSiT programem indywidualnym, czy „ścieżką indywidualną”, czyli de facto nie finansowanych w ramach Klub Polska Londyn 2012.
Z tej bardzo zdawkowej analizy płyną wnioski dotyczące kształtu naszej przyszłej reprezentacji na kolejnych igrzyskach, ale też bardziej ogólne wnioski dotyczące polskiego sportu.

Po pierwsze, założenia projektu Klub Polska Londyn należy uznać za właściwy kierunek zmian. Z całą pewnością należy nadal intensywnie pracować ze związkami sportowymi nad szczegółami poprawy, nie można jednak zaprzeczyć tezie, że jego założenia sprawdziły się w dużym procencie. Jest to zresztą zgodne z obowiązującymi obecnie doświadczeniami międzynarodowymi. Zdecydowana większość potęg sportowych stosuje zasady zarządzania projektowego w przygotowaniach do imprez międzynarodowych. Przykładem tego są choćby Brytyjczycy ze swoim programem „GB Team” wprowadzonym po Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie, gdzie wywalczyli zaledwie 15 medali i zajęli 36. miejsce w klasyfikacji medalowej. W Igrzyskach Olimpijskich w Londynie wywalczyli ich 65, plasując się na 3. miejscu.

Po drugie, tworząc reprezentacje na przyszłe igrzyska powinniśmy raczej skupić się na jakości przygotowanych do igrzysk olimpijskich zawodników a nie ich liczbie. Jeśli chcemy poprawić naszą pozycję w światowym sporcie podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku zasadnym wydaje się zastosowanie wyższych kryteriów kwalifikacyjnych. Będzie to wymagało odważnych i niepopularnych decyzji. Nie boją się ich jednak inne kraje, które zaostrzając zasady kwalifikacji, podnoszą wartość swojej reprezentacji. Przykładem takiego postępowania jest Szwecja, która ograniczyła swoją reprezentację o blisko 40 osób. Nawet sportowcy, którzy wypełnili międzynarodowe normy uprawniające do udziału w IO w Londynie, ale których poziom sportowy nie dawał nadziei na uplasowanie się na miejscach oczekiwanych przez władze sportowe tego kraju, opinię publiczną i media, nie znaleźli się w jej składzie. Warto przy okazji zauważyć, że na miejsce wycofanej szwedzkiej sztafety pływaczek pojechała sztafeta polska...

Wiele osób broni tezy, że wysyłając szeroką reprezentację możemy liczyć na niespodziewane zwycięstwa. Podnosi się również argument, że szeroka reprezentacja to prestiż dla kraju, bo jego reprezentanci są zauważalni w większości dyscyplin. Nie zgadzam się z tymi argumentami. Jeśli usprawiedliwieniem dla szerokiej reprezentacji ma być szansa na jedno czy dwa dodatkowo punktowane miejsca, to dlaczego nie mielibyśmy wysłać na igrzyska pół tysiąca osób? Ten sposób rozumowania można prowadzić do absurdu. Nie uważam również, że chlubą dla Polski jest reprezentacja, której ponad połowa zawodników plasuje się poza pierwsza dziesiątką lub odpada na pierwszych etapach rywalizacji. Igrzyska olimpijskie powinny służyć promocji kraju poprzez walkę sportową na najwyższym poziomie zaawansowania a nie przez pokazywanie kolejnych niepowodzeń.

W moim przekonaniu po igrzyskach nadszedł również czas na postawienie kilku ważnych tez i podjęcie trudnych decyzji dla całego polskiego sportu.

Po pierwsze, musimy w końcu odważyć się na określenie w ramach sportu wyczynowego dyscyplin strategicznych. Obecnie 160 milionów złotych rocznie trafia do 36 polskich związków sportowych olimpijskich i 33 nieolimpijskich. Finansowanie i wspieranie wszystkiego oznacza w rezultacie niefinansowanie i niewspieranie niczego. Dla wszystkich krajów, podejmujących się programu naprawczego, ten element był kluczowy.

Po drugie, związki sportowe muszą odzwyczaić się od otrzymywania środków finansowych na obecnych zasadach. W ciągu najbliższego roku ministerstwo opracuje zasady finansowania na wyraźnie i ściśle określone zadania, i po spełnieniu określonych warunków. Pierwszym z nich dla części związków będzie opracowanie planu naprawczego. W moim przekonaniu podatnik polski nie powinien finansować związku sportowego, który nie szkoli młodych, nie ma kadry w żadnej z kategorii juniorskich lub nie ma tam rokujących młodych zawodników, nie przygotowuje wiarygodnego planu szkoleniowego, itd.

Oznacza to, po trzecie, duże zmiany w szkoleniu młodych zawodników. Przygotowania olimpijskie i sam start w IO nie może być oderwanym elementem od całego systemu szkolenia sportowego. Szczególnej uwagi ze strony związków sportowych wymaga system identyfikacji talentów i pracy z nimi na etapie sportu szkolnego i akademickiego, w klubach i w kadrach. Jedynie połączenie tych wszystkich elementów w sprawnie funkcjonujący mechanizm gwarantuje sukcesy w postaci dobrych startów polskich sportowców podczas największych światowych imprez. Zdaję sobie sprawę, że będzie to stanowiło ogromne wyzwanie dla polskich związkow sportowych, muszą one doprowadzić do popularyzacji swoich sportów, a tym samym do zwiększenia liczby osób uprawiających je w klubach sportowych. Aktualnie na łączną liczbę około pół miliona osób aż 2/3 uprawia piłkę nożną, a niecałe 100 tys. indywidualne sporty olimpijskie. Tak mała liczba kandydatów na późniejszych medalistów nie daje możliwości budowania mocnej drużyny olimpijskiej.

Po czwarte, ogromną rolę w poprawieniu efektywności szkolenia olimpijskiego upatruję w podnoszeniu jakości szkolenia oraz doszkalaniu kadry trenerskiej. Aktualnie posiadamy wąskie, elitarne grono wysokiej klasy specjalistów w poszczególnych sportach. Nie gwarantuje to prawidłowego szkolenia dzieci i młodzieży, a więc potencjalnych następców dzisiejszych polskich medalistów olimpijskich. Dlatego ogromną rolę należy przywiązywać do stworzenia warunków dla podnoszenia kwalifikacji trenerskich a także do stworzenia trenerom pracującym w klubach lepszych warunków pracy i wynagrodzenia. Wielką rolę w tym zakresie upatruję w kontaktach z samorządami terytorialnymi, z którymi planuję przeprowadzić szeroko zakrojone konsultacje i rozmowy, zachęcając je do wspólnych działań w tym zakresie.

Po piąte, współczesny sport wyczynowy nie może funkcjonować bez odpowiedniego wsparcia naukowego. Doskonałym przykładem są angielscy kolarze torowi, którzy zdobyli 7 złotych medali w 10 konkurencjach, co w ocenie ekspertów w ogromnym stopniu jest zasługą naukowców obsługujących brytyjską reprezentację. Nasze dotychczasowe działania w tym zakresie, w moim przekonaniu, są niewystarczające i nie gwarantują wysokich wyników w przyszłości. Diagnostyka procesu szkoleniowego musi być nieodzownym elementem przygotowań do IO. Jej wyniki mają służyć, jako materiał porównawczy trenerom oraz zespołom badawczym w celu sterowania tym procesem i stanowić element zarządzania projektowego. W tym celu konieczne jest wskazanie placówki badawczej, która będzie mieć wiodącą rolę w tym zakresie. Zarówno w przypadku szkolenia i doszkalania trenerów jak działalności naukowej w sporcie konieczne jest również poszukiwanie współpracy z ośrodkami zagranicznymi.

Po szóste, wielkie znaczenie ma także zapewnienie monitoringu i opieki medycznej zawodnikom realizującym programy przygotowań do IO. Uważam za priorytetowe doprowadzenie do takiego stanu, aby wyprzedzać potencjalne zagrożenia i przeciwdziałać urazom i przeciążeniom wynikającym z realizacji programów treningowych. Aktualnie funkcjonujący system jest niewystarczający i wymaga dogłębnej analizy oraz działań. Podobnie jak w przypadku trenerów należy zwiększyć liczbę wysokokwalifikowanych lekarzy i fizjoterapeutów współpracujących z pzs-ami. Rozwiązania tych problemów należy szukać w rozmowach z Ministerstwem Zdrowia, które nadzoruje Centralny Ośrodek Medycyny Sportowej i innymi ośrodkami w kraju.

Odrębnym, ale bardzo ważnym problemem dotyczącym polskiego sportu jest zapobieganie dopingowi w sporcie. Ostatnie przypadki wykrywania niedozwolonych środków w organizmach naszych sportowców skłaniają mnie do zwrócenia jeszcze większej uwagi na ten obszar sportu w Polsce. Zamierzam przeznaczyć większą liczbę środków finansowych zarówno na działania Komisji do Spraw Zwalczania Dopingu jak i Laboratorium Antydopingowe. Uważam, że dużo uwagi poświęcić musimy także problemowi dopuszczania do sprzedaży w Polsce i używania przez naszych sportowców odżywek niewiadomego pochodzenia lub tych, które zawierają niedozwolone składniki (tzw. zanieczyszczonych). Właśnie brak wiedzy w tym zakresie wyeliminował w ostatnim czasie z uprawiania sportu kilku polskich zawodników.

Wszystkie opisane działania wprowadzone na początku nowego cyklu olimpijskiego mają za zadanie zmienić obraz polskiego sportu. Trzeba mieć jednak świadomość, że wprowadzenie ich wymaga czasu i konsekwentnej realizacji popartej akceptacją środowiska sportowego, mediów, polityków i społeczeństwa. Dlatego też niezwłocznie muszą zostać przygotowane i wdrożone przez polskie związki sportowe strategie przygotowań do kolejnych dwóch edycji igrzysk: krótkookresowa (do igrzysk w 2016 r.) oraz średniookresowa (do igrzysk w 2020 r.). Celem strategicznym dla przygotowań olimpijskich, powinno być doprowadzenie określonej liczby zawodników do poziomu sportowego umożliwiającego skuteczną rywalizację o medale.

Dziś przedstawiłam swoja ocenę naszego występu na IO w Londynie i kierunki pożądanych zmian. We wtorek, na specjalnej konferencji prasowej postaram się przedstawić więcej szczegółów.
Trwa ładowanie komentarzy...