
„Wstydzę się za rodaków, kiedy jestem świadkiem zamkniętości, wrogości bez powodu, braku tolerancji, zaściankowości i mesjanistycznej megalomanii. Kiedy palą tęczę na Placu Zbawiciela albo jak krzyczą, że „Pokłosie” to film antypolski. I po tych niby-patriotycznych marszach 11 listopada” – mówi w rozmowie z „Magazynem Świątecznym” Kayah.
Znana wokalistka jest jednocześnie rozczarowana i oczarowana Polską po 1989 roku. Jak twierdzi, "kocha Polskę i nienawidzi jej kochać, bo ta miłość wiele razy wzięła górę nad racjonalnym myśleniem o własnej przyszłości".
Kayah
wokalistka
Największe zastrzeżenia ma właśnie do tego, że w Polsce wciąż żywy jest fanatyzm, a Polacy często są zamknięci na innych. "Mnie to przeraża. Moja ciekawość i miłość do człowieka nie ma określonego kształtu czy koloru, bo moja muzyka nie zna granic. W moim zespole grają ludzie z Bułgarii, Ukrainy, a nawet z Iranu. Obce są mi wszelkie ksenofobiczne strachy" – mówi, podając przykład spalenia tęczy na Placu Zbawiciela.
Z tego powodu syna wysłała do brytyjskiej szkoły – "by na każdej uczelni świata był u siebie, (...)żeby mógł poczuć się obywatelem świata, żeby mając w klasie przyjaciół z wielu krajów, nie był obciążony nacjonalizmem, antysemityzmem, rasizmem, które często wynikają z separacji, nieznajomości...".
Kayah
Co Kayah sądzi o bieżącej polityce? Z rządów Tuska nie do końca jest zadowolona. "Daleka jestem od oskarżania premiera Tuska o powodzie na południu Polski. Byłam bardzo rozczarowana, kiedy artystom zabrano 50 proc. kosztów uzyskania przychodu. Artystom, którzy i tak często ledwo przędą" – ocenia.
Przerażające jest dla niej to, że w Europie dochodzą skrajnie prawicowe i populistyczne ugrupowania, jak np. Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego. "To efekt kryzysu ekonomicznego. Martwi mnie coś jeszcze. Że w momencie zagrożenia powtórzy się historia. To moja osobista paranoja. Zachód nas opuści, Ameryka nas opuści" – dodaje.
