youtube

Syryjski rząd obiecał Sa'erowi bogactwo i zaszczyty. Warunek był jeden – miał zabijać przeciwników prezydenta al-Assada. Zanim wpadł w ręce buntowników, zamordował 70 osób. Teraz będzie kartą przetargową. CNN dotarło do mężczyzny, który podaje się za płatnego zabójcę pracującego dla reżimu.

REKLAMA
- Dlaczego to robicie? Dlaczego nas zabijacie - Mounir jest niespokojny. Jego karabin leży tuż obok.
- Pewnego razu dwóch policjantów zatrzymało mężczyznę. Major wyciągnął pistolet i powiedział, że mam go zabić. Odbezpieczył broń, strzelił w powietrze i przyłożył lufę do mojej głowy. Powiedział, że policzy do dziesięciu. Zarżnąłem tamtego człowieka. To było zabił albo daj się zabić – odpowiada Sa'er.
Sa'er twierdzi, że był strażnikiem w więzieniu. Gdy w marcu zeszłego roku w Syrii wybuchły protesty, a potem powstanie, musiał wcielić się w nową rolę.
- Co jakiś czas ja i inni oficerowie dostawaliśmy karabiny z lunetami optycznymi. Widzisz przez nią tak dokładnie, jakbyś przyglądał się samemu sobie w lustrze – opisuje. Sa'er i jego koledzy dostawali konkretne zadania: mieli strzelać do ludzi tam, gdzie zaczynały się demonstracje. Mówiono im, że zabijają terrorystów.
Każdorazowo dostawali za to co najmniej 20 tysięcy lir syryjskich, czy ponad 400 dolarów. To więcej niż przeciętny Syryjczyk zarabia w miesiąc.
- Rząd zmienił nas w potworny zdolne do zabicia nawet własnego ojca – wyznaje.
Na pokazanym przez CNN nagraniu widać potężnego mężczyznę z czerwonymi bliznami na klatce piersiowej i zabandażowanym bokiem. Niedawno autobus wiozący Sa'er i innych siepaczy na miejsce kolejnej masakry wpadł w zasadzkę rebeliantów. Buntownicy pojmali go i opatrzyli mu rany. Dziś jest dla nich kartą przetargową – chcą wymienić go na kilku pojmanych opozycjonistów.
Partyzanci opiekują się Sa'erem, ale nie zdejmują mu opaski z oczu. - Nie zrobię tego, bo boję się, że nas później rozpoznasz – mówi mu Mounir, który go pilnuje.
Płatny zabójca doszedł do wniosku, że był w błędzie. - Wrogowie reżimu nie są tacy, jak mówi rząd. Spotkało mnie z ich strony tylko dobro – zarzeka się. Deklaruje też gotowość do zdradzenia nazwisk ludzi, którzy odpowiadają za porwania i morderstwa przeciwników prezydenta Baszara al-Assada.
CNN przyznaje, że nie jest w stanie całkowicie zweryfikować historii Sa'era, ani zapewnić, że nie opowiadał jej pod przymusem.
Wiadomo natomiast, że od początku konfliktu pojawiają się doniesienia o snajperach strzelających do przypadkowych osób.