Tak jak modem jest podstawową jednostką organizującą miejsce w sieci, tak slow-em jest taką przestrzenią organizacji znaczenia.

REKLAMA

Otóż, sieć i jej narzędzia, takie jak Facebook i Twitter, stworzyły nową kategorię języka. Słowo połączone z obrazkiem - i sprawa pokazana w jednym przekazie!

Ludzie , którzy nie żyją siecią, jak większość naszych politologów, nie znają tego języka. Ich oceny naszych spotów, są mniej więcej tak sensowne, jak opinie kogoś kto np. nie zna francuskiego a po rosyjsku komentuje co słyszy i co mu się wydaje z barwy głosu. Tyle to jest warte.

Nasze spoty, w szczególności te "białe", to przełom! To znak czasu! Obejrzało je już 2.5 mln ludzi w sieci, co stanowi 100 razy więcej niż cała konkurencja!

Oto przykłady różnych języków kampanii:

Tradycyjne:

Przykłady najbardziej udane w nowym języku: spoty Anny Kubicy i Armanda Ryfińskiego

A to przykłady języka pomiędzy starym i nowym: spot Barbary Nowackiej, Ryszarda Kalisza i Kazimierza Kutza:

I wreszcie, coś jeszcze innego, czyli gra konwencjami:

A tu przykład jak za sprawą internautów spot w sieci żyje własnym życiem:

***

Udawana prostota czy wręcz taka prostaczkowatość obraża ludzi, bez względu na ich wykształcenie, pochodzenie społeczne czy inteligencję. A to jest dominujący ton kazań w polskich kościołach. Zresztą większość księży, których ja słuchałem, niczego nie udawała. Oni układali te kazania byle jak, mówili je byle jak, a jedyną formą, jakiej używali, była taka forma nauczyciela w podstawówce czy przedszkolanki mówiącej do dzieci. Mnie to raczej obrażało, niż zachęcało do jakiegoś zbliżenia. A poza Kościołem, czy spośród tych księży albo innych ludzi Kościoła ktoś z tobą rozmawiał na autentycznie religijne tematy? Nie o pieniądzach na katolickie media, nie o polityce, nawet nie o kapitale społecznym i pokoleniu JP2, ale o Bogu, o sensie tego wszystkiego, o lęku przed śmiercią? Czy będąc wówczas stosunkowo najbliżej polskiego Kościoła, natrafiłeś na coś, co byłoby choćby cieniem tych twoich doznań na przykład z góry Athos czy z Indii? Nie przypominam sobie żadnej dłuższej rozmowy na ten temat. Jeśli już, to musiałoby to być z Maćkiem Ziębą, ale nic nie pamiętam, więc chyba nie było. Tyle tylko że ja mam wtedy taki problem, że wcześniej przez dziesięć lat nie miałem kontaktu nawet sam ze sobą. Więc tym bardziej nie byłoby mi łatwo nawiązać taki kontakt z księdzem. Ale nie, nie było z nimi żadnych rozmów typu: Bóg jest, Boga nie ma czy jest coś innego. Żadnych pytań, czy tobie nie brakuje Boga, czy nie jesteś zraniony, na przykład rozwodem? (Śmiech) To jest jednak dom, w którym bywają ludzie w rodzaju Cezarego Wodzińskiego, Janusza Opryńskiego, później Rity Gombrowicz, ja bym sobie z czymś takim nie pozwolił wejść w moją przestrzeń.

"Zdjąć Polskę z krzyża", str. 95-96