"Wielki Liberace" już 19 maja na HBO
"Wielki Liberace" już 19 maja na HBO HBO

Dwa Złote Globy, jedenaście nagród Emmy, niezliczone nominacje do wielu innych, prestiżowych nagród. Do tego Michael Douglas porywający swoją rolą, niespotykany nigdzie indziej humor i dwuznaczna historia burzliwej relacji jednego z najbarwniejszych pianistów w historii USA – to wszystko, już niedługo, będzie można zobaczyć w HBO. Telewizja ta wyemituje 19 maja obsypany wyróżnieniami film "Wielki Liberace".

REKLAMA
Liberace – showman, pianista, jedna z najbarwniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci w muzycznej historii Stanów Zjednoczonych. Gdy latem 1977 roku Liberace, w wieku 58 lat, poznał Scotta Thorsona – biseksualnego nastolatka wychowanego w rodzinie zastępczej – życie pianisty zmieniło się na zawsze.
Oficjalnie Thorson został zatrudniony jako asystent Liberace'a, ale w rzeczywistości łączyła ich zupełnie inna relacja, którą pianista ukrywał przed wszystkimi. Historia burzliwego romansu, którą razem napisali, przez lata poruszała głównie fanów muzyka. Dzięki filmowi Stevena Soderbergha "Wielki Liberace" poznało ją także szersze grono odbiorców.
Furora w Cannes
Produkcja zwróciła na siebie uwagę już podczas festiwalu w Cannes w 2013 roku – i o mały włos, a Soderbergh dostałby za nią Złotą Palmę. Ostatecznie wyróżnienie przyznano "Życiu Adeli", ale jak się potem okazało, to właśnie "Wielki Liberace" był jednym z największych wygranych całego festiwalu. Zarówno pod względem liczby zdobytych później nagród, jak i kasowym – kina, szczególnie amerykańskie, pękały na seansach w szwach, a kolejni krytycy wyrażali swój zachwyt filmem Soderbergha. Ta produkcja HBO tylko w pierwszych dniach przyciągnęła ponad 2 miliony widzów.
logo
Nic dziwnego, bo historia romansu 58-letniego pianisty z młodszym o 40 lat chłopakiem to idealny materiał na film, a reżyserowi udało się ująć temat z odpowiednią delikatnością. "Wielki Liberace" w jego interpretacji jest więc nieco kiczowaty, nieco melodramatyczny, w bardzo wielu momentach zabawny, ale przede wszystkim – wciągający i doskonale zagrany.
Douglas wzniósł się na szczyt
"To jeden z najlepszych występów Michaela Douglasa w 68-letnim życiu aktora" – pisał o roli Liberace'a brytyjski "The Telegraph". Jak podkreślał autor Robbie Collin, "jego włosy stoją tak wysoko, jak grzywy na posągach chińskiego lwa, a jego głos jest jak mruczenie kociaka". Wszystko to, zdaniem Collinsa, sprawia, że Douglas w "Wielkim Liberace" tworzy przesympatyczną całość. Dziennikarz "The Telegraph" spekulował wówczas, że Amerykanin dzięki tej roli będzie faworytem do zdobycia Oskara.
logo
Liczne pochwały spłynęły też pod adresem Matta Damona, znanego głównie z filmów akcji takich jak seria o Jasonie Bournie, "Green Zone" czy ostatnio "Elizjum". Jak pisał w swojej recenzji amerykański "The Times":
"The Time" o roli Matta Damona

Obie gwiazdy w pełni zaangażowały się w odgrywane przez siebie postacie, przez co sprawiają, że widz wierzy w ich wesołość i wzajemną potrzebę bliskości. Matt Damon, który ma 42 lata, choć jest dwa razy starszy od granego przez siebie Scotta Thorsona, to żyje niewinnością, naiwnością i ostatecznym poczuciem uwięzienia Thorsona.


Obsypany nagrodami
W parze z zachwytami recenzentów poszły branżowe nagrody. Dwa Złote Głoby – za najlepszy film telewizyjny i najlepszego aktora filmu telewizyjnego i jedenaście nagród Emmy (m.in. za najlepszy film telewizyjny, najlepszego aktora, scenografię czy reżyserię) mówią same za siebie. Łącznie "Wielki Liberace" otrzymał 23 nagrody i był nominowany do kolejnych 19-tu – w tym do pięciu wyróżnień BAFTA, przez wielu stawianych na równi z Oscarami.
logo
Tej ostatniej, najważniejsze filmowej statuetki, ostatecznie "Wielki Liberace" nie dostał ani nawet nie był do niej nominowany. Ale niech o wielkości filmu świadczy fakt, że wielu recenzentów – między innymi Marcin Pietrzyk z polskiego Filmwebu – ubolewali nad tym, że Douglasowi nie dane było walczyć o to wyróżnienie.
Marcin Pietrzyk, Filmweb.pl
Fragment recenzji z filmweb.pl

Dobiegający siedemdziesiątki Douglas zagrał jedną ze swoich najlepszych ról w całej karierze. Od czasu "Upadku" żadna jego kreacja nie zrobiła na mnie aż tak olbrzymiego wrażenia. Szkoda, że nie będzie mógł walczyć o Oscara. Kto wie, być może nie tylko na nominacji by się skończyło.


Teraz Polacy będą mieli okazję do podziwiania kunsztu Douglasa bez wychodzenia z domu. Premiera produkcji HBO już 18 maja o godz. 20.10, oczywiście w HBO.
Naprawdę warto.