
„Nasz Elementarz”, który niebawem trafi do rąk pierwszoklasistów, miał być opublikowany przez MEN na tzw. wolnej licencji. Dzięki temu nauczyciele mieli zyskać możliwość tworzenia opartych na podręczniku pomocy dydaktycznych oraz możliwość ulepszania elementarza. Temat wolnej licencji został jednak przez resort zawieszony. – Urzędnicy boją się, że otwarty elementarz pozwoli na stworzenie na jego podstawie utworów o charakterze pornograficznym – poinformowało Centrum Cyfrowe.
„Nasz Elementarz” miał być udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa. Ostateczna wersja podręcznika o licencji tej jednak w ogóle nie mówi. Z tego względu przedstawiciele Koalicji Otwartej Edukacji, która zrzesza edukacyjne organizacje pozarządowe, spotkali się z wiceminister edukacji Ewą Dudek, aby wyjaśnić sprawę.
Podczas rozmowy okazało się, że licencja CC BY nie jest dla MEN priorytetem.
– Drobne przeszkody, takie jak pozyskanie zdjęć na licencji CC BY, urastają do barier uniemożliwiających zastosowanie licencji w ogóle. Urzędnicy boją się, że otwarty elementarz pozwoli na stworzenie na jego podstawie utworów o charakterze pornograficznym lub w inny sposób naruszających prawo – wyjaśniła Justyna Hofmokl, współzałożycielka Centrum Cyfrowego, think tanku zajmującego się tzw. społeczeństwem cyfrowym.
Hofmokl zastrzegła, że resort nie zrezygnował zupełnie z wolnej licencji, ale znacznie opóźnił jej ewentualne zastosowanie, mówiąc o konieczności przeprowadzenia konsultacji z prawnikami i przygotowania ekspertyz.
Justyna Hofmokl
Centrum Cyfrowe
Czytaj także:
źródło: Centrum Cyfrowe
