Tylko świnie siedzą na polskim filmie w kinie

1 kwietnia ( i to nie był żart prima aprilisowy) „przyznano po raz pierwszy Węże- polskie Złote Maliny dla najgorszych filmów minionego roku. Tytuł Wielkiego Węża 2011 roku dostał "Wyjazd integracyjny" Przemysława Angermana. W poszczególnych kategoriach rekordzistą była superprodukcja "1920 Bitwa Warszawska".

Za najgorszego aktora uznano Pawła Małaszyńskiego i jego rolę w filmie "Weekend", a za najgorszą aktorkę Nataszę Urbańską w "1920 Bitwa Warszawska".



1920 Bitwa Warszawska uznano też za najgorszy film w 3D. Ta ostatnia kategoria to humorystyczne spojrzenie członków akademii na próby nadążania naszej kinematografii za światowymi trendami- skomentowali organizatorzy konkursu.” (Informacja skopiowana z portalu Gazety Wyborczej)

Nie zostałem wymieniony z nazwiska w liście nominowanych, ale to właśnie ja zaproponowałem żeby Bitwę Warszawską zrealizować w technologii 3D. Zrobiłem to nie ze względu na próby nadążania za światowymi trendami, bo technologia 3D żadnym trendem nie jest. Jest nową technologią realizacji filmów innymi słowy nowym środkiem wyrazu w realizacji filmów (takim samym jak kiedyś dźwięk i kolor), który powszechnie jest używany na świecie i to w dodatku przez takich twórców Scorsese, Tim Burton, Ridley Scott czy James Cameron. Pewnie nie zrealizowaliby oni swoich filmów w 3D gdyby w porę ich ostrzegł Pan Varga członek Akademii Węży „ Dla mnie 3D to ślepa uliczka kina, osobliwie kina polskiego. Więcej, jak dla mnie 3D nie ma żadnej przyszłości”.

Ja uważam inaczej i robię wszystko (warsztaty Film Spring Open), aby polska kinematografia jak najszybciej wdrożyła tą błyskawicznie rozwijającą się na całym świecie technologię. Chociażby dlatego aby w erze multipleksów widz wśród wielu filmów 3D tam wyświetlanych wybrał Polski film, który zrealizowany jest w tej technice. Akademia jest przeciwna temu, aby polscy filmowcy podążali za światowymi trendami.
Okazuje się, że dla Członków Akademii, którzy oczywiście nie kopiują i nie powielają wzorców światowych nazywając siebie właśnie Akademią i tworząc w Polsce „oryginalną” ideę Złotych Węży. Robią to ponoć dlatego aby nie tylko wyśmiewać „Piętnujemy wtopy, licząc, że dzięki temu w Polsce będą powstawały coraz lepsze dzieła.”- Cytat Pana Śmiałkowskiego”.

My filmowcy też tak chcemy i chcemy mieć poczucie, że oceniani nawet krytycznie istnieje nadrzędność celu zarówno filmowców jak i dziennikarzy piszących o filmie, której efektem jest właśnie to, o czym pisze Pan Śmiałowski, „że dzięki temu w Polsce będą powstawały coraz lepsze dzieła”.

Dlatego właśnie moi współpracownicy i ja osobiście chcemy się dowiedzieć od Akademii Węży (Gratuluje nazwy w USA są to ironiczne Maliny u nas jednoznaczne Węże), dlaczego moja i ich praca została oceniona tak negatywnie.

Tym bardziej, że w większości recenzji opublikowanych po filmie ta część pracy -wizualna strona filmu i jej składowa, jaką jest technologia 3D otrzymała pozytywne opinie. Ja chciałbym zrozumieć, co się kryje w zdaniu NAJGORSZY FILM 3D: "1920. Bitwa warszawska" Każdy wie o tym, że film 3D ma także wersję 2D. Czyli jak wynika z oceny 70 członków Akademii wersja 2D jest lepsza niż ta zrealizowana w 3D?

W komunikacie Akademii nie ma żadnej merytorycznej (czy nawet ironicznej uwagi) dotyczącej tej wymyślonej przez organizatorów i ocenionej negatywnie kategorii. W dodatku kategorii, której tytuł uległ zmianie. W nominacjach była mowa o „Najgorszym pierwszym polskim filmie w 3D”, po czym tytuł tej nominacji już w momencie odczytania decyzji zamienił się na „Najgorszy film w 3D”. Czyli, na co głosowało 70-ciu członków Akademii na pierwszy polski film w 3D czy na najgorszy film 3D w ogóle. Ciekawy jestem w stosunku, do jakich innych polskich filmów 3D pokazywany na ekranach nasz film jest gorszy. Czy może ta szczególna kategoria jest konkurencją światową?

Miesiąc temu ekipa operatorska z Filmu Bitwa w sumie 11 osób zakończyła z sukcesem (terminowo i wysoko ocenione) zdjęcia do wysoko nakładowego filmu niemieckiego. Młodzi ludzie, którzy technologii 3D uczyli się na warsztatach Film Spring Open zostali zaangażowani przez producenta i reżysera po projekcji filmu „Bitwa Warszawska 1920”. W Niemczech kraju przodującego w technologiach filmowych, produkującego najlepsze w Europie Rigi 3D i systemy postprodukcyjne Reżyser i Producenci doszli do wniosku po projekcji filmu Bitwa Warszawska, że polska ekipa daje im gwarancje wysokiej technicznej i artystycznej, jakości filmu, który chcą zrealizować w technologii 3D. Muszę dodać, że nie był to pierwszy niemiecki film 3D, więc nasza tak liczna obecność była trudnym wyzwaniem dla publicznych niemieckich pieniędzy wydawanych dla produkcji tego filmu („Vermessung der Welt”).

Każdy ma prawo do krytyki i widz swoją opinię wyraża w postaci kredytu, który daje nam filmowcom kupując bilet na określony film. Recenzent filmowy powinien mu w tym pomóc, ale także pomóc w tym (przynajmniej mnie się tak wydaje), aby polskie kino się rozwijało. Ale żeby tak się stało to recenzent filmu powinien się znać na tym, o czym pisze. Tadeusz Sobolewski, który w recenzji Bitwy napisał parę komplementów na temat mojej pracy przy tym filmie (dziękuję!) Napisał także, że „żywe postacie zamieniają się w marionetki w dodatku pomniejszone jak w Fotoplastykonie”. Krytyk filmowy powinien wiedzieć, że efekt pomniejszania w technologii 3D wynika z stosunku wielkości ekranu do głębokości widowni. Czym dalej siedzisz tym bardziej ten efekt się nasila. Niestety ten błąd (i nie tylko ten) związany jest ze stanem polskich kin z jasnością ich projektorów i wspomnianych powyżej proporcji sal kinowych. Każdy dobry film obojętnie czy w technologii 2D czy 3D będzie odebrany źle, jeżeli jakość projekcji będzie niedobra.

Na filmie, w którym członkowie Akademii anonsują swój wybór w kategorii „Najgorszy film 3D” Pan Piotr Kędzierski wyginając się i podskakując mówi coś takiego Szyc jak Szyc trattatta, Urbańska dadadada i ta scena na koniu ona na dole on u góry, wrócę nie wrócisz do teatru wrócił Buffo. Ani słowa o 3D ani słowa nawet zabawnego uzasadnienia odnoszącego się do tytułu nominacji.

Członkowie Akademii liczą, że dzięki ich nagrodzie w Polsce będą powstawały coraz lepsze dzieła i w związku z tym postanowili przyznać Nataszy Urbańskiej aż trzy nagrody.

Jakoś nikt nie zauważył, że jej występ był debiutem aktorskim. Natasza jest piosenkarką także tancerką, ale nigdy nie występowała przed kamerą. Ja mam oczywiście inne zdanie niż członkowie Akademii na temat jej roli, ale oczywiście każdy ma swój gust. Mógłbym zrozumieć (chodź się z tym nie zgadzam) gdyby otrzymała z powodu troski członków Akademii o polskie kino jedno negatywne wyróżnienie. Ale tego było członkom akademii za mało trzeba było ją obrzucić błotem trzy razy i to w dodatku jedno z tych wyróżnień brzmi „za najbardziej żenującą scenę”. Co ma piernik do wiatraka? To nie aktor buduje i komponuje scenę. Aktor w niej występuje (gra) jest jednym z jej składowych. Krytyk filmowy, który nie rozróżnia podstaw gramatyki filmowej nie powinien się parać tym zawodem a tym bardziej oceniać innych.

Jak zobaczyłem Irene Jacob po raz pierwszy na planie filmowym od razu wiedziałem, że ten świat jest nie dla niej. Była przeciwieństwem odpornej na wszystko Juliette Binoche. Nadwrażliwa, nieodporna na krytykę arogancję filmowego świata. Czas potwierdził moje obawy. Już mało słyszymy o tej wybitnej aktorce.
Poziom waszej empatii do debiutujących młodych aktorów i innych młodych twórców po lekturze waszego werdyktu bez wątpliwości spowoduje, „że dzięki temu w Polsce będą powstawały coraz lepsze dzieła”.

Złote Maliny są nagrodą, która powstała w krainie wielkich pieniędzy. W kraju, w którym kinematografia jest dochodową częścią gospodarki. U nas w Polsce gdzie tak trudno sfinansować film ten czarny PR spowoduje, że jeszcze więcej naszej widowni odwróci się od polskiego kina. Zrobi to niewątpliwie, gdy przeczyta recenzję gdzie porównuje się jakikolwiek film do nowotworu złośliwego. Filmu nie widziałem i oglądać nie mam zamiaru, ale przecież tytuł tego filmu jest jego najlepszą recenzją. Tutaj nikt niczego nie kamufluje. Widz prawdopodobnie dostaje to, czego po tym tytule oczekuje. Więc czego oczekiwał Pan Raczek idąc na ten film? Finezji?

Ja wiem, jaka będzie odpowiedź: Z obowiązku recenzenckiego. Ale ten obowiązek nakazuje także obiektywność i równowagę. Więc jeżeli bezwzględnie atakujemy polski film, który tak nam bardzo się nie podoba to, czemu Recenzent nie używa takiego samego języka i agresji w stosunku do filmów studyjnych. Dlaczego dużo bardziej waży słowa? W USA powstaje 5000 filmów, z czego większość to zdecydowane śmieci. My oglądamy zaledwie cząstkę tych produkcji. W dodatku te filmy są zrealizowane za setki milionów i kręcone są miesiącami. Nasi recenzenci bez wahania i często agresywnie porównują te w końcu wyselekcjonowane filmy studyjne z ich polskimi odpowiednikami, które są realizowane za dużo, dużo mniejsze pieniądze a czas zdjęciowy to 3-5 tygodni.
Film Jerzego Hoffmana zobaczyło ponad 1 700 000 widzów. Są to często widzowie, którzy w ogóle nie chodzą do kina, ale na film Hoffmana pójdą. Podoba im się jak i o czym Hoffman im opowiada. W wielu komentarzach recenzentów filmowych pobrzmiewała nutka ubolewania, że tak wielu dało się nabrać. Akademii tak się nie podoba sukces frekwencyjny filmu Hoffmana i innych polskich filmów, że już ogłaszają kolejną edycje „wspomagania” mianowicie chcą wybrać najgorszy polski film wszechczasów.

Ja znam waszą linię obrony. Przecież wy popieracie to, co dobre. Piszecie także dobre recenzje. Statystki wskazują, że recenzje mają dużo mniejszy wpływ na wybór widza i są rzadko czytane. Tymczasem 1 kwietnia Google news poinformowało, że wasz werdykt był najczęściej czytaną wiadomością. Więc ten czarny PR odniósł oczekiwany przez was skutek. Przeciętny widz nie będzie się zastanawiał przed wyborem w multipleksie. Potencjalny sponsor długo będzie myślał czy wiązać nazwę swojej firmy z jakąkolwiek polską produkcją. Wygląda na to, że wasz cel, czyli „wspomaganie” został osiągnięty. Widz mając do wyboru film polski albo studyjny nie będzie miał wątpliwości, który wybrać. Tym bardziej, że nie jest w stanie skonfrontować wasz werdykt z filmami, bo już ich dawno na ekranach nie ma. Innymi słowy wasze „wspomaganie” powoduje, że potencjalne pieniądze z biletów (pieniądze także na przyszłe polskie produkcje) jak zwykle odpłyną w wiadomym kierunku. Danny De Vito przez lata robił komedyjki których nikt nie oglądał poza bardzo specyficzną publicznością amerykańską. Dorobił się na tych filmach tyle pieniędzy, że bez problemu niepokoju mógł zainwestować paręset tysięcy dolarów w dziwaka, który się nazwa Tarantino.

Szanowana Akademio mam pomysł, aby waszą akcję uczynić jeszcze bardziej skuteczną. Proponuję wasze wężowe logo opatrzyć sloganem reklamowym. „Tylko świnie siedzą na polskim filmie w kinie”

Sławomir Idziak

PS. Zdziwiło mnie, że na filmie, w którym członkowie akademii ogłaszają swój werdykt głos zabrał Dyrektor Festiwalu w Gdyni Pan Michał Chaciński. Celem Festiwalu w Gdyni jest promocja polskiego filmu. Dyrektor Festiwalu, który promuje swoim wystąpieniem tak wątpliwą z punktu interesu polskiego kina inicjatywę? Chętnie skorzystam z zaproszenia pana Dyrektora, aby skonfrontować moje poglądy z Panem i innymi zainteresowanymi dziennikarzami.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Kino
Trwa ładowanie komentarzy...