POPULARNE Amazon zamierza skopiować pomysł Polaka. Walka do ostatniego paczkomatu

Od pięciu lat walczy z nielegalnymi fotoradarami. Straż miejska mści się procesami za stalking i przejechanie ciągłej

Emil Rau od pięciu lat walczy z montowanymi wbrew przepisom fotoradarami
Emil Rau od pięciu lat walczy z montowanymi wbrew przepisom fotoradarami Fot. Emil Rau / Tomasz Stańczak / AG
3 procesy karne, 2 cywilne, 6 spraw o wykroczenia – to ostatni bilans wojny, jaką Emilowi Rau, znanemu jako "Pogromca Fotoradarów", wypowiedziały władze trzech gmin z województwa lubuskiego. Przez lata walczył z zamaskowanymi, podstępnie ukrytymi fotoradarami. Dziś, jak twierdzi, dla Straży Miejskiej nadszedł czas zemsty. – Co mi zarzucają? Na przykład "nadużywanie świateł drogowych" albo znieważenie funkcjonariusza słowami "dziady kalwaryjskie" – mówi w rozmowie z naTemat.

"Nie mam nic do fotoradarów, ale sprzeciwiam się łapankom, które polegają na ukrywaniu ich w krzakach" – to dewiza, która przyświeca Emilowi Rau w codziennej walce z nadużyciami Straży Miejskiej. Jego bronią jest kamera: jeździ po Polsce, szuka podstępnie zakamuflowanych fotoradarów, nagrywa, a potem film wrzuca do sieci. I tak od pięciu lat. – W wielu przypadkach udało mi się wymusić zmianę lokalizacji radaru, a nawet anulowanie wystawionego na podstawie zdjęcia mandatu. To mnie cieszy, mimo że spotykały mnie za to szykany – mówi naTemat.

Jak zostałem stalkerem

Z tymi "szykanami" pan Emil ma do czynienia właśnie teraz. Trzy gminy z województwa lubuskiego, Kargowa, Kożuchów i Nowe Miasteczko, zasypały go lawiną pozwów. Toczyło się albo wciąż toczy przeciwko niemu aż 11 spraw. O tym, czego dotyczą, pisze prof. Artur Mezglewski, prezes stowarzyszenia Prawo na Drodze: "Burmistrz miasta i gminy Kargowa oraz burmistrz miasta i gminy Nowe Miasteczko wytoczyli panu Emilowi powództwa cywilne o naruszenie dóbr osobistych. Za opublikowanie filmików na YouTube stawiających tamtejszą Straż Miejską w nie najlepszym świetle żądają zadośćuczynienia 10 tys. zł i przeproszenia na 1 lub 2 stronie lokalnej gazety i na 2-3 portalach".


Sami strażnicy miejscy też nie są łaskawi. Zarzucali "Łowcy Fotoradarów", że popełnił wykroczenie m.in. "umieszczając kamizelkę odblaskową na płocie poczty", "przestawiając fotoradar", "odmawiając wylegitymowania się" oraz "złośliwie niepokojąc" funkcjonariuszy. "Wszystkie sprawy o wykroczenia już się zakończyły. We wszystkich zapadły wyroki uniewinniające. Wyroki te są prawomocne" – zaznacza prof. Mezglewski.

Dla pana Emila szczególne są trzy sprawy z Kargowej (w dwóch został uniewinniony, jedna wciąż się toczy), gdzie bohaterami są dwie osoby: strażniczka miejska i pracownik firmy wynajmującej fotoradary. – Otóż najpierw, w styczniu tego roku, Straż zarzuciła mi, że nadużywałem świateł drogowych oraz przejechałem przez linię ciągłą przy skręcie w lewo. Katarzyna S., czyli strażniczka i Leszek W., czyli pracownik firmy, występowali jako świadkowie. Kiedy udowodniłem, że w moim samochodzie światła mijania zawsze się włączają przy otwieraniu drzwi, a linii ciągłej w ogóle tam nie było, sąd nie miał wątpliwości – opowiada.

– Na tym nie koniec. Potem Leszek W. zarzucił mi, że naruszyłem jego nietykalność cielesną (rzekomo popchnąłem go na fotoradar) i nękałem go podczas dokonywania pomiarów. Świadkiem w tej sprawie była, uwaga... Katarzyna S. Tutaj znów zostałem uniewinniony. No i w końcu ostatni proces, który wciąż się toczy. Tym razem pozywa mnie Katarzyna S., a świadkiem jest Leszek W.. Zarzuca mi, że potrąciłem ją samochodem, tyle że biegły na zlecenie prokuratury stwierdził, że "zaparkowany pojazd był w bezruchu". Jak widać, to ciągle teatr dwóch aktorów, tylko paragrafy się zmieniają.

Zły duch strażników

Rau przekonuje, że do stycznia tego roku nie miał podobnych problemów ze strażnikami. Nie wyszukiwali jego "przestępstw", nie ciągali po sądach. A biorąc pod uwagę, jak często interweniował i ilu internautów ogląda jego filmy, aż trudno dać wiarę, że dopiero teraz poszli na noże. – Rozumiem, że to może ich boleć. W końcu wytykam ich niekompetencję i to, ze zamiast troski o bezpieczeństwo preferują pompowanie kasy z mandatów do lokalnego budżetu – mówi.

"Niekompetencja" – to w tym przypadku słowo klucz. Bo działalność pana Emila nie polega na złośliwym utrudnianiu życia funkcjonariuszy, ale na rzetelnym wskazywaniu bezprawnych działań. – Każdy fotoradar ma swoją instrukcję obsługi, która mówi na przykład, że urządzenie nie może być ustawione w pobliżu metalowych przedmiotów, jak znak, płot czy reklama. Praktycznie w każdym badanym przypadku ten wymóg nie jest dochowany. Następna rzecz: radar nie może być rozstawiony przy urządzeniach zakłócających pole magnetyczne, np. przy skrzynkach tranzystorowych. To też szwankuje. Poza tym strażnicy nie poziomują go właściwie i nie ustawiają odpowiedniego kąta – wylicza.


Jak wygląda codzienna praca "Łowcy Fotoradarów"? Przede wszystkim wojnę ze źle ustawionymi fotoradarami prowadzi tylko "przy okazji": zawodowo prowadzi pralnie przemysłowe i sporo jeździ po Polsce. – 100 proc. mobilnych fotoradarów jest w moim zainteresowaniu, nie ważne czy jestem na Mazurach czy w województwie lubuskim. A że bywają lata, kiedy przejeżdżam 200 tys. kilometrów, to mam bardzo duże pole do obserwacji. Czasem ktoś mi też podsyła informacje, że tu i tu jest podejrzane urządzenie. Sprawdzam, nagrywam, a ludzie oglądają. Moje filmy mają już 10 milionów odsłon – podkreśla.

O sukcesie jego pomysłu świadczy też fakt, że coraz więcej osób inspiruje się zamieszczanymi na YouTube filmami. Dzwonią, pytają o radę, w końcu także sami dokumentują przypadki cwaniactwa strażników stawiających fotoradary. – Wyrobiłem sobie też znajomości w samej straży. Dostaję czasem grafikę ze schematem planów rozmieszczenia fotoradarów. Dochodzi do sytuacji, że na miejscu jestem wcześniej niż oni – śmieje się pan Emil.

"Rozpalić ognisko wiedzy!"

Czy 11 procesów z trzema gminami zahamuje jego działalność? Na to pytanie też reaguje śmiechem. Jak mówi, jest wręcz przeciwnie - to dodatkowy bodziec do pracy. – Tym sposobem tylko dolali benzyny do ogniska wiedzy, które coraz bardziej się rozpala. Im więcej takich przypadków, tym częściej ludzie będą się interesowali działalnością strażników, instrukcjami fotoradarów. Nie dajmy sobie wmówić, że mandaty wystawiają ze względu na bezpieczeństwo. Po prostu poprawiają budżety samorządów. Jeśli zmienilibyśmy przepisy i te pieniądze spływałyby do kasy państwa, zaraz okazałoby się, że "Łowca Fotoradarów" nie ma nic do roboty. I tego sobie życzę – stwierdza.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Straż MiejskaPrawoFotoradary
Skomentuj