"W życiu nie chciałbym tu mieszkać". Małe miasteczka to nie koniec świata

Miejscowość Różan na Mazowszu
Miejscowość Różan na Mazowszu Fot. Anna Bedyńska / AG
Mieszkańcy metropolii jeżdżący po kraju często mówią: "Nie wyobrażam sobie, aby tu mieszkać". Okazuje się jednak, że małe miasteczka nie są końcem świata, jak mogłoby się wydawać chociażby warszawiakom.

Życie w małym miasteczku brzmi dla wielu jak wyrok. Nie ma kina, uczelni, niezliczonych klubów. Wielu uważa, że ludzie mieszkający tam nie są tak "na czasie", jak ci z wielkich miast. Nawet jeśli komuś uda się przebić i przeprowadzają się do większego miasta, to nazywa się ich "słoikami:", o czym już pisaliśmy w naszym serwisie.



Po tym, jak polska reprezentacja odpadła z Euro 2012, redaktor Jerzy Haszczyński z "Rzeczpospolitej" postawił tezę, że zadecydowała o tym nasza małomiasteczkowa mentalność.

Czytaj także: Małe miasteczka, małe ambicje? Czy piłkarze odpadli z Euro, bo mają "małomiasteczkową mentalność"?

Spotkało się to z dużym zainteresowaniem naszych czytelników, głównie ze względu na rozpowszechnianie stereotypów, które zdaniem wielu, stały u podstaw tej tezy. Bo małomiasteczkowa rzeczywistość ma jednak dwie strony.

Wyobrażenie mieszkańców miast o życiu na prowincji bierze się w dużej mierze z telewizji, gdzie obraz bywa często przejaskrawiony. W 2010 roku powstał niezwykły film dokumentalny, pokazujący patologię życie poza miastem. Wielu ludzi wyobraża sobie, że to co w doskonały sposób pokazali twórcy filmu, jest standardem obowiązującym w całym kraju. Tak oczywiście nie jest.

Życie w małym miasteczku to nie koniec świata
O tym, że życie w małym miasteczku nie tylko można sobie wyobrazić, ale nawet polubić, mówi nam Paweł Szwed. Wychowywał się w miejscowości Brok nad Bugiem. Mieszka tam 1900 osób, zatem trudno nazwać tę miejscowość metropolią. Pomimo to, a może właśnie dlatego, Paweł mówi o swojej rodzinnej miejscowości w samych superlatywach. – To są idealne tereny, a nie blokowiska które obserwujemy w miastach. Młodzi ludzie spędzają tu czas bardzo aktywnie, nie siedzą na ławkach przed blokiem. Może nie ma tu kina, ale można pójść nad rzekę - mówi Paweł.

Gdy zadzwoniłem do niego zapytał, czy chcę opisać prawdziwe życie na wsi, czy tylko powielać stereotypy, o tym jak beznadziejnie żyje się w takich miejscach. – Tu jest wszystko czego potrzeba. Wyobrażenie o pijących piwo młodych ludziach czekających na następny dzień, to bzdury. To samo obserwuję w Warszawie. Oczywiście, że do kina czy klubu trzeba dojechać. Ale 12 kilometrów autobusem naprawdę nie jest problemem. Często ludzie spędzają więcej czasu w tramwaju – zauważa Paweł.

Bogactwem małych miejscowości są właśnie ludzie którzy w nich mieszkają. Ci nie zapominają skąd pochodzą i często tak jak Paweł, z duma opowiadają o swoim mieście. – Mamy naprawdę wielu ludzi, którzy zdobyli wykształcenie, doświadczenie i wracają do Broku. Są to prawnicy, nauczyciele, fachowcy.

Nie oznacza to jednak, że Brok to kraina mlekiem i miodem płynąca. Paweł wskazuje na problem, jakim niewątpliwie są niskie zarobki. – Tu jest po prostu trudniej zdobyć pieniądze. Jeśli mało zarabia głowa rodziny, to przekłada się to na kilka osób. Nie ma zagranicznych wakacji, prywatnych szkół, pomimo zdolności ucznia. Tak już niestety jest - Podsumowuje Paweł.

Wszystko zależy od odległości

Paweł wspominał, że w jego miejscowości nie było problemu z dostępem do kultury i rozrywki, gdyż nieopodal mieści się Wyszków oraz Ostrołęka. Może nie są to metropolie, ale można w nich spędzić miło czas. – Tu jest właśnie cały problem małych miasteczek. O poziomie życia w nich nie decyduje liczba mieszkańców, a właśnie odległość od większego miasta – mówi Wojciech Połeć, socjolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

W ostatnim czasie sytuacja małych miasteczek się polepsza. Dzieje się to za sprawą coraz częściej i dalej kursujących prywatnych busów, które stanowią połączenie ze światem. Problemem jest, kiedy takie połączenia, np. państwowe się likwiduje.

Fucking – miejscowość w Austrii – chce zmienić nazwę. Czy Zgon, Pupki, Cyców i Białykał też to zrobią?


Problem małych miasteczek to nie ludzie, a niedostrzeganie przez rządzących pewnych oczywistych spraw, które odbierają szanse młodym ludziom. – W takich miejscowościach zawsze były instytucje, które rozwijały życie kulturalne. Były to szkoły i straż pożarna. Dziś się je likwiduje, a tym samym ogranicza możliwość uczestniczenia w zajęciach pozalekcyjnych – mówi Wojciech Połeć. Według niego, w większych miastach młodzież również nie miałaby co robić, jeśli by była zostawiona sama sobie.

Szansą dla młodych ludzi są też biblioteki, które nie są już zapomnianymi miejscami na mapie. Dziś coraz częściej są to miejsca, gdzie można skorzystać z internetu czy po prostu z komputera.

Trudno jednak polemizować z pewnym oczywistościami, które niewątpliwie nie są jedynie stereotypami. – Zawsze się mówiło, że ludzie z małych miejscowości mają mniejsze szanse na osiągnięcie szeroko rozumianego sukcesu. Ma na to wpływ chociażby wykształcenie rodziców. Jeśli ich poziom wykształcenia jest mniejszy, to młodym ludziom się wydaje, że i ich szansa na sukces jest mniejsza – podsumowuje socjolog Wojciech Połeć.
Trwa ładowanie komentarzy...