Lipoxine. Demaskujemy wielką ściemę na odchudzanie. Sanepid rozpoczyna śledztwo

"Najbardziej polecany produkt w Polsce" – czytamy w internecie o nowym suplemencie Lipoxine. Sądząc po komentarzach - preparat na odchudzanie pomaga setkom nastolatek. Tymczasem to wszystko oszustwo. Lekarze, którzy polecają preparat nie istniejeją, komentarze są zapewne kupione, spółka jest zarejestrowana na Wyspach Marshalla, czyli egzotycznym raju podatkowym, a eksperci odradzają zażywanie. Sanepid dzięki naTemat sprawdził, że Lipoxine jest sprzedawany nielegalnie i powiadomił policję. Wiele wskazuje, że stoi za tym "młody milioner" Piotr Kaszubski.

Czytelniczka naTemat szukała skutecznego lekarstwa na otyłość. Jak pisze, próbowała już wszystkiego i stąd jej zainteresowanie "chemią". Któregoś razu w serwisie Wirtualnej Polski (który darzy zaufaniem) natrafiła na artykuł o nowej metodzie odchudzania. – Pomyślałam, że skoro redakcja się pod tym podpisuje, to środek musi być sprawdzony – pisze nasza czytelniczka, która zamówiła Lipoxine.


Pani Iwona po kilku dniach dostała preparat. Zdecydowała się jednak go nie używać. - Wyrzuciłam go do kosza - napisała nam w mailu. Dlaczego? Ze względu na skład "Lipoxine". Tajemniczy nawet dla specjalistów.

Niektóre składniki preparatu

Witamina C, chrom, ekstrakt z indonezyjskiej rośliny Garcinia Cambogia oraz tajemniczy składnik: alfaX412.


O ile niektóre ze składników stosuje się jako suplementy diety (choć nie wykazują szczególnych efektów), to ostatni składnik jest zagadką nawet dla znawców tematu. – Nie mam pojęcia co to jest. To może być wszystko tak naprawdę, nawet glukoza. Ja ze swojej strony nie znając składnika, nikomu nie polecałbym stosowania takiego preparatu – mówi Maciej Kuśmider z Centrum Leczenia Otyłości. Na naszą prośbę przeanalizował on skład "suplementu".

Najbardziej podkreślaną zaletą suplementu, jest rzekome zastosowanie metody "transbłonowego odchudzania", mającej nawiązywać od odkrycia ubiegłorocznych laureatów nagrody Nobla. "Kuracja Lipoxine wykorzystuje ich odkrycia" – czytamy na stronie.

– To jest bardzo dziwna historia. Ta nagroda była za coś zupełnie innego... – stwierdza mój rozmówca. Jego zdaniem, podłączanie się pod osiągnięcia noblistów, jest wielkim nadużyciem. – Ci trzej naukowcy mają bardzo duże zasługi w wyjaśnieniu transportu, ale wewnątrzkomórkowego. Słowo "transbłonowe" natomiast mówi o zjawisku, które zachodziłoby między komórkami, przez błonę komórkową – wyjaśnia Kuśmider, który nie zostawia suchej nitki na mitach wypisanych na stronie sprzedawcy.


To dopiero początek
A to jedynie wierzchołek góry wątpliwości związanych z podejrzanym preparatem.

Rzeczywiście, w dziale kobiecym WP.pl znajduje się wywiad z dr Marią Waldorf, podpisaną jako "dietetyk nanobiologiczny". Postanowiliśmy sprawdzić, kim jest dr. Waldorf i gdzie można ją znaleźć.

Szybko okazało się, że "lekarka" właściwie nie istnieje w wyszukiwarce Google, poza artykułami dotyczącymi Lipoxine. Co innego, jeśli chodzi o jej wizerunek. Szybko okazuje się bowiem, że zdjęcie "dr Waldorf" firmuje także środek rehabilitacji, portal dla matek, czy stronę dotyczącą cukrzycy. Zdjęcie to pochodzi bowiem z agencji sprzedającej fotografie.


Skontaktowaliśmy się z Naczelną Izbą Lekarską, aby sprawdzić, czy "specjalistka" zachwalająca nieznany dotąd preparat Lipoxine jest przynajmniej prawdziwą lekarką. – Pani Maria Waldorf nie figuruje w Centralnym Rejestrze Lekarzy, więc nie wykonuje zawodu lekarza – mówi naTemat Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy NIL. Oznacza to nic innego, jak to, że taki lekarz w Polsce nie istnieje. Jednak nie tylko dr Waldorf jest wytworem wyobraźni marketingowców. – Specjalizacja "dietetyk nanobiologiczny" nie jest specjalizacją lekarską, a stopień naukowy zdobywany przez lekarzy i lekarzy dentystów to doktor nauk medycznych – ostrzega Katarzyna Strzałkowska.

Fałszywe wywiady
Katarzyna Halicka z zespołu PR Wirtualnej Polski tłumaczy, że wywiad, w którym wypowiadała się nieistniejąca lekarka był artykułem sponsorowanym, odpowiednio i wyraźnie oznaczonym, który jest jedną z form promocji dostępną w ramach oferty reklamowej serwisu. – Klient wykupił kampanię w serwisach należących do WP i jej emisja odbywa się zgodnie ze złożonym zamówieniem – mówi Halicka.

Okazuje się, że producent preparatu nie poprzestał jedynie na Wirtualnej Polsce. Bliźniaczy wywiad reklamujący Lipoxine ukazał się również na portalu Onet. O ile osoba prowadząca rozmowę jest ta sama (Ewa Chotomska), tym razem dietetykiem nanobiologicznym jest niejaka Wiesława Romańska. Zaskoczenia nie ma, schemat jest ten sam. – Szanowny panie redaktorze, pani Wiesława Romańska również nie figuruje w Centralnym Rejestrze Lekarzy – słyszę od rzeczniczki Naczelnej Izby Lekarskiej.

Co ciekawe, w wywiadzie zamieszczono identyczne zdjęcie, co w poprzednim. Jakby tego było mało, podpisano je także nazwiskiem dr Waldorf.


Rzecznik prasowy Onetu wyjaśnia, że wywiad był "materiałem sponsorowanym", a w tym wypadku za treści odpowiada reklamodawca. – My nie jesteśmy uprawnieni do dokonywania oceny, nie mamy wystarczającej wiedzy faktycznej i naukowej w tym zakresie. Ponosimy odpowiedzialność wyłącznie w przypadku oczywistego naruszenia prawa (w tym zakazu nieuczciwej konkurencji) – mówi Anna Nawrocka-Tełewiak.

Fikcja stała się rzeczywistością
I choć wywiady były wytworem czyjejś wyobraźni, na forach internetowych zaczęły pojawiać się wpisy, które wydają się być dalszą częścią kampanii reklamowej. W sieci można znaleźć dziesiątki postów zachwalających sam produkt. Wszystkie wyglądają jak efekt marketingu szeptanego.
Megii34
Wpis na forum internetowym z dnia 17.02.2014

Cześć Dzewiczyny! Ja korzystałam z produktu Lipoxine - kupiłam po zobaczeniu artykułu na onecie o Lipoxine, skoro taki powazny portal pisał o produkcie, na pewno kolokwialnie mówiąc gównem to być nie mogło. CZYTAJ WIĘCEJ


Producentowi udało się dzięki wydaniu kilku tysięcy złotych osiągnąć pożądany efekt. Na hasło "Lipoxine" pierwsza strona wyszukiwarki Google to kupione artykuły, kupione komentarze i kupione fora. Pełna kontrola nad przekazem.

Lipoxine budził w nas coraz większe wątpliwości. Jako że w Polsce nie ma większego problemu, aby zarejestrować dowolny suplement, zadzwoniliśmy do Głównego Inspektoratu sanitarnego aby dowiedzieć się więcej na temat Lipoxinu – na opakowaniu informuje, że jest to suplement. Okazało się, że rzecznik prasowy GIS-u Jan Bondar dowiedział się o jego istnieniu dopiero od nas i potrzebował chwili na sprawdzenie, z czym ma do czynienia.

– Tegu suplementu nie ma w rejestrze – słyszę po chwili. – Sprzedaż żywności i suplementu bez rejestracji zakładu i powiadomienia, w zależności od skali procederu jest zagrożone karą od roku do trzech lat więzienia. W ciągu najbliższych godzin powiadomię w tej sprawie policję oraz wyślemy pismo do naszych komórek terenowych, aby zwracali uwagę na ten produkt – mówi Bondar.

Rzecznik twierdzi również, że kłopoty może mieć nie tylko osoba, która sprzedaje na polskim rynku Lipoxin, ale także portale, na łamach których ukazały się reklamy zakazanych produktów. – Z prawnego punktu widzenia też należałoby się zastanowić, czy ten czy inny portal czy osoba, która reklamuje produkt nielegalny na naszym rynku, nie powinna spotkać się z jakąś odpowiedzialnością – mówi Bondar.

W środku opakowania nie znajdowała się też żadna Certyfikacja, ani też szczegółowa ulotka. W środku nie ma żadnej ulotki, więc na temat produktu mogę przeczytać jedynie szczątkowe informacje zamieszczone na opakowaniu. Druga wpadka. CZYTAJ WIĘCEJ


cytat z bloga naninka.wordpress.com

Mój rozmówca dodaje także, że gdyby lekarze reklamujący suplement okazali się być prawdziwym postaciami, spotkałoby ich postępowanie zawodowe przed izbą lekarską, gdyż jest to zabronione. – Żaden lekarz nie powinien reklamować suplementu – dodaje. Jak już wiemy, w powyższych wywiadach żaden lekarz go nie reklamuje – to tylko stockowe zdjęcia.

Kto za tym wszystkim stoi?
Marketingowe kłamstwo okazało się być dobrze zaprojektowanym mechanizmem, w który prawie wszyscy uwierzyli.

Kto za tym wszystkim stoi? Z regulaminu, dostępnego na stronie Lipoxine, dowiadujemy się, że stroną sprzedającą produkt jest spółka Hamiltons Group Limited, zarejestrowana w Republice Wysp Marshalla, innymi słowy, w "raju podatkowym".

Jednak w momencie dokonywania płatności okazuje się, że wpłacane środki trafiają do WPD LLC, czyli Whitetime Professional Distribution LLC 16192 Coastal Highway, Lewes. To ta sama firma, która widnieje w stopce strony whitetime.pl, należącej do Piotra Kaszubskiego. Kilka miesięcy temu pisaliśmy w naTemat o tym, że stosowanie preparatu wybielającego zęby może być niebezpieczne dla zdrowia. Ustaliliśmy także, że to właśnie WPD LLC było firmą, która zapłaciła za sponsorowane artykuły.

Udało nam się dotrzeć do osób, które potwierdziły, że to właśnie Piotr Kaszubski stoi za suplementem. Nie chce jednak się do tego oficjalnie przyznawać właśnie ze względu na zamieszanie, jakie powstało wokół jego osoby przy okazji afery z preparatem WhiteTime.

"Młody milioner" kilka tygodni temu zgłaszał się do naszych informatorów z propozycją promowanie swojego nowego produktu o nazwie Lipoxine. Większość z nich jednak nie zgodziła się na udział w projekcie, ale potwierdza, że taka propozycja padła. – Wolę o tym nie mówić, nie chcę mieć problemów ze strony Kaszubskiego – stwierdza mój rozmówca.

Jednak z tego, co udało nam się ustalić, to jedynie Piotr Kaszubski powinien mieć powody do obaw. Jeśli bowiem nasze doniesienia zostaną potwierdzone przez policję, Kaszubskiemu mogą grozić nawet trzy lata więzienia za sprzedaż suplementów niezgodną z prawem. Choć musimy też zauważyć gorzko: Kaszubskiemu, jeśli to on stoi za Lipoxine nie grozi nic. Już widzimy, jak polskiej policji udaje się ustalić kto zarejestrował firmę w raju podatkowym.

------
Już po publikacji naszego tekstu artykuły sponsorowane z WP.pl oraz Onet.pl zniknęły. Podobnie stało się z oficjalną stroną Lipoxine.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
UrodaBiznesPiotr KaszubskiPrawoDietyZdrowie
Skomentuj