Grupa naTemat

Nowy spin doktor w polityce. Dobrowolski o sobie: Mówią, że jestem cynikiem

Dick Dobrowolski - doradca do spraw wizerunku
Dick Dobrowolski - doradca do spraw wizerunku
Twierdzi, że polityka to po prostu entertainment, a politycy to aktorzy, którzy potrzebują dobrego reżysera. Kontrowersyjny spin doctor Dick Dobrowolski w wywiadzie odkrywa kilka swoich tajemnic.

Pokazałem kilku osobom film promocyjny, który zamieścił Pan w sieci. Wywołuje, delikatnie rzecz ujmując, dość skrajne reakcje...
Dick Dobrowolski: Niezmiernie mnie to cieszy, całe swoje życie pracowałem na to, żeby budzić skrajne emocje i wywoływać kontrowersje. Wszyscy wiemy, że pozytywne emocje, ciepły wizerunek są nudne zarówno dla mnie jak i moich odbiorców. Zresztą uważam, że mój niejednoznaczny charakter to atut sam w sobie. Niedawno współpracowałem z prezesem dużej korporacji, który nie ukrywał, że zgłosił się do mnie właśnie dlatego, że cieszę się opinią osoby pozbawionej skrupułów. Uznał, że właśnie kogoś takiego potrzebuje.

Co ma Pan w sobie wyjątkowego? Dlaczego to właśnie Panu mieliby zaufać polscy politycy?

Dick Dobrowolski: Ja nie muszę porównywać się do innych. Jestem po prostu wyjątkowy, taki się urodziłem (śmiech). Ale tak na poważnie - chodzi o to, że jestem całkowicie szczery w tym co robię, nie opowiadam bajek, nikomu nie muszę się podlizywać, po prostu mówię to, co myślę. Przypomina mi się pewna kampania wyborcza w USA, w której byłem głównym doradcą znanego amerykańskiego senatora z Południa. Odbywaliśmy jakiś ważny business meeting na którym inny senator cały czas opowiadał jak ważna w polityce jest etyka. Nie wytrzymałem, musiałem powiedzieć, że opowiada głupoty!

Pierwszy film Dicka Dobrowolskiego


Jaka była reakcja na Pana słowa?
Dick Dobrowolski: Żywa, w końcu, bo zapowiadało się, że pośniemy tam z nudów. Jedni twierdzili, że jestem ograniczonym, pewnym siebie cynikiem, inni gratulowali mi wystąpienia. To wszystko jest simple - ludzie kochają szczerość, szczególnie tą w najprostszym wydaniu. A ja im ją daję.

Mógłby Pan odsłonić kilka szczegółów ze swojego życia?

Dick Dobrowolski: Hi, Jestem Dick i robię spin, wystarczy? (śmiech) Jestem Polakiem, urodziłem się w Polsce, ale będąc dzieckiem wyjechałem z rodzicami do Stanów. To tam spędziłem młodość, zacząłem dorosłe życie. Zdobyłem dyplom z zakresu marketingu politycznego na Uniwersytecie w Wisconsin. Poznałem żonę, założyłem rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza, to dla niej robię to, co robię.

Wspomniał Pan o swoich doświadczeniach ze Stanów...

Dick Dobrowolski: Doświadczenie zdobywałem podczas kilkunastu kampanii. Byłem zarówno doradcą politycznym senatorów, jak i szefem całych sztabów wyborczych. Tworząc i realizując strategie wiele widziałem. Czarna propaganda, inwektywy, insynuacje, negative ads i przede wszystkim wielkie pieniądze. W Stanach ludzie już dawno zrozumieli, że obrzucanie przeciwnika błotem to skuteczna metoda prowadząca do zwycięstwa. A ja doskonale wiem, jak obrzucić błotem konkurencję polityczną tak, by przyschło. (śmiech)

Dlaczego zdecydował się Pan na powrót do Polski?

Dick Dobrowolski: Polska polityka potrzebuje specjalisty od marketingu politycznego z prawdziwego zdarzenia, so here I am. Kocham to miejsce, tutaj jest tyle kolorów tylko niewielu je widzi. Jestem tu po to, żeby je odsłonić. Prawdę mówiąc, polskim politykom brakuje stylu. Wciąż zbyt często brną w jakieś miałkie debaty, zamiast kreować własne opowieści. No może nie wszyscy, bo jest w Polsce kilku polityków, którzy robią dobry spin i całkiem nieźle opanowali sztukę generowania tematów zastępczych, ale wciąż w tej kwestii pozostaje jeszcze naprawdę dużo do zrobienia. Na pewno nie przyjechałem, aby uczyć polskich polityków uczciwości i rzetelności. Chcę ich uczyć, jak zdobywać i utrzymywać władzę. To, czy ją później wykorzystają dla dobra obywateli, czy też przeciwko nim, prawdę mówiąc, w ogóle mnie nie obchodzi.

Pojawia się Pan w istotnym momencie dla polskiej polityki, przed nami wybory do Europarlamentu, wybory samorządowe.

Dick Dobrowolski: Rzeczywiście, to nie jest przypadek, że właśnie teraz przedstawiłem swoją ofertę. Myślę, że zgłosi się do mnie niemałe grono polityków, chociażby dlatego, że potrafię rozwiązać największy problem kampanii na całym świecie, jakim są pieniądze. Z oczywistych przyczyn nie mogę tu zdradzać szczegółów, ale wiem, jak efektywnie pozyskiwać dodatkowe środki na kampanię. Obiecuję, że jeden z moich kolejnych filmów promocyjnych będzie w całości poświęcony temu zagadnieniu.

Jakie ma Pan zdanie o polskiej scenie politycznej?

Dick Dobrowolski: Przypomina mi teatr, albo raczej cyrk. I nie uważam, żeby w tych słowach było coś obraźliwego. Polityk zapewniający rozrywkę, czegóż chcieć więcej. Ja chcę jedynie, aby ta rozrywka była na najwyższym poziomie. Ostatecznie to przecież wyborcy płacą z kampanię, więc mają prawo do profesjonalnego show. (śmiech)

Zatem w jakiej roli widziałby się Pan?

Dick Dobrowolski: Mogę być reżyserem, charakteryzatorem, dźwiękowcem, suflerem, scenarzystą, choreografem. Nie chcę ograniczać się do jednej roli, to byłoby głupim posunięciem. Lubię wyzwania i eksperymenty i na pewno nie brakuje mi odwagi.

Jest Pan głodny sukcesu?

Dick Dobrowolski: Mam duży apetyt, ale potrafię zaspokoić go na wiele sposobów. Doradztwo, marketing polityczny, szkolenia nie są jedyną aktywnością jaką podejmuję. Jestem na etapie pisania książki, czegoś w rodzaju podręcznika, w którym chciałbym wyłożyć wprost swoje zasady i techniki. Bo dla mnie liczy się prostota i trafianie do odbiorcy, trafianie w punkt z przekazem. Ale do tego jestem zupełnie normalnym facetem, kochającym mężem, ojcem, dla mnie rodzina jest sensem działania, we wszystkim.

Jak ocenia Pan swoje dotychczasowe działania, szczególnie w kontekście kampanii w USA?

Dick Dobrowolski: Ja ich nie oceniam, ja wciąż kreuję. To nie jest proces skończony, dołożenie nawet małego elementu powoduje, że temat wciąż żyje, że wciąż warto się nim interesować. Z resztą jak można oceniać własne dzieło jak nie jedynie pozytywnie. Jestem zadowolony z tego czego dokonałem, uważam, że wielu polityków odniosło sukces dzięki mnie, mojemu talentowi, determinacji i kontaktom.

Skąd czerpie Pan inspiracje do działań?

Dick Dobrowolski: Głównie inspiruję sam siebie, nie potrzebuję do tego innych. Poruszają mnie jedynie rzeczy wybitne, niecodzienne. Ale żeby było jasne, nie pomijam codzienności, w niej też wiele się dzieje.

W jakich słowach określiłby Pan dobrą kampanię wyborczą?

Dick Dobrowolski: skuteczna, głośna, odważna, aktywna. Polityka to nie łaskotki, to gra dla prawdziwych twardzieli. Dla mnie kampania wyborcza musi być profesjonalna, czyli taka w której kandydat rozumie co i jak robi, wie w jaki sposób osiągnąć cel, wciąga ludzi w swój wir.

Jakie jest Pana zadanie w tym procesie?

Dick Dobrowolski: Uświadamiam tych ludzi, odkrywam przed nimi nieznane strony polityki, powoduję, że wszystko staje się jasne. Optymalizuję ich przekaz. Jestem ich przewodnikiem, mentalnym doradcą, facetem, któremu mogą zaufać, któremu wierzą. Jestem po to, żeby dać im nowe możliwości.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowa
Skomentuj