Tusk przeprasza za to, że chciał obniżać podatki. Kiedyś mówił: "Kieszeń podatnika jest nadmiernie obciążona"

Tusk przeprasza za to, że chciał obniżać podatki. Kiedyś mówił: "Kieszeń podatnika jest nadmiernie obciążona"
Tusk przeprasza za to, że chciał obniżać podatki. Kiedyś mówił: "Kieszeń podatnika jest nadmiernie obciążona" Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Donald Tusk jeszcze w latach 90-tych sprzeciwiał się podnoszeniu podatków. – To najprostszy numer, każdego stać na to, żeby ściągnąć od ludzi pieniądze – krytykował rządy lewicy, jako szef KLD. O konieczności obniżania podatków Tusk przekonywał jeszcze, jako opozycja w latach 2000-2007, a nawet po zostaniu premierem – w swoim expose. Dzisiaj, w 2014, Donald Tusk zaś stanowczo stwierdza, że podatków nie obniży, bo sorry, taka sytuacja. I za swoje obietnice przeprasza. Nie za późno?

– Dziś mogę przepraszać za to, że będąc w opozycji, domagałem się niskich podatków – mówił Donald Tusk ostatnio na antenie Polsat News. Jak tłumaczył, dzisiaj ma już "duże doświadczenie jako premier", a nasz kraj jest w UE, więc sprawa niskich podatków wygląda z tej perspektywy zupełnie inaczej. "Duże grupy społeczne" oczekują bowiem "większej opieki państwa, lepszych usług", a w Polsce poziom tych usług "nie jest jest najlepszy" – twierdzi Tusk.

– Polacy nie usłyszą ode mnie "tak, będą niższe podatki", ale będziemy dbać, żeby poziom usług coraz wyższy – wyjaśnił premier. Tym samym przyznał ostatecznie, że obiecywany przez niego latami "kurs na obniżanie podatków", to kompletna fikcja. Fikcja, którą jeszcze parę lat temu Donald Tusk wmawiał Polakom jako niemal receptę na wszelkie zło. Poniżej pokazujemy, jak zmieniało się w czasie podejście premiera do podatków – warto o tym pamiętać, idąc na wybory.

"Podnoszenie podatków to najprostszy numer" – jako szef KLD, 1994 rok

Donald Tusk
Wypowiedź dla jednej z telewizji, 1994 rok

To, co lekko mnie przeraża, to mała skłonność ograniczania wydatków budżetu, a raczej skłonność do szukania coraz większej ilości pieniędzy na wydatki centralne. Podwyższanie podatków może się źle odbić na kondycji małych i średnich przedsiębiorstw. Brakuje tutaj wrażliwości, którą liberałowie posiadali, na myślenie: co robić, by raczej obniżać podatki niż podwyższać. Bo to najprostszy numer, każdego stać na to żeby ściągnąć od ludzi pieniądze. Ważniejszym pomysłem byłoby nie zubażać państwa, ale nie ściągać od ludzi pieniędzy.


Wtedy taka odpowiedź była oczywista. Sytuacja gospodarcza daleka była od dobrej, podatki rosły, a Tusk i jego partia ponieśli dotkliwą porażkę wyborczą – z wynikiem 3,99 proc. poparcia nawet nie dostali się do Sejmu. Przy takiej koniunkturze nie dało się mówić inaczej, niż o obniżkach podatków, ale nie wyklucza to wiary Tuska w to, co mówi.


"To nie budżet jest nadmiernie obciążony, tylko kieszeń podatnika" – jako szef PO, 2002 rok

Po rozpadzie KLD i powstaniu Platformy Obywatelskiej Tusk znowu znalazł się w opozycji do rządu – i znowu SLD-owskiego. Przekonywał wtedy na antenie radiowej "Trójki".

Donald Tusk
Wypowiedź dla radiowej Trójki, 2002 rok

Czy to się będzie nazywało akcyza, jak to było w przypadku benzyny, czy to się będzie nazywało winieta, to generalnie chodzi o podatek. I nie sądzę, żeby opinia publiczna była w stanie znieść kolejne obciążenie podatkowe.


Innego dnia, na tej samej antenie, twierdził też:

Donald Tusk
Wypowiedź dla radiowej Trójki, 2002 rok

To nie budżet państwa jest nadmiernie obciążony. To kieszeń podatnika jest nadmiernie obciążona. Bo budżet państwa składa się z daniny, którą daje obywatel.


Trudno się było z Tuskiem nie zgodzić – ale trzeba pamiętać, że znowu był w opozycji, a do wyborów zostawały co najmniej 2 lata. Nadal jednak nie ma powodów, by sądzić, że obecny premier mówił wtedy rzeczy niezgodne ze swoimi przekonaniami czy planami. Przyznać trzeba szefowi PO, że w kwestii podatków utrzymywał jedno zdanie niemal do drugiej kadencji swego rządu.

"W okresie rządów SLD wzrosły w sposób drastyczny podatki" – materiał wyborczy PO, 2005 rok

W swoim materiale wyborczym Platforma Obywatelska krytykowała podnoszenie podatków przez rząd Leszka Millera – w tym ten od zysków z oszczędności i dochodów kapitałowych, czyli tzw. podatek Belki. Do tego PO wskazywała, że SLD podniosło składki na ubezpieczenia zdrowotne i VAT do 22 proc. na wiele towarów i usług.

Przypomnijmy, że podniesienia VAT-u Tusk sam dokonał już jako premier, nie zrezygnował z krytykowanego przez wiele osób podatku Belki i podwyższył składkę rentową. Podatków – ani dla przedsiębiorców, ani dla osób indywidualnych – nie obniżył, a zrobił to tak krytykowany Leszek Miller, który sprowadził CIT z poziomu 27 proc. na 19 proc.

"Naczelną zasadą mojej polityki będzie stopniowe obniżanie podatków" – expose I rządu, 2007 rok

W faktyczną chęć Tuska do obniżania podatków każe wierzyć również fakt, że już jako premier, w swoim pierwszym expose, obierał on kurs na obniżkę.

Donald Tusk
Fragmenty pierwszego expose z 2007 roku

Naczelną zasadą polityki finansowej mojego rządu będzie też stopniowe obniżanie podatków i innych danin publicznych. Dotyczy to wszystkich obywateli - i tych biedniejszych i tych bogatszych. Będzie to marsz rozważny, ale zawsze tylko w jednym kierunku – niższych podatków i likwidacji danin.

(...) Stanowczo będziemy jednak przeciwstawiać się traktowaniu pieniędzy publicznych jako sukna, z którego każdy może wydrzeć, ile zdoła. Bo każda wydarta w ten sposób złotówka, to w rzeczywistości złotówka wydarta najbiedniejszym i najsłabszym.


Tusk krytykował też wtedy rząd Jarosława Kaczyńskiego – między innymi w kwestii podatków. Była to krytyka o tyle nietrafiona, że do dzisiaj za jedną z najlepszych decyzji rządu PiS uważa się zmniejszenie najwyższej stawki PIT z 40 proc. na 32 proc. Do tego zmniejszono wtedy składkę rentową i zlikwidowano podatek od darowizn i spadków.

Tymczasem premier mówił, że gabinet Kaczyńskiego dokonał tylko "symbolicznych obniżek obciążeń fiskalnych, a poważniejsze cięcia podatków pozostały w sferze obietnic". Jeśli dla Donalda Tuska obniżenie najwyższej stawki PIT o kilka punktów procentowych nie było poważnym cięciem podatków, to już nie wiadomo, co nim jest.

Przy okazji expose z 2007 roku warto przypomnieć też, że Tusk obiecywał wtedy m.in. uproszczenie prawa gospodarczego. Tymczasem o likwidowaniu zbędnych przepisów nie ma mowy. Nawet Mateusz Szczurek, choć z początku mówił, że jego zadaniem będzie uproszczenie systemu podatkowego, ostatnimi czasy nic na ten temat nie wspomina.

"To nie sztuka leczyć finanse publiczne przez drenaż kieszeni Polaków" – na 100 dni rządu, 2008 rok

Po 100 dniach rządzenia Tusk wciąż uważał, że portfele obywateli nie są najlepszym miejscem do szukania środków na finansowanie działania państwa. Wówczas podkreślał, że rząd będzie ograniczał "przywileje ludzi władzy", a także postulował rezygnację z finansowania partii politycznych z budżetu państwa.

Donald Tusk
Wypowiedź na 100 dni rządu

To nie jest sztuka leczyć finanse publiczne, czy finanse w ochronie zdrowia poprzez drenaż kieszeni Polaków. To nie jest sztuka powiedzieć emerytowi czy renciście: 'dawaj jeszcze kilka złotych z kieszeni, to lekarz i pielęgniarka nie odstąpią od waszych łóżek'. To jest ostatni krok jaki można zrobić. Ten rząd będzie pilnował pieniędzy podatników.


Oczywiście, partie dalej dostają miliony z budżetu – a głównymi beneficjentami tego rozwiązania są PO i PiS. Platforma, gdyby chciała, mogłaby zapewne przeprowadzić w tej sprawie reformę równie szybko i sprawnie, co przy zmianach w OFE. Przypomnijmy, że ustawa o OFE została przepchnięta przez Sejm w ciągu raptem 3 dni i wtedy jakoś nie brakowało rąk do głosowania.

Rezygnacji z przywilejów ludzi władzy nie trzeba nawet komentować – to rządy Platformy Obywatelskiej, słusznie czy nie, stały się synonimem cygar, win, kupowania foteli po kilkanaście tysięcy złotych i ogólnie trwonienia pieniędzy przez administrację publiczną, a przynajmniej nie szukania cięć w wydatkach.

"Nie mogą czuć się bezpieczni ci, którzy nadużywają naszego skomplikowanego prawa" – II expose, 2011 rok

Choć z drugiego expose największym "hitem" był podatek od kopalin – o którym informacja, nota bene, wywołała spadek kursu KGHM o 14 proc. i miliardowe obniżki wyceny tej spółki – to dla obywateli ważne było w przemówieniu Tuska co innego. Wtedy premier kompletnie już odszedł od obniżkowej retoryki, a przeszedł do wyciągania ręki po pieniądze bogatych Polaków.

Donald Tusk
Fragment II expose, 2011 rok

Jeszcze raz chcę zapewnić tych wszystkich, którzy wiążą koniec z końcem z takim trudem, a szczególnie dotyczy to młodych ludzi, że mogą się czuć bezpieczni. Natomiast nie mogą się czuć bezpieczni ci nieliczni, którzy nadużywają naszego skomplikowanego prawa i nierzetelnie wykorzystują to, co to niedoskonałe prawo im daje. Tutaj służby państwowe będą konsekwentnie eliminowały to zjawisko nadużywania przez najzamożniejszych tych luk.


O tym, że owo "skomplikowane prawo" miało zostać uproszczone przez jego własny rząd kilka lat wcześniej, Tusk najwyraźniej zapomniał. Od tamtej pory nie zrobił też nic, co przybliżyłoby nas do uproszczenia podatków – szczególnie prawa o VAT, które jest tak skomplikowane, że nie rozumieją go sami urzędnicy.

Dzięki takiemu poziomowi komplikacji, o czym mówił w wywiadzie dla naTemat prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak, możliwe są gigantyczne, miliardowe wyłudzenia na podatku VAT, chociażby w branży paliwowej. Czemu Donald Tusk nic nie zrobił, by się to zmieniło? Tego najwięksi mędrcy nie wiedzą.

Warto przy tym zauważyć, że już w drugim expose nie było obietnic obniżania podatków i danin. Wręcz przeciwnie: premier dał wtedy sygnał bogatym, że jeśli np. optymalizują podatki – co jest zupełnie legalne – to robią to już niedługo. Teraz Ministerstwo Finansów realizuje te groźby i najprawdopodobniej niedługo będzie tak, że jeśli ktoś nie zapłaci możliwie najwyższego podatku, będzie sprawdzany przez fiskusa pod kątem uczciwości wobec państwa. A wszystko w szlachetnym celu lepszej ściągalności podatków. O tym, by system uprościć tak, by oszustwa były niemożliwe lub bardzo trudne, Donald Tusk nie mówi.

"Dziś mogę przepraszać za to, że domagałem się niskich podatków" – 2014 rok.

Teraz, 3 lata po tamtym expose, Donald Tusk wreszcie przyznał otwarcie: żadnej obniżki nie będzie. Przeprosił za to, że domagał się niskich podatków. Czy to oznacza, że premier naiwnie wierzył w coś, co jest nierealne, czy po prostu świadomie, pod wybory, rzucał populistyczne hasła?

W prawdziwość tego drugiego nie wątpię, bo niezależnie od tego, czy Tusk wierzył w obniżki podatków, czy nie, na pewno mówienie o tym przysparzało mu popularności. Jeśli dodatkowo był o tym przekonany – dobrze dla niego.

Czyżby więc było tak, że rządzenie faktycznie zweryfikowało jego poglądy na podatki? Jestem skłonny uwierzyć, że tak. Prawda bowiem jest taka, że same podatki – czyli PIT i CIT – są relatywnie niskie na tle innych krajów Europy. Obiecując obniżanie i tak już całkiem niskich podatków na pewno więc skończyłoby się źle.
Stawki podatkowe w różnych krajach UE
CIT = podatek dochodowy od osób prawnych, PIT = podatek dochodowy od osób fizycznych


Polska: CIT 19%; PIT max. 32%

Norwegia: CIT 28%; PIT 47,8%

Niemcy: CIT 30-33%; PIT 45%

Hiszpania: CIT 30%; PIT 42%

Austria: CIT 25%; PIT 50%


Jeśli chodzi o podatki, problem leży zupełnie gdzie indziej – w poziomie skomplikowania, na co wskazują wszyscy eksperci, od lewa do prawa. I o ile zrozumiałe może być, że obniżenie podatków nie jest możliwe, to utrzymywanie arcyskomplikowanego systemu wydaje się nie mieć żadnych logicznych przesłanek. Szkoda, że za to premier też nie przeprosił.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...