Uczył w szkole, robił interesy, siedział w więzieniu, doradzał Kaczyńskim. To Sylwester Latkowski, nowy naczelny "Wprost

Sylwester Latkowski został nowym redaktorem naczelnym tygodnika "Wprost". Zastąpił na tym stanowisku Michała Koboskę
Sylwester Latkowski został nowym redaktorem naczelnym tygodnika "Wprost". Zastąpił na tym stanowisku Michała Koboskę Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
Trudno zliczyć wszystkie wcielenia Sylwestra Latkowskiego, nowego redaktora naczelnego "Wprost". Nauczyciel, biznesmen, konstruktor, więzień, polityk, producent, reżyser scenarzysta, a w końcu dziennikarz – oto niektóre z nich.

Nieważne, wrogowie czy przyjaciele. O Sylwestrze Latkowskim, który właśnie zastąpił Michała Koboskę na stanowisku redaktora naczelnego tygodnika "Wprost", wszyscy mówią zgodnie: to człowiek, którego życiorysem można by obdzielić co najmniej kilka osób.



Szczur z tonącego Elbląga

Historia Latkowskiego zaczyna się w Elblągu, w połowie lat 60. Nic nie wskazywało na to, że będzie filmowcem czy dziennikarzem. Pierwszą pracę dostał bowiem w Wojskowych Zakładach Lotniczych, gdzie uciekł przed powołaniem do wojska. Był konstruktorem.

Czytaj także: Latkowski i Majewski we "Wprost" piszą do Michała Tuska. Tylko dlaczego ich tekst ma dwa zdania

"Czy coś skonstruowałem? No tak, jakieś tam proste uchwyty na miarę fachowca od obróbki skrawaniem. Były tam fatalne warunki, wszystko na odwal się, zero standardów. Mówię wam, że w życiu nie wsiadłbym do polskiego czołgu. Po każdych ćwiczeniach na poligonie kilku chłopaków wracało w trumnach. Serio. To wszyscy w Elblągu wiedzieli" – wspominał w 2005 roku w wywiadzie dla "Playboya".

Sylwester Latkowski o relacjach z ojcem

To jest kawał skurw**** i nie chcę do tego wracać. Jak to przeczyta, bo może na stare lata musi się masturbować, to niech ma świadomość, że syn powiedział o nim „skurw****”. Kropka. CZYTAJ WIĘCEJ

źródło: "Playboy"

Kiedy wojsko zostawiło go w spokoju, wybrał karierę nauczyciela. Jak stwierdził po latach, w tamtych czasach każdy mógł uczyć w szkole. On najpierw zatrudnił się w podstawówce w podelbląskiej wsi Milejewo (uczył fizyki i polskiego), a dopiero potem zrobił studium pedagogiczne. "Od razu przeszedłem z uczniami na 'ty', a potem jak któryś podpadł, to mu odbierałem ten przywilej (…). Podzieliłem też dzieciaki na grupy. Tych, co chcą się uczyć i tych, co nie chcą. Ci ostatni mieli zapewnione przejście do następnej klasy, pod warunkiem, że nie będą przeszkadzać" – tak opisuje swoją dawną pracę.

Z braćmi Kaczyńskimi

To w Elblągu Latkowski po raz pierwszy zetknął się z polityką. W 1989 roku, kiedy walił się komunizm, założył pierwszy w województwie elbląskim Komitet Obywatelski "Solidarność". Nie minęło kilka lat, a polityka wciągnęła go jeszcze mocniej. To było już nowe wcielenie – Latkowski, człowiek od konsultingu, reklamy, marketingu i… od kampanii wyborczej braci Kaczyńskich.

– Nie uważam go za PR-owca. Na początku lat 90. zajmował się kampanią Kaczyńskich, bo wtedy wierzył w ich linię polityczną – przekonuje w rozmowie z naTemat Piotr Pytlakowski, dziennikarz "Polityki", który od lat współpracuje z Latkowskim (m.in. napisali wspólnie kilka książek).


Nowy naczelny "Wprost" w latach 90. próbował swoich sił również w biznesie. Sprzedawał kolorowy żel do włosów, który importował zza granicy. "Wykasowałem na pół roku wszystkich polskich producentów. Importowałem tony żelu. A raczej zachodnie opakowania, w które pakowałem polski żel. Zmieniłem tylko nazwę z 'Żel Oceanic' na 'Gel Oceanic' i poprosiłem by dali więcej zapachu" – wspomina.

17 miesięcy za kratkami

Jednak końcówka lat 90. to dla Latkowskiego mało przyjemny okres. Był wówczas prezesem jednej z firm brokerskich i, jak sam przyznaje, brał udział w "próbie korumpowania tego kraju" z ludźmi, którzy wówczas byli przy władzy. Właśnie kontakty z politykami zaprowadziły go do więzienia.

Jak to się stało? Tak 10 lat temu opisywał całą sytuację, o ironio, tygodnik "Wprost": "Ścigano Latkowskiego listem gończym za wymuszenie rozbójnicze (12 tys. marek od dwóch mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego). Uciekł za granicę, podróżował po Europie. Żona wystąpiła o rozwód i odebranie mu praw rodzicielskich. Wrócił do kraju. Nadal się ukrywał, zaczął pisać powieści. (…) W sierpniu 1998 r. oddał się w ręce prokuratury. Został skazany na cztery i pół roku więzienia (odsiedział 17 miesięcy)".

Sylwester Latkowski

Byłem głupi. Nie robi się interesów z politykami. Nie przyszło mi do głowy, że mnie tak załatwią. Nie miałem świadomości tego, w co się bawię. Być może za długo mieszkałem koło cyrku (śmiech). Nie chcę o tym mówić. Powtórzę tylko: słusznie oberwałem. Siedziałem za niewinność, bo mnie wrobiono, ale kryminał i tak mi się należał. Dzisiaj bym za tamto nie siedział. Z więzienia wyszedłem gorszy niż byłem. Ale jestem też mocniejszym przeciwnikiem, nie działają na mnie zastraszenia, naciski, jestem na nie odporny. CZYTAJ WIĘCEJ

źródło: "Playboy"

Filmowe kontrowersje

Piotr Pytlakowski
dziennikarz "Polityki"

Ze względu na swoje doświadczenie na pewno nie daje się łatwo oszukać. Wie, kto i kiedy może ściemniać. W redakcji też pewnie będzie wiedział, kto markuje robotę, a kto uczciwie pracuje.

Paradoksalnie to pobyt za kratkami był dla niego impulsem do rozpoczęcia kariery filmowca. Tam poznał bowiem rugbistę Arki Gdynia, o którym postanowił nakręcić film. Tak powstał pierwszy obraz Latkowskiego, "To my, rugbiści". Potem szybko poszło. 2001 rok – "Blokersi" (o młodzieży słuchającej hip-hopu), 2002 - "PUB 700" (o Leszku Możdżerze), "Gwiazdor" (o Michale Wiśniewskim z "Ich troje"), 2003 - "Nakręceni" (o kulisach polskiego show biznesu).

W sumie nakręcił kilkanaście filmów, z czego przynajmniej kilka wywołało sporo kontrowersji. Na przykład przy okazji "Nakręconych" Latkowski nie chciał autoryzować wypowiedzi swoich bohaterów.

"Wprost"

Nie obyło się bez skandalu. Przed kamerą Latkowski pokazał swoim bohaterom tekst dziennikarza "Polityki" Mirosława Pęczaka o subkulturze blokersów. Hiphopowcy wyśmiali artykuł i jego autora. Oburzony Pęczak protestował na łamach tygodnika, Latkowski kolejnymi wypowiedziami dolewał oliwy do ognia. CZYTAJ WIĘCEJ


– Kontrowersje wynikały z tego, że filmy były ostre i wyraziste społeczne – komentuje Piotr Pytlakowski.

"Despota"

Od kilku lat Latkowski realizuje się w dziennikarstwie. Chociaż, jak mówi Pytlakowski, "to nie jest człowiek, którego można włożyć do jednej szuflady". Pisze przecież także książki (m.in. "Zabić Papałę", "Polska Mafia") i wciąż zajmuje się filmem (w ubiegłym roku powstał "Człowiek z lasu. Polska lokalna" .

Jerzy Kapuściński
szef redakcji artystycznej TVP 2

Latkowski nie jest ani geniuszem, ani hochsztaplerem. Ma talent dotykania ważnych problemów społecznych, prowokowania trudnych tematów. CZYTAJ WIĘCEJ

wypowiedź dla "Wprost" z 2002 roku
Karierę we "Wprost" rozpoczął w 2010 roku, kiedy przez kilka miesięcy pracował w dziale społecznym tygodnika. W maju 2011 roku został szefem newsroomu wszystkich serwisów internetowych wydawcy "Wprost". Teraz wskoczył zaś na najwyższy szczebel redakcyjnej hierarchii.

Jakim będzie szefem? Były dziennikarz "Wprost" twierdzi, że trudnym. – To despota. Nie słucha, co mówią do niego inni pracownicy. Szorski i niemiły – zaznacza. Obecni pracownicy tygodnika nie chcą wypowiadać się o doświadczeniach ze współpracy z Latkowskim.

Pytlakowski uspokaja zaś: z nim da się dogadać. – Pisząc z nim książki czy robiąc filmy przekonałem się, że jest to osoba, która ma po prostu swoją wizję. Często wchodziłem z nim w spory, nawet czasem dosyć ogniste, ale to nie wynikało z despotyzmu, tylko z siły charakteru. I mimo że mi też charakteru nie brakowało, zawsze znajdowaliśmy wyjście. Taki jest też pewnie w pracy redakcyjnej. Jeśli trafi na rozsądne argumenty, da się przekonać.
Trwa ładowanie komentarzy...