
O kształcie talerzy, na których jadamy, kolorze swetrów, jakie nosimy, fakturze mebli, jakimi się otaczamy wcale nie decydujemy sami. Teoretycznie jest to nasz wolny wybór, jednak w istocie każdy postawiony przez nas dzisiaj krok został już przewidziany, opisany oraz przeanalizowany kilka lat temu. Z pomocą „łowców trendów” globalne marki prognozują i – co ważniejsze – kształtują nasze pragnienia.
REKLAMA
Słowo „trend” utożsamiane jest zazwyczaj z czymś, co jest aktualnie modne. Teraz, tutaj, dziś. Chcemy być modni, więc śledzimy „trendy” na wybiegach czy w pismach lifestyle’owych. Pochodną takiego rozumienia trendu jest upiorny przymiotnik „trendy”, na szczęście mocno już ośmieszony (razem z „si” oraz „jazzy”). Marketingowcy polują z kolei na „trendsetterów”, protoplastów współczesnych hipsterów. Swego czasu tygodniki opinii, na czele z „Polityką”, poświęcały im sporo artykułów. Tajemniczy „trendsetterzy” to grupa docelowa większości reklam, wymarzone stado odbiorców. Napaleni na nowości, rzekomo wypchani pieniędzmi konsumenci.

Zobacz pełną galerię (2)
Lidewij Edelkoort z wizytą w Polsce
Być może zdziwi was informacja, że „trendsetterzy” mają znikomy wpływ na globalną modę oraz design. Oni lansują wyłącznie zjawiska, które wcześniej zawarli w swoich proroczych wizjach uważni obserwatorzy, tak zwani trend-watchers. Bo w trendach tak naprawdę nie chodzi o promowanie wydumanych form i kształtów. Bardziej o solidną analizę rynku, potrzeb konsumenckich, sytuacji politycznej i społecznej na świecie. W tym ujęciu trend przestaje być wskazówką estetyczną, a staje się procesem myślowym.
Mistrzynią podobnych badań jest Lidewij Edelkoort. W 2003 roku magazyn „TIME” uznał ją za jedną z 25 najbardziej wpływowych postaci w świecie mody. Matka chrzestna trendwatchingu od lat przygotowuje analizy dla międzynarodowych firm, wykłada na prestiżowych uczelniach, jest dyrektor kreatywną kilku magazynów, a także serwisu Trendtablet.com. W Polsce zaangażowała się ostatnio w otwarcie School of Form, prywatnej szkoły designu w Poznaniu. Edelkoort, przez miłośników nazywana pieszczotliwie Li, jest patronką świeżo powstałej placówki.
Czytaj rozmowę z Edelkoort w magazynie "Another"
Czytaj rozmowę z Edelkoort w magazynie "Another"
To dzięki Li na świecie sukcesywnie rośnie świadomość tego, czym jest moda i design. To ona bez przerwy –w ramach prelekcji, z którymi jeździ po całym globie – podkreśla wartość innowacyjności. W projektowaniu oraz myśleniu. Sukces Edelkoort opiera się na bezustannej obserwacji, na gromadzeniu informacji i wreszcie – na ich analizie. Li udowadnia, że jest w stanie przewidzieć to, jakich wyborów ludzie będą dokonywać za pięć, dziesięć, a nawet piętnaście lat.

Marcellus Jones jako gość Tygodnia Mody w Łodzi
Zasady trendwatchingu w Polsce przybliżała już Zuzanna Skalska, „nasz człowiek” w branży. Od lat zajmuje się ona monitorowaniem trendów w różnych dziedzinach przemysłu, pracuje dla największego holenderskiego studia projektowego VanBerlo, jest autorką książek „360°Trend Report” nagrodzonych prestiżową nagrodą Red Dot Design Award 2009 oraz nominacją w Design Award of the Federal Republic of Germany 2011. Skalska wykłada na Uniwersytecie TU/e w Eindhoven, na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego. Z racji swojego zaangażowania w powstanie School of Form w Poznaniu (tej samej, co Li Edelkoort), a także współpracy z kilkoma rodzimymi markami, często bywa w kraju. I przy każdej okazji próbuje objaśniać, jakimi mechanizmami rządzi się dzisiaj – w obliczu globalizacji oraz błyskawicznych zmian społecznych – mądre wzornictwo.

School of Form w Poznaniu
Jak to działa? Powiedzmy, że duża marka, produkująca meble oraz ubrania, zwraca się do trend-watchera z prośbą o zbadanie tego, jak powinny wyglądać sygnowane przez nią kolekcje za kilka lat. Potrzebuje tego, by opracować swoją długofalową strategię, a także, by podjąć decyzję o ewentualnej ekspansji na nowe rynki. Trend-watcher, nim udostępni swoją prognozę, zapoznaje się ze statystykami, z szeregiem raportów ekonomicznych, opracowaniami z psychologii itd. Gdy skończy reaserch, zaczyna, niczym Herkules Poirot, proces dedukcji. Skoro dzisiaj jest kryzys, a ludzie czują się zagrożeni, przytłoczeni widmem niespłaconych kredytów oraz bankructwa, to jutro będą szukali bezpieczeństwa, również w designie. Będą otaczać się przedmiotami miłymi w dotyku, obłymi, w przyjaznych kolorach. Skoro dzisiaj straszą ludzi globalnym rynkiem, który pęka w szwach, to jutro ludzie będą lgnąć do tego, co lokalne. Skoro współczesną bolączką są bezduszne korporacje, to jutro konsumenci odwrócą się od cynicznego biznesu i będą wspierać firmy działające etycznie i ekologicznie. Przekładając te dane na język firmy: marka powinna produkować meble stosunkowo tanie i mobilne, jasne, miłe w dotyku i lekkie, w oparciu o lokalne surowce, z poszanowaniem środowiska naturalnego i praw pracowniczych, co powinna nagłaśniać.
To – mocno przez mnie uproszczony – schemat myślowy, którym posługują się trend-watcherzy, a za nimi szefowie globalnych marek. Projektowanie w oderwaniu od społecznego kontekstu jest pozbawione sensu. Podobnie, jak zabroniona jest ignorancja w zakresie nowych technologii. Zuzanna Skalska wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że surowce, które przechodzą chrzest bojowy w przemyśle ciężkim lub na przykład w laboratoriach NASA, potem trafiają pod strzechy w mikserach, odkurzaczach, czajnikach. Chociaż nie zawsze o tym wiemy, co dzień korzystamy z owoców technologicznej rewolucji.

Fashion Week w Łodzi 2011
Każdy, kto interesuje się przemianami w modzie, wzornictwie, stylu życiu, przynajmniej raz odwiedził stronę Trendwatching.com, na której można znaleźć świeże (i darmowe) prognozy globalnego rynku. Pracownicy serwisu aktualnie przewidują, że furorę w tym roku zrobią firmy otwarte na samo-ulepszanie. Marki, które dopuszczają społeczną dyskusję na temat popełnionych przez siebie w przeszłości błędów. Otwarte na budowanie relacji międzyludzkich, stawiające na szczerość. Czas pokaże, czy mają rację.
Li Edelkoort stawia z kolei na małe wspólnoty. Jej zdaniem będziemy się łączyć w mini-plemiona, a w ich obrębie: pracować, gotować, leczyć się i uczyć.

Lidewij Edelkoort
Owe mini-plemiona to także społeczności w Sieci, które będą się stawały coraz bardziej samowystarczalne. Li uważa, że żyjemy w „epoce szarości”, w której zacierają się kontrasty pomiędzy tym, co męskie, a tym, co damskie. Między minimalizmem a przepychem. Między zbiorowością a indywidualizmem. Na szczęście Li Edelkoort – zapytana ostatnio o to, jak będzie wyglądać lato 2013 – powiedziała, że to będzie wiązka światła w ciemności. I tego się trzymajmy.
