Po co nam Kiepscy, czyli 13. urodziny sitcomu

Kiepscy tym razem bardziej "serio". Fot. Grzegorz Gołębiowski
“Umarł odbiornik, niech żyje odbiornik”. Dziś mija 13 lat od kiedy został wyemitowany pierwszy odcinek „Świata według Kiepskich”. Prymitywny sitcom promujący chamstwo czy ikona popkultury pokazująca prawdziwy obraz Polaków? Przyglądamy się serialowi, z którym dorasta już kolejne pokolenie widzów.

Z badań przeprowadzonych w 2011 roku przez Nielsen Audience wynika, że „Świat według Kiepskich” cieszy się największym powodzeniem wśród mężczyzn powyżej 40 roku życia, posiadających podstawowe wykształcenie i zamieszkujących wsie i małe miasta. Nie dziwi to. W końcu sitcom jest łatwym w odbiorze serialem pokazującym w zabawny sposób życie prostych ludzi. Jednak pod powłoczką „chamskich żartów”, picia piwa Mocny Full i siedzenia w fotelu przed telewizorem musi być coś jeszcze, skoro była Minister Kultury- Izabela Cywińska przyznała się, że ogląda Kiepskich, nazywając serial współczesnym „Trans-atlantykiem” Gombrowicza.



Nadużycie? Nie koniecznie. - Często mówi się, że Kiepscy upowszechniają chamstwo, bylejakość. Nie jest to jednak prawda, oni nie propagują takiego stylu życia, oni go jedynie pokazują i z niego kpią. W „Świecie według Kiepskich” pokazane są jak w soczewce nasze narodowe wady, bohaterowie mówią wprost o współczesnym świecie przełamując stereotypy. W przekłamanym świecie poprawnych politycznie seriali pokazanie życia bez lukru jest wartością- mówi profesor Wiesław Godzic, miedioznawca. - Ten sitcom uczy nas, że dobry i szczęśliwy człowiek wcale nie musi być bogaty, a wyższe wykształcenie nie sprawia, że ktoś jest lepszy. W „Świecie według Kiepskich” obcujemy z ludową mądrością, gdzie rodzina jest najwyższą wartością, gdzie liczy się patriotyzm i tolerancja. Wbrew pozorom ten serial ma wiele walorów edukacyjnych.

„Świat według Kiepskich” to rzeczywiście fenomen. Jego bohaterowie są prości, ale tej prostoty się nie wstydzą. Widzowie serialu często podkreślają, że podoba im się, że mimo biedy rodzina Ferdka żyje godnie, nie podporządkowując się prawom konsumpcyjnego świata. Ubrany w satyryczny kostium serial jest tak naprawdę gorzkim komentarzem współczesności. „Świat według Kiepskich” daje oddech, o który trudno w plastikowych serialach takich jak „Przepis na życie” czy „M jak miłość”. Nie ma w nim udawania, aspirowania do wyższych klas i zakłamania. W świecie Kiepskich do problemów, tak poważnych jak bezrobocie, bieda, podchodzi się z humorem. Optymizm bijący z ekranu, to jeden z głównych walorów serialu docenianych przez widzów.

- Mam wrażenie, że udało nam się w Kiepskich pokazać to, czego inni wcześniej nie pokazywali. Moim zdaniem ten serial wychodzi daleko poza zwykłą rozrywkę. W kolejnych odcinkach staramy się odnieść do przemian społecznych jakie zachodzą w kraju. Śmiechem odreagowujemy to co nas dręczy, nasze lęki, słabości, problemy. Komentując aktualne wydarzenia niejednokrotnie wzbudzamy kontrowersję- mówi scenarzysta serialu, Aleksander Sobiszewski.

Nie można jednak przesadzać, sitcom ma po prostu bawić. - Wszystko zależy od tego kto to ogląda i co chce z tego wynieść. Jeśli tacy „Kiepscy” to może być kiepsko, bo dla nich to serial pokazujący, że można przeżyć życie na fotelu z piwem w ręku, przed telewizorem- mówi Godzic. Przyznaje mu rację scenarzysta - Oczywiście, są odcinki, których się wstydzę. Większość z nich powstała pod presją telewizji, która kazała nam pisać tak żeby się podobało. Sukces Kiepskich polega na tym, że udało nam się wyrwać komercji i pokazać prawdę. Bez ubarwiania.

Skąd biorą więc tematy? - Oczywiście z życia - mówi Soboszewski. - To co najważniejsze w tej pracy to umiejętność podglądania i podsłuchiwania, jako aktorzy mamy ją poniekąd wrodzoną. Pomaga nam to też w pisaniu. Nauczyłem się naśladować głosy aktorów grających w Kiepskich, nasze pisanie polega na tym, że ja odgrywam scenki w kuchni, a żona je zapisuje. Mamy przy tym niezłą zabawę -. Ku zaskoczeniu wielu, scenarzystami „Świata według Kiepskich” wcale nie są młodzi, zorientowani na sukces amatorzy telewizora, a była baletnica i aktor pantomimy. Pisanie to po prostu ich pasja.

Kiedy przełamiemy pierwsze opory i zaakceptujemy bekającego Ferdka i gderającą Halinkę, okazuję się, że pod tą dość niestrawną powierzchnią jest coś jeszcze. Dobrze widać to w odcinku, kiedy cała rodzina Kiepskich wpada w lustrzane odbicie i wychodzi z niego odmieniona. Halinka jest kulturalna, Walduś gra na skrzypcach a Ferdek jest profesorem. Nagle zamieniają się w ludzi jakimi nigdy nie chcieli być, na poziomie. Odcinek kończy się wtedy, kiedy Ferdek patrzy w lustro i dostrzega w nim swoje „stare” odbicie.

„Ferdek jest tu figurą błazna, który widzi więcej i ostrzej nie pomimo, lecz dzięki swojej pozornej głupocie. Każda szanująca się rodzina żyje sparaliżowana strachem, że mogłaby stać się Kiepskimi. Kiepscy takiej obawy nie mają i dzięki temu mogą mówić o społeczeństwie więcej i ciekawiej niż związani konwenansami bohaterowie „Magdy M.”. Komentuje w swoim artykule Mateusz Halawa.

Scenarzyści "Kiepskich" żonglują konwencjami wielokrotnie nawiązując do kultury wysokiej, chociażby w tytułach odcinków: „Szepty i krzyki”, „Aż poleje się krew” czy „Tożsamość Mariana”. Fenomen „Świata według Kiepskich” polega właśnie na możliwości odbierania go na wielu poziomach. Jest to egalitarna rozrywka, w której biorą udział ludzie ze wszystkich warstw społecznych. Nie dziwne więc, że mimo "złej prasy" od 13 lat przyciąga przed ekrany ponad 3 miliony widzów. "Umarł odbiornik, niech żyje odbiornik". Śmiech jest dla wszystkich.
Trwa ładowanie komentarzy...