Polski paszport przepustką na Zachód. Polska masowo przyznaje Żydom obywatelstwa, choć nawet nie znają języka

Młodzi mieszkańcy Izraela traktują polski paszport jak przepustkę do Unii Europejskiej
Młodzi mieszkańcy Izraela traktują polski paszport jak przepustkę do Unii Europejskiej Fot. T.Wiech / T. Skawrczek / AG
W ciągu ostatniej dekady ponad pięciokrotnie wzrosła liczba mieszkańców Izraela, którzy otrzymali polskie paszporty. Nawet 90 proc. z nich nie mówi nawet po polsku, ani nie ma w planach przeprowadzki do naszego kraju. Liczy się to, że nowe obywatelstwo daje wjazd do Unii Europejskiej. – Wielu młodych Żydów traktuje polski paszport jak przepustkę do pracy na Zachodzie. Kiedy w Berlinie pytasz ich, czemu nie przeprowadzą się do Warszawy, pukają się w głowę: „przecież w Polsce nie lubi się Żydów” – mówi naTemat Karolina Przewrocka, dziennikarka zajmująca się Izraelem.

Informacje o lawinowym wzroście liczby przyznawanych Żydom przez Polskę paszportów szeroko cytowały ostatnio prawicowe portale (pierwsza napisała o tym "Nowa Konfederacja"). „Paszporty gratis”, „Polskie obywatelstwo od ręki” – głoszą nagłówki. I potwierdzają to liczby. W 2002 roku wydaliśmy w Tel Awiwie 448 paszporty. W 2008 roku - 823. W ubiegłym – już 2727. W sumie po wstąpieniu kraju do Unii Europejskiej Polakami zostało prawie 13 tys. mieszkańców Izraela.


Polak, ale bez języka i nie z Polski
Skąd tak duże zainteresowanie? – To jest ogólne zjawisko, znane też w innych krajach. Większość Żydów wypędzono z Europy albo sami uciekli, więc stracili obywatelstwa. Dzisiaj oni i ich potomkowie odzyskują, co im się należy – komentuje w rozmowie z naTemat Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce.

To jednak tylko część prawdy. Sporo o motywach polskich Żydów mówią inne dane, które przytoczył izraelski dziennik „Yedioth Ahronoth”. 95 proc. – tylu ubiegających się o polski paszport nie potrafi mówić w naszym języku. Większość deklaruje zaś, że nie zamierza wyemigrować do Polski, bo celem jest uzyskanie obywatelstwa Unii Europejskiej. Wniosek jest prosty – spora część Żydów polskiego pochodzenia, którzy chcą pracować, mieszkać czy uczyć się w Europie, instrumentalnie traktuje paszport z orzełkiem.

– Liczba paszportów rośnie lawinowo, bo przez szereg lat polskie przepisy szalenie utrudniały uzyskanie obywatelstwa. Było bardzo wiele osób, które chciały zostać Polakami, ale procedury to utrudniały. Chyba trzy lata trzeba było czekać – wyjaśnia dla naTemat Piotr Kadlcik, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce.

– Ja mam inne doświadczenia niż wskazują te statystyki. Część tych, którzy zostali obywatelami Polakami, stała się członkami naszej gminy. Z kolei w Izraelu sporo jest osób, przede wszystkim starszych, które bardzo dobrze i pięknie mówią po polsku – dodaje.

Orzeł przepustką do Europy
Tyle że w tym przypadku chodzi raczej o młodych. 55-proc. tych, którzy w ostatnich latach otrzymali obywatelstwo, to trzecia generacja – wnukowie ofiar Holokaustu. Korzystają z tego, że nie trzeba znać języka, by zostać Polakiem, a po pomoc zgłaszają się do polskich i izraelskich kancelarii, które prowadzą za nich postępowanie administracyjne.

Karolina Przewrocka, dziennikarka zajmująca się Izraelem, która mieszkała i studiowała w Tel Awiwie, nie ma wątpliwości, że nasz paszport jest dla Żydów „przepustką do Zachodu”. – Większość rzeczywiście nie mówi po polsku. Jeśli mówiło się w domu, to się nauczyli, ale w wielu domach unikało się języka jako wspomnienia traumy – zaznacza.

– Nie powiedziałabym jednak, że to jest jakiś lawinowy przyrost nadanych obywatelstw. Oni chętniej sięgają po paszporty krajów z zachodniej Europy, np. Niemiec. To jest związane z większymi możliwościami ekonomicznymi. Sama mam takich znajomych. W Berlinie jest teraz 18 tys. młodych Izraelczyków, a ich liczba stale rośnie. W Polsce - garstka. Nie jesteśmy krajem wystarczająco atrakcyjnym w porównaniu z innymi – podkreśla.

To też potwierdzają statystyki. Od 2000 do 2011 roku ambasada Niemiec w Tel Awiwie wystawiła Izraelczykom niemieckiego pochodzenia ponad 70 tys. paszportów. Jak pisał „Jediot Achronot”, liczba wniosków o przyznanie niemieckiego obywatelstwa jest dziesięciokrotnie wyższa od liczby wniosków w ambasadach Polski czy Rumunii. Obok innych korzyści spore znaczenie ma tutaj także fakt, że obywatele Niemiec nie muszą starać się o wizę do Stanów Zjednoczonych.

Konieczny egzamin z polskiego?
„We wszystkich szanujących się państwach, aby otrzymać obywatelstwo, trzeba spełnić podstawowe warunki, takie jak wieloletnie zamieszkanie na jego terytorium, płacenie podatków, znajomość języka, historii. Ale nie w Polsce, gdzie w przypadku osób, których przodkowie wyjechali z kraju i chcą obecnie potwierdzić posiadanie polskiego obywatelstwa, nie trzeba spełniać podobnych wymagań” – oburza się w swoim tekście dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” Gabriel Kayzer. Alarmuje też, że do 2020 roku będziemy mieć „dodatkowe 10 tys. obywateli, których nic nie łączy z polskim państwem”.

Czy rzeczywiście? – Wielu moich znajomych, którzy mają polskie korzenie, mówi mi: „gdyby nie wojna, byłbym Polakiem, tak jak ty”. Nie zgadzam się więc z tym, że brak identyfikacji dotyczy wszystkich. W domach otrzymali jakąś cząstkę polskości: mentalność, trochę języka, potrawy, których smakowali, kołysanki, które śpiewała babcia. To też są elementy kultury, składowe tożsamości – odpowiada Karolina Przewrocka.

Karolina Przewrocka
dziennikarka zajmująca się Izraelem

W Izraelu polskości jest więcej, niż sobie wyobrażamy. Co do instrumentalnego wykorzystania obywatelstwa, to trudno powiedzieć, jaka to jest skala. Wiele osób może się identyfikować z Polską, ale jednak wybierać Zachód jako miejsce pobytu, np. z obawy przed antysemityzmem. Nie można takich wyborów potępiać.


Jak twierdzi, konieczne jest jednak zaostrzenie kryteriów przy ubieganiu się o obywatelstwo. – Byłabym za wprowadzeniem obowiązkowych kursów z języka i kultury. Tak się robi np. w Niemczech i uważam, że to dobrze funkcjonuje – zaznacza.

ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj