Depresja medialna Marii Peszek. Dlaczego znani i bogaci nie powinni cierpieć, a tym bardziej o cierpieniu mówić

Maria Peszek gra koncert w Rybniku
Maria Peszek gra koncert w Rybniku Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta
Maria Peszek przy okazji premiery nowej płyty udzieliła kilku mocnych wywiadów. W ubiegłym tygodniu w „Polityce”, a dzisiaj we „Wprost” możemy przeczytać jej wyznania, dotyczące żmudnej walki z depresją. Wydawałoby się, że taki coming out zostanie przez Polaków odebrany jako gest odwagi. Tymczasem Marię Peszek już obwołano cierpiącą na pokaz, cyniczną artystką, która promuje własną twórczość za pomocą skandalu. Dlaczego nie potrafimy przełknąć szczerych słów artystki?

1. Ludzie znani i bogaci nie mają prawa narzekać

Ci, którzy krytykują Peszek za ekshibicjonizm i publiczne „pranie brudów”, wyśmiewają przede wszystkim fakt, że Maria Peszek – pogrążona w głębokiej depresji – uciekła z Polski do Azji. Bo jak tak można: cierpieć w ciepłych krajach, a nie w ojczyźnie? Jak można w ogóle cierpieć, kiedy ma się pieniądze, znane nazwisko, męża i spory fanklub? Przecież prawdziwe cierpienie, to cierpienie ludzi biednych, których nie stać na oddawanie się chorobie w tak pięknych okolicznościach przyrody, w malowniczej scenerii, w filmowych niemal dekoracjach. Nikomu nie będzie żal Marii Peszek, ze
znanej artystycznej rodziny, która – jak wyznała Jackowi Żakowskiemu na łamach „Polityki” – przeleżała parę tygodni na hamaku, tocząc ślinę z ust, skoro ten hamak wisiał tysiące kilometrów stąd. Fajne wakacje miała, a teraz dorabia ideologię – tak rozumują rozsierdzeni wyznaniami Peszek rodacy. Niewdzięczna jest, a teraz liczy na współczucie.

2. Depresja to wymysł, usprawiedliwianie własnego lenistwa, luksusowa fanaberia

Problemy psychiczne w naszym społeczeństwie są tabu. Nikt nie chce „przyznać się” do zaburzeń psychicznych, żeby nie zostać później obwołany „świrem”. Napiętnowany w pracy, wyszydzony publicznie, porzucony przez partnera lub znajomych. Kto chodzi w Polsce do psychiatry? Wariaci, przyszli pacjenci „wariatkowa”. Schizofrenicy, ludzie, którzy słyszą głosy, biedacy, którym „coś wychodzi ze ściany”. Takie jest społeczne postrzeganie problemu. Dlatego Polacy, którzy korzystają z pomocy psychiatry lub psychologa zazwyczaj robią to w tajemnicy, nawet przed swoimi najbliższymi. Sami czują, że to powód do wstydu. A depresja? Zdaniem wielu Polaków: wymysł, rozdmuchana chwila słabości, przejściowe kłopoty, fanaberia, lenistwo. Kto w dzisiejszych czasach może chorować na depresję? To przypadłość dla arystokratów, dla tych, którzy nie muszą pracować. Na przykład dla rozkapryszonych artystek. Tak, jakby na depresję chorowali wyłącznie ci, którzy chcą na nią chorować. Jakby Maria Peszek wstała pewnego dnia z łóżka i powiedziała: Nudzi mi się, chyba zachoruję na depresję, a potem nagram o tym płytę, która dostanie Fryderyka.


3. Lepiej, żeby Peszek powiedziała, jak walczy z genetyczną skłonnością do tycia

Peszek wyłamała się z niepisanej zasady, której trzyma się większość gwiazd w Polsce: w wywiadach najlepiej mówić dużo, ale tak, żeby faktycznie nie powiedzieć nic. Jak Maria Peszek powinna promować płytę „Jezus Maria Peszek”? Opowiadając o swoich muzycznych „inspiracjach”. O tym, jak trzyma wagę, biegając oraz jedząc pięć razy dziennie (niewielkie porcje). A także – jak to jest być córką Jana Peszka. Wtedy wszystko byłoby w porządku, wtedy nikt by na Marię Peszek nie pluł. A jeśli już musiała szokować – „jak to artystka” – to mogła powiedzieć przynajmniej coś obrazoburczego. Coś o seksie lub o tym, że Polska jest brzydka. Wszystko, tylko nie to, że była chora. Bo choroby psychiczne w naszym kraju zamiata się pod dywan, przygniata kanapą z IKEI oraz kawowym stolikiem. Wypiera z własnej głowy, ukrywa – jak u Dulskich. Nie opowiada się o nich w wywiadach, ilustrowanych zdjęciami. Nie zmusza się ludzi, żeby musieli się konfrontować z tym „obleśnym” tematem.

4. Maria Peszek robi sobie PR i zarabia miliony na udawanym cierpieniu

Dlaczego akurat teraz Peszek zdecydowała się opowiedzieć o swojej depresji? To pytanie-zarzut, które warto rozbroić. Może dlatego, że akurat teraz udziela wywiadów (tak, ze względów promocyjnych), a na co dzień raczej tego unika? Może dlatego, że
poradziła sobie z depresją, więc jest gotowa, żeby o tym mówić? Może po to, żeby ludzie, którym sufit nieraz zawalił się na głowę, którzy doświadczyli mroku depresji poczuli się dowartościowani? I przestali się bać? Maria Peszek jest artystką, która nie potrzebuje medialnych skandali, żeby sprzedawać płyty. Jako Maria Awaria święciła w Polsce triumfy, grała koncerty, zdobywała prestiżowe nagrody. Gdy powiedziała publicznie o prawdziwej życiowej awarii, stała się celem bezpardonowych ataków. Niesłusznych, moim zdaniem. Za odwagę mówienia o chorobie, za szczerość – unikalną w piekiełku show-biznesu, za siłę charakteru należy jej się szacunek.

A co Wy o tym myślicie? Czy Wy też uważacie, że „cierpieć w Bangkoku” to jak „iść na sushi z Figurskim”?
Trwa ładowanie komentarzy...