"Człowiek koń" walczy z Jarosławem Kaczyńskim: Przestrzeń przed Pałacem Prezydenckim należy też do mnie [wywiad]

Człowiek w masce konia ("Człowiek koń") podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
Człowiek w masce konia ("Człowiek koń") podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Archiwum własne
Podczas obchodów miesięcznicy katastrofy smoleńskiej pojawiła się niecodzienna postać. Jak mówi w rozmowie z naTemat, postanowił "powalczyć" o swoją wolność ubierając maskę konia. Twierdzi, że przestrzeń przed Pałacem Prezydenckim należy nie tylko do Jarosława Kaczyńskiego, ale również do niego. Inne zdanie na ten temat mieli strażnicy miejscy, którzy ukarali "Człowieka konia" stuzłotowym mandatem.

Mężczyzna w masce konia przed Pałacem Prezydenckim wywołał niemałe zamieszanie. Jego obecność od samego początku była bacznie obserwowana. Gdy tylko zbliżył się do maszerujących, został zatrzymany przez straż miejską. Obserwowali go też sympatycy Prawa i Sprawiedliwości oraz poseł Marek Suski. O tym, dlaczego pojawił się na obchodach i czy osiągnął swoje cele, opowiedział nam sam "Człowiek koń".



Czy jesteś z siebie zadowolony? Co chciałeś osiągnąć?

"Człowiek koń": To dobre pytanie, sami sobie odpowiedzcie, co pokazała dzisiejsza sytuacja. Ja chciałem wiedzieć, czy w naszym kraju, ludzie którzy posługują się krzyżem, wykorzystują go, mają więcej praw od tych, którzy go nie mają. Ja jestem ateistą. Nie mam swojego symbolu religijnego. Nie mogę zrobić marszu, który będzie chroniony, jak ten dzisiejszy i wszystkie poprzednie. Zgromadzenie ateistów zostałoby uznane za nielegalne. Z krzyżem zaś można maszerować i to co miesiąc. Myślę że warto rozpocząć dyskusję, czy jakaś grupa może więcej, bo ma krzyż. Proponuję stworzyć specjalne prawo dla Jarosława Kaczyńskiego, mówiące o tym, że może robić to, co mu się żywnie podoba, o ile ma krzyż.

Co jest złego według Ciebie w obchodach miesięcznicy katastrofy smoleńskiej? Można przecież pozwolić tym ludziom robić to, co uważają za słuszne. To chyba nikomu nie przeszkadza.

Obserwuję te miesięcznice od dawna. Jeszcze na początku miały one sens. Chodzili tam ludzie, aby upamiętnić śmierć wielu osób. Po jakimś roku zaczęło to jednak przypominać groteskę. Składanie wieńców pod miejscem pracy urzędującego prezydenta jest nielogiczne. Miejscem upamiętnienia śmierci jest cmentarz, Powązki, pomniki lub inne tego typu miejsca. To byłoby dla mnie absolutnie zrozumiałe i nie budziłoby wątpliwości.

Co konkretnie budzi twoją wątpliwość?

Teren przed Pałacem Prezydenckim jest także mój. Ale grupa ludzi, z pobudek politycznych zabiera mi tę przestrzeń, zawłaszcza ją. Z obchodów miesięcznicy uczynili parodię uczczenia śmierci 96 osób. To budzi mój niesmak i zdenerwowanie. Podobnie jak to, że nikt z tym nic nie robi. Wszyscy godzą się, aby ludzie dla swojego politycznego widzimisię, od prawie trzech lat, urządzali taki spektakl.

Co jest parodią? Ludzie składający kwiaty i zapalający znicze? Może po prostu trzeba im pozwolić robić swoje, nie przejmować się, nie zauważać.

No właśnie większość osób tego nie zauważa, nic nie robi. Mi jest jednak po prostu wstyd. Groteskowe jest to, że Kaczyński idzie co miesiąc z wielkim wieńcem, który go zasłania, później robią msze pod Pałacem. Wszystko widzą cudzoziemcy, których nie brakuje w tej okolicy. Nie wiedzą co się dzieje, robią zdjęcia. Ja chcę zapytać, gdzie jest granica tego absurdu? Czy ktoś nie narusza mojej wolności?

A narusza?

Odpowiedzią jest dzisiejsze zatrzymanie mnie. Nie zrobiłem nic złego. Założyłem w internecie wydarzenie, na którym opisałem swoje zamiary. Nazwałem to wariactwo, pytałem ile jeszcze będzie trwała ta żałoba? Okazało się, że jest dużo więcej ludzi, którzy myślą tak, jak ja. Zadeklarowałem, że jak miesięcznica będzie wypadała w sobotę, gdy mam wolny dzień, to założę maskę konia i pójdę na nią. Chciałem pokazać, jak ludzie myślący tak jak ja, widzą te miesięcznice. Uważam, że tylko założenie maski konia koresponduje z powagą miesięcznic. Maska konia, jest na takim samym poziomie idiotyzmu jak procesje, stawianie zniczy w środku miasta i śpiewanie pieśni religijnych pod Pałacem Prezydenckim.

Jaka była reakcja ludzi pod Pałacem na maskę konia?

Zacznijmy od tego, że chciałem sprawdzić, czy mogę w spokoju przejść w masce konia tam, gdzie mi się podoba. Czy mam prawo do swojej wolności. Nikogo nie zaczepiałem, nie miałem żadnych haseł, nie prowokowałem. Miałem na sobie po prostu maskę konia.

Ludzie pojawili się na Krakowskim Przedmieściu około godziny 8.00. Rozstawili stoliczek, pojawiło się zdjęcie Lecha Kaczyńskiego. Później przyjechała cała grupa osób, które wjechały pod sam Pałac busem. Wyjęli znicze i nie byli przez nikogo niepokojeni. Gdy tłum zaczął gęstnieć, założyłem maskę, aby zobaczyć reakcje ludzi. Jest ona śmieszna i traktuję ją jako żart. Nie miałem na sobie maski Lecha Kaczyńskiego, nie prowokowałem.

Zaraz po założeniu maski podeszło do mnie czterech facetów. Okrążyli mnie. Pytali po co maska konia, czy nie chcę robić sobie jaj. Dowiedziałem się też, że mam siano w głowie i że jestem mułem. Później pojawiło się urocze stwierdzenie "pokaż buźkę". Odpowiedziałem, że nie mam zamiaru pokazywać "buźki". Zaczęli mi zarzucać, że się wstydzę. Zdjąłem więc maskę.

Wtedy chyba każdy kto był pod Pałacem, zaczął robić mi zdjęcia. Aparatem, telefonem, nawet iPadem. Poseł Suski zrobił mi fotkę, co uważam za swój osobisty mały sukces, bo poseł Suski wielkim Polakiem jest. Później z poczuciem tryumfu odeszli. Zastanawiam się, czy zamierzają je gdzieś opublikować. Jeśli to zrobią, podam ich do sądu, bo nie wyraziłem na to zgody.

Co było później? Dlaczego cię zatrzymano?

Zaczekałem aż ruszy marsz po wyjściu z kościoła. Na jego czele szła babcia z krzyżem zrobionym z brzozowych patyków. Chyba samo to jest już jakąś profanacją, ale co ja tam mogę wiedzieć. Chciałem dołączyć do marszu. Szedłem spokojnym krokiem w ich kierunku, chcąc zobaczyć, jak daleko dojdę. Daleko nie zaszedłem. Wzięło mnie pod ręce dwóch rosłych panów ze staży miejskiej. Zaprowadzili mnie na przeciwną stronę ulicy, tak abym nie był widoczny.

Powiedziano mi, że zakłócam ład i porządek społeczny. Zapytałem ich, czy to co robię, jest niezgodne z prawem. Czy chodzenie po ulicy w masce konia jest nielegalne? Dowiedziałem się, że maskę mogę nosić na ulicy gdzie mi się podoba, ale jak jest uroczystość o charakterze religijnym, to maska jest niezgodna z prawem. Usłyszałem też, że naruszam ład i porządek, bo maska jest głupia i obraża uczucia religijne.

Zostałeś ukarany?

Tak. Powiedzieli że jak jeszcze raz mnie zobaczą, lub kogoś innego w tej masce, to dostanę 500 złotych mandatu. Teraz dostałem stówkę i jestem co najmniej zdziwiony. Rozumiem, gdybym zrobił jakąś prowokację ze zdjęciem Kaczyńskiego, ale dlaczego nie mogę iść po ulicy w masce konia? Zapytałem strażnika, czy uroczystości urządzane co miesiąc są gdziekolwiek zgłaszane. Według strażnika nie są zgłaszane, bo nie muszą być.

Czy jak zorganizuję marsz ludzi wierzących w Boga-konia to też będą nas ochraniać? Czy lider opozycji ma dużo więcej praw niż ja? Ci ludzie mogą chodzić gdzie im się podoba, a dookoła nie mogą przebywać ludzie, którzy inaczej wyglądają. Nawet strażnik przyznał, że nie stwarzam zagrożenia, a moim jedynym wykroczeniem jest maska konia na głowie.

Jak się skończyło spotkanie ze strażnikami?


Nie mogę narzekać, ogólnie byli mili. Odprowadzili mnie nawet dwieście metrów od marszu. Powiedzieli mi do widzenia i że mam nie wracać w masce konia. Wydaje mi się to wszystko tak abstrakcyjne, że aż śmieszne. Zastanawiam się nad odwołaniem od otrzymanego mandatu.

Czytaj także: Michał Kamiński: W PiS niewiele osób wierzy w zamach. Reszta boi się o tym mówić
Trwa ładowanie komentarzy...