
Od 1 czerwca Rosja zawiesi działalność na swoim terenie jedenastu stacji systemu nawigacji satelitarnej GPS. To reakcja rządu Władimira Putina na sankcje nałożone na jego kraj przez Stany Zjednoczone. Problem tylko taki, że nie ma tylu stacji GPS w Rosji.
REKLAMA
Zgodnie z umową podpisaną pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi w 1993 roku na terenie Federacji Rosyjskiej umieszczono 11 stacji GPS. Jak informuje nas „Gazeta Wyborcza” wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin zapowiedział, że będą musiały zakończyć swoją działalność 1 września, a już 1 czerwca ich praca zostaje zawieszona.
Sęk w tym, że na terenie Rosji nie działa 11 stacji GPS. Na całym świecie system ma 19 stacji, które monitorują położenie satelit. Jednak żadna z nich nie mieści się w Rosji. Również żaden inny amerykański system nie ma tylu stacji badawczych na terenie Rosji, ile określił rosyjski wicepremier. Jednakże przekaz Rosjan jest jasny, GPS, a przynajmniej część zaawansowanych systemów, przestaną działać.
Te specjalistyczne systemy są wykorzystywane przez geologów oraz firmy kartograficzne. Jednak ruch polityczny bardziej zaszkodzi Rosjanom, aniżeli Amerykanom, którzy ten system udostępniają innym krajom. Do tego 80 proc. rosyjskich urządzeń jest skoordynowanych z systemem GPS, więc obywatele Rosji mogą mieć spore problemy, jeśli Putin wcieli plan w życie.
Warto jednak podkreślić, że jak informuje TVN24, Amerykańskim analitykom udało się przewidzieć ostatnie wydarzenia na Ukrainie. Sześć lat temu dokonano symulacji z której wynikło, że w wyniku integracji naszego wschodniego sąsiada z NATO może dojść tam do wojny domowej, podziału kraju a także prób zbrojnej interwencji Rosji. Póki co scenariusz ten sprawdza się w 100 procentach.
