Podwójne życie geja-kibola. "Zatłukliby mnie, gdyby wiedzieli"

Marek, [url=http://shutr.bz/18jjLWX]kibol i gej[/url] zarazem, opowiada nam o tym, jak żyje w strachu przed swoim środowiskiem
Marek, kibol i gej zarazem, opowiada nam o tym, jak żyje w strachu przed swoim środowiskiem Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta / shutterstock.com
Marek* jest kibolem. Dresiarzem. Nie wstydzi się tego, jak mówi – to nic złego. Wstydzi się za to czegoś innego – tego, że jest gejem. - Czasem nienawidzę siebie. Żyję w ciągłym strachu, że ktoś się dowie. W moim środowisku, gdyby się dowiedzieli, pewnie by mnie zatłukli na śmierć – opowiada mi 27-latek. Mówi też o życiu w strachu i o tym, jak trudno odciąć się od przyjaciół, nawet jeśli wiesz, że gdyby znali twoją orientację, to stałbyś się ich wrogiem.

Na pierwszy rzut oka, normalny facet. Ot, dresiarz, jakich pełno w całej Polsce. Na spotkanie ze mną przychodzi w krótkich sportowych spodenkach, bluzie i adidasach. Sportowa torba na ramieniu. - Po siłce jestem – rzuca krótko i przeprasza za to, że taki spocony. Gdyby nie to, że wiem, że jest homoseksualistą, nigdy bym nie pomyślał.

Jesteś, jak to się mówi, kibolem, chodzisz na mecze. Bijesz się z innymi kibicami?

Marek: Jak trzeba, to tak.

I z drugiej strony, jesteś gejem...

(zdenerwowany) Tak, chociaż nienawidzę tego słowa.

Poprosiłeś mnie o rozmowę, ale nie chcesz się ujawnić. Nie wolałbyś otwartego coming-outu?

Nie, nigdy. Nie wyobrażam sobie, żeby moi znajomi się dowiedzieli. To byłby koniec.

Koniec czego?

Na pewno naszej przyjaźni. A może i mojego zdrowia, życia, nie wiem. Nie wiem jak by zareagowali. Wolę nie sprawdzać.

A nie myślałeś o tym, żeby spróbować im powiedzieć? Tylko przyjaciołom? Jednemu chociaż?

Zastanawiałem się nad tym, ale strach jest silniejszy. Nie chcę, żeby się ode mnie odwrócili, a to i tak byłby najmniejszy problem. Jak by jeden się dowiedział, to wszyscy by wiedzieli.

Jaki byłby więc największy problem?

Pewnie nie miałbym życia na dzielnicy. Wyobraź sobie, że kumplujesz się z ludźmi od dzieciństwa, jeździsz z nimi na wakacje, męskie wyjazdy, wiesz. I nagle po dwudziestu paru latach mówisz im, że jesteś gejem, i to takim typowym kibolom. Zabiliby mnie, zatłukli na śmierć, gdyby się dowiedzieli. Nawet nie za to, że wolę facetów, ale oni przecież w gaciach przy mnie chodzili. A pedałów po prostu nie znoszą, więc pewnie co najmniej raz zgarnąłbym wp...ol.

Czy przyjaciele nie powinni akceptować Cię takiego, jakim jesteś?
...

Okej, rozumiem. To po co, czemu w ogóle się z nimi zadajesz? Skoro nie możesz przy nich być sobą?

Znamy się od przedszkola, po 20 lat. Jak się z kimś tyle znasz, cale życie wspierasz, wszystko robisz razem, to trudno tak nagle to wszystko zostawić. Razem kibicujemy, razem pijemy, a jak się coś popieprzy w pracy czy życiu prywatnym to kto pomoże, jak nie oni. Są częścią mojego życia.


Częścią, którą uwielbiasz i boisz się zarazem. Nie lepiej było np. Wyjechać?

Nie wiem, nie myślałem o tym. Tu jest moje miejsce.

To jak sobie z tym dajesz radę na co dzień? Przecież związek, seks, uczucia, to jedne z najważniejszych spraw w życiu, nie można ich tak po prostu ukrywać.

Można. A właściwie nie ukrywać, bo to nie jest tak, że ja się przed nimi ukrywam. Po prostu prowadzę dwa życia: jedno u siebie, tutaj, drugie takie zupełnie prywatne, z facetem. Oni nie pytają, nie podejrzewają, więc nie muszę się tłumaczyć ani nic. Wystarczy, że nie objawiam swojej orientacji, to nie jest trudne.

Oni się nigdy nie domyślali? Poza tym, jak to jest: po godzinach z kumplami stajesz się kimś innym?

Chyba się nie domyślali, przynajmniej nigdy temat nie wypłynął. I nie staję się nikim innym, jestem zawsze sobą. Chodzę na siłkę, ćwiczę, gram w kosza, ubrania noszę takie, jakie mi wygodnie. To nie jest tak, że na spotkania z kumplami idę ubrany inaczej, a na spotkanie z jakimś facetem inaczej. Zawsze jestem sobą, tylko przy ziomkach nie mogę ujawnić się w żaden sposób z pedalstwem. To nie jest trudne, bo znamy się wiele lat, więc o nich nigdy nie myślałem jako ewentualnych partnerach.

Mówisz: "pedalstwo", z jakąś taką pogardą w głosie...

Bo czasem tego nienawidzę. Teraz, jak ci o tym mówię, to tego nienawidzę.

Bo?

No k...a, bo mimo wszystko wiesz, cały czas strach jest. A jak się ktoś dowie, to co ja zrobię? Dokąd pójdę? O ile w ogóle bym to przeżył. Czasem patrzę w lustro i brzydzę się siebie. Gdybym wolał dziewczyny, to całe moje życie byłoby prostsze, zero stresów, byłbym normalny.

A czujesz się nienormalny? Bo trochę mówisz o homoseksualizmie, jak by to było coś złego.

Bo w moim środowisku to jest coś złego, to nie jest naturalne, zresztą co ja będę opowiadał, przecież ludzie wiedzą, jak jest. Wystarczy pójść na podwórko i posłuchać. Wiesz, jak oni rzucają te męskie żarty, o robieniu loda i tak dalej, to już teraz na mnie na szczęście nie robi wrażenia, chociaż parę lat temu to mi się wtedy rzygać chciało. Nauczyłem się nie zwracać na to uwagi, ale i tak czuję się taki no, k..., brakuje mi słowa...

Napiętnowany?

O, no, napiętnowany. To znaczy, jak temat schodzi na pedalstwo i oni zaczynają, jakie to obrzydliwe i tak dalej, no to wtedy czuję się gorszy. Tylko tego nie pokazuję.

Długo już prowadzisz takie podwójne życie? Kiedy sobie uświadomiłeś, że dziewczyny Cię nie kręcą?

Jak poszedłem do technikum, to były czasy, kiedy wszyscy zaczynali przygody z dziewczynami, pierwszy seks i tak dalej. A ja jakoś tak nie chciałem, ale że wychowywałem się w takim środowisku, to mi do głowy nie przyszło, że można inaczej. Że ja mógłbym inaczej. No więc, próbowałem chodzić na randki, spotykałem się z jakimiś dziewczynami, całowałem się z kilkoma, one mi wsadzały ręce w spodnie, ale nic się nie działo. Przestraszyłem się, że to nie tak coś z moim penisem. Poszedłem do lekarza, zrobiłem jakieś tam badania, w końcu miałem wizytę u takiego jakiegoś specjalisty, no i tam to wyszło na jaw.

To znaczy?

Nie chcę opowiadać, po prostu rozebrałem się i wyszło, ale nie chcę szczegółów, bo to żenujące i nie dopytuj. W każdym razie, powiedział wtedy, że chyba mam inny rodzaj problemu i że taki lekarz jak on, to tu nie pomoże, ale żebym się nie przejmował, bo to nic złego. Nie pamiętam, jak wróciłem do domu, nawet teraz mi adrenalina skacze. Wróciłem do domu, jeszcze wtedy do rodziców i się nap....liłem do nieprzytomności, bo co innego miałem zrobić, przecież nie mogło być tak, że jestem pedałem. Jak wstałem, to próbowałem oglądać pornosy, no i się okazało, że się gapię na facetów, a nie na laski.

I co potem?

Dużo piłem, żeby nie myśleć, to było dla mnie nie do zaakceptowania.

To jak to się stało, że dzisiaj o tym rozmawiamy?

Zacząłem szukać w internecie, czy można się z tego leczyć, jak to jest. Zacząłem wchodzić na fora, zobaczyłem, że takich ludzi jest dużo, niektórzy podobni do mnie, że dla nich to problem. Zacząłem gadać, pisać, raz, drugi, w końcu po chyba roku umówiłem się z facetem, który ze mną gadał.

Pierwsze spotkanie było trudne?

Trudne, to k...a, mało powiedziane. Zanim wyszedłem z domu wyrzygałem chyba wszystko, co zjadłem w ciągu tygodnia. Myślałem, k..., co ja robię, idę na spotkanie z facetem jak jakiś pedał, chciałem zrezygnować, ale już było za późno, no to idę, trudno, najwyżej ucieknę, nie wiem. Na początku gadaliśmy, potem było tak jeszcze parę razy, on mnie uspokajał, chociaż z początku w ogóle nie było gadki o pedałach. Rozumiał mój problem, wiesz, i tak już zostało potem, jakoś się potoczyło...

Dzisiaj nadal z nim jesteś? Jak łączysz takie życie na dwa fronty?

Tak, dalej się z nim widuję, być razem to brzmi okropnie pedalsko. Jakoś sobie radzę, to znaczy wiesz, spotykamy się tam, gdzie nikt nas nie może zobaczyć, bo on ma podobne środowisko, tylko klimat Bielany-Żoliborz.

Kumple nic nie podejrzewają?

Nie, co jakiś czas chodzę na randki z laskami i udaję, że zabieram je na noc.

Nie chcieliście stąd razem gdzieś uciekać z Twoim "kolegą", żyć normalnie?

Nie wiem, może kiedyś, chociaż mówiłem ci już, tu jest moje miejsce, miasto, klub, ludzie, no wszystko. Nawet jak bym chciał, to on musi pomagać swoim rodzicom, więc i tak nie możemy wyjechać.

Nie chcesz coming-outu, to po co poprosiłeś mnie o rozmowę? Żeby się wygadać?

Nie, od tego był internet. Ale jak ostatnio słuchałem żartów swoich kumpli, to pomyślałem, że pewnie nie ja jeden tak mam, że warto powiedzieć o tym głośniej, bo może ktoś dzięki temu się nie zabije.

A ty chciałeś popełnić samobójstwo przez to?

Na początku tak, chciałem. Nie mogłem żyć sam ze sobą. Tylko pamiętaj, że jak komuś coś powiesz o mnie, to Cię sam dojadę.

*prawdziwe dane do wiadomości redakcji
Trwa ładowanie komentarzy...