"Geje to 40 proc. pedofilów i 60 proc. chorych na AIDS", czyli statystyczny odlot księdza Dariusza Oko

Ks. Dariusz Oko był gościem programu "Tomasz Lis na żywo"
Ks. Dariusz Oko był gościem programu "Tomasz Lis na żywo" Fot. http://www.tvp.pl/vod/audycje/publicystyka/tomasz-lis-na-zywo/wideo/25022013/9983739
Ksiądz Dariusz Oko, jeden z gości ostatniego programu "Tomasz Lis na żywo", w dyskusji o związkach partnerskich przytoczył dane mające świadczyć o tym, że homoseksualiści odpowiadają za plagę AIDS i stanowią niemal połowę pedofilów. Jego wypowiedź wywołała spore oburzenie. Słusznie – mówią eksperci – bo w swoich szacunkach ksiądz znacznie minął się z prawdą.

To miała być rozmowa o związkach partnerskich. I była, ale tylko przez chwilę. Szybko pojawiły się bowiem argumenty, które trudno uznać za zgodne z tematem. "Ten sam słownik mieli komuniści i marksiści, którzy mówili, że postęp jest nieodwracalny, a Kościół musi umrzeć. Około 60 proc. chorych na AIDS to są geje, około 40 proc. przypadków pedofilii to są geje. Te dane są przemilczane. Tak jak niektórzy twierdzą, że Kościół przemilczał pedofilię" – dowodził jeden z gości Tomasza Lisa, ksiądz Dariusz Oko, wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.



"Skąd ksiądz ma takie statystyki?" – dziwili się jego rozmówcy. No właśnie: skąd?

"Pederaści to pedofile"


W środowiskach prawicowych i konserwatywnych od lat powtarzany jest argument o wyjątkowych skłonnościach homoseksualistów do pedofilii. "Nasz Dziennik" pisał na przykład, że społeczność homoseksualistów jest odpowiedzialna za 33-50 proc. gwałtów dzieci, a nauczyciele o homoseksualnej orientacji molestują dzieci 12 razy częściej niż heteroseksualni. Takie dane krążą po prawicowych stronach, często z komentarzami typu "Pederaści to pedofile". Źródło? "Encyklopedia Białych Plam", której autorami są w większości wykładowcy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, m.in. prof. Jerzy Robert Nowak.

Czytaj także: Pedofilia to namiętność? "Społeczeństwo często nie rozróżnia pedofilii od czynu pedofilskiego" [wywiad]

Seksuolog Arkadiusz Bilejczyk mówi naTemat, że zarówno dane przytaczane przez księdza Oko, jak i te z "Encyklopedii Białych Plam", nie mogą być prawdziwe, bo po prostu nigdy nie przeprowadzono badań naukowych na ten temat.

– Zacznijmy od tego, że poważni naukowcy nie podjęliby się przeprowadzenia badań, bo to byłoby mieszanie dwóch zjawisk zupełnie od siebie niezależnych: homoseksualizmu i pedofilii. Podam podobny przykład. W żartach rasistowskich uważa się, że osoby czarnoskóre są mniej inteligentne od białych. Ale przecież żaden naukowiec nie będzie robił badań na ten temat. W przypadku pedofilii i homoseksualizmu takimi badaniami są zainteresowani tylko ci, którzy potem chcą to wykorzystać w sporach światopoglądowych – podkreśla.

Z czego więc wynika fakt, że od lat niektórzy łączą homoseksualizm z pedofilią i próbują uzasadniać swoje tezy liczbami? Zdaniem Bilejczyka problem tkwi w utożsamianiu homoseksualizmu z pederastią, co ma miejsce od kilkudziesięciu lat. – Moi starsi nauczyciele wspominali, że chodziło też o podobieństwo w brzmieniu słów: pedał, pederasta, pedofil. Z pederastią w klasycznym rozumieniu tego słowa mamy do czynienia wtedy, kiedy dojrzały mężczyzna upodobał sobie dojrzewającego chłopaka. Stąd wywodzi się pomyłka – dodaje seksuolog.

Warto również wspomnieć, że Polskie Towarzystwo Seksuologiczne (zrzesza około 200 lekarzy, psychologów i pedagogów) od siedmiu lat aktywnie walczy z poglądem, jaki zaprezentował ksiądz Dariusz Oko.

Stanowisko PTS z czerwca 2006 roku nie pozostawia wątpliwości: "Należy podkreślić, że homoseksualność nie implikuje żadnej szczególnej predyspozycji do zakazanego prawem wykorzystywania seksualnego dzieci. Znakomita większość przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci w Polsce jest popełniana przez heteroseksualnych mężczyzn i ma miejsce w rodzinie. (…) Przypisywanie [homoseksualistom] wyjątkowych skłonności jest domeną ludzi nieświadomych i niekompetentnych bądź też uprzedzonych".

Polskie Towarzystwo Seksuologiczne

Ze względu na fakt, że osoby homoseksualane stanowią w społeczeństwie mniejszość, przypadki wykorzystania seksualnego dzieci popełnianego przez te osoby stanowią proporcjonalną mniejszość w porównaniu do czynów popełnianych przez ludzi heteroseksualnych.


"Geje szerzą AIDS"

O ile pierwszego stwierdzenia księdza Oko o gejach pedofilach nie da się zderzyć z konkretnymi danymi, o tyle teza "geje to 60 proc. chorych na AIDS" podlega już łatwej weryfikacji. Najprościej sięgnąć po statystykę Państwowego Zakładu higieny (jednostka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego). Dowiadujemy się z niej, że od 2007 do 2011 roku 18 proc. zachorowań na AIDS spowodowanych było kontaktami homoseksualnymi, 22 proc. "ryzykownymi kontaktami heteroseksualnymi", a 41 proc. dożylnym wstrzykiwaniem narkotyków.


Ogółem, w okresie od 1985 roku do końca 2012 roku zakażenie HIV stwierdzono w Polsce u ponad 16 tys. osób – w tym nieco ponad tysiąc zaraziło się poprzez kontakt heteroseksualny, a 1,5 tys. poprzez "kontakt seksualny pomiędzy mężczyznami".

Agata Loewe
seksuolożka

Unikam używania statystyk w swoich wypowiedziach, bo mam poczucie, że te osoby, które powinny się badać, ostatecznie nie trafiają na badania. Problem jest, ale zarówno wśród oheteroseksualnych, jak i wśród homoseksualnych osób. Awypowiedź księdza była niewłaściwa głównie dlatego, że tworzy wrażenie, iż to osoby homoseksualne winne są pojawieniu się AIDS. A to nie jest prawda.

Agata Loewe, seksuolożka, współpracowniczka Krajowego Centrum ds. AIDS, podkreśla w rozmowie z naTemat, że zagrożenie wirusem rzeczywiście istnieje, ale wypowiedź księdza Oko stworzyła wrażenie, iż to homoseksualiści ponoszą winę za rozprzestrzenianie się AIDS. – Bardzo łatwo jest powiązać populację nieheteroseksualną z wirusem. Z punktu widzenia pewnych środowisk homoseksualność wiąże się z czynami niemoralnymi, więc automatycznie pojawia się kara w postaci HIV i AIDS. Wirus powoduje śmierć, więc metaforycznie jest karą za grzechy. – zaznacza.

Podobnego zdania jest Tomasz Szypuła, bloger NaTemat, członek Grupy Inicjatywnej ds. Związków partnerskich. – Nie chodzi o to, by się przerzucać danymi. Jedna i druga grupa nie stosuje się do pewnych zasad bezpieczeństwa seksu i to jest problem, a nie to, czy są to geje czy osoby hetero. Dla wirusa to nie ma żadnego znaczenia – stwierdza.

Uderzyć w związki partnerskie


Część komentatorów zwróciła uwagę, że statystyki podane przez księdza Oko nijak mają się do tematu związków partnerskich. Agata Loewe twierdzi wręcz, że służą wyłącznie jako "armata" wycelowana w tych, którzy są jeszcze niezdecydowani, a słysząc o pedofilach i chorych na AIDS łatwo wyrobią sobie zdanie na temat osób o innej orientacji.

Zobacz: Pielęgniarki w szkołach uczono, że homoseksualizm to patologia. Zamiast tego będą mówić o gender

– To jest metoda, którą stosowano w latach 80. w Ameryce, a mająca na celu dyskredytację gejów. Danych przytoczonych przez księdza nie da się jednoznacznie potwierdzić, a one służą tylko temu, by oczernić pewną grupę społeczną. Tylko proszę mi powiedzieć, co to ma wspólnego ze związkami partnerskimi? Z tym, że ludzie chcą tworzyć trwałe relacje, opiekować się ze sobą w zdrowiu i w chorobie. Nie rozumiem powodu sięgania po takie argumenty w tej dyskusji. Jest mi podwójnie przykro, bo mówi to przedstawiciel Kościoła, czyli instytucji, która mówi o niesieniu pomocy – potwierdza Tomasz Szypuła.
Trwa ładowanie komentarzy...