
Piosenkarka w czasie podróży pociągiem PKP Intercity została oblana gorącym napojem, który poparzył jej stopę. W opinii poszkodowanej nie udzielono jej dostatecznej pomocy medycznej. – Nie zależy mi na pyskówce z PKP, ale na zmianie procedur, które stwarzają zagrożenie – wyjaśnia Reni Jusis w rozmowie z naTemat.pl. Przedstawiciele spółki przepraszają za zaistnieją sytuację i przekonują, że "WARS zweryfikuje procedurę wydawania gorących napojów i w razie konieczności dokona niezbędnych zmian".
Reni Jusis stara się nagłośnić sprawę, ale podkreśla, ze zależy jej na poprawie bezpieczeństwa w czasie podróży pociągami PKP. – Po moich niedzielnych doświadczeniach w Intercity, gdzie podczas serwowania poczęstunku doszło do poparzenia drugiego stopnia mojej stopy, mam wrażenie, że takie sytuacje dzieją się nie od dziś i strach pomyśleć co gorszego może się jeszcze wydarzyć – pisze piosenkarka na swoim profilu na Facebooku.
Dwa poparzenia, jedna apteczka W rozmowie z naszą redakcją artystka opowiada, jak dokładnie doszło do tego wypadku. – Współpasażerka, która siedziała naprzeciwko mnie dostała kubek z wrzątkiem. Był tak gorący, że nie mogła go trzymać w ręku, więc postawiła go na wyżłobieniu przy swoim siedzeniu – tłumaczy piosenkarka i dodaje, że "bujanie pociągu spowodowało, że woda się wylała". – Miejsce na kubek nie jest przystosowane do wstrząsów w czasie podróży pociągiem – zaznacza.

– Mam poparzenie drugiego stopnia. Nie mogę prowadzić samochodu, pracować czy koncertować – wyjaśnia Reni Jusis. Zaznacza, że nie ma żalu do współpasażerki. – W samolotach nie spotkałam się nigdy z tak gorącymi napojami, których nie można od razu spożyć i sama kelnerka z WARS-u wspominała, że od wrzątku ma poparzenia na rękach – podkreśla artystka.
Jusis przekonuje, że pracownicy Warsu przynieśli jej zmrożone napoje, aby mogła przyłożyć je do rany. Dopiero kierownik pociągu zaoferował jej apteczkę medyczną, w której jednak była jedynie pianka na drobne oparzenia. – Pianka wyglądała na wysłużoną i była bliska przeterminowania. Zastanawialiśmy się gremialnie czy w ogóle powinnam jej użyć. Okazało się, że jest niewystarczalna na oparzenia drugiego stopnia, którego doznałam – stwierdza poszkodowana.
Trochę inną wersję wydarzeń przedstawiają przedstawiciele spółki PKP Intrercity i WARS-u. – Poszkodowana otrzymała od nas piankę na oparzenia, a także materiały do opatrunku, który został zmieniony przez ratowników medycznych już na dworcu w Trójmieście. Ratownicy uznali, że nie ma konieczności przewiezienia podróżnej do szpitala – wyjaśnia Iwo Orzełek, kierownik zespołu marketingu spółki WARS.
Rzecznik prasowy dodaje, że zarówno pracownicy PKP jak i WARS-u przechodzą szkolenia w zakresie wydawania gorących napojów. – Przypadki poparzeń wrzątkiem zdarzają się niezwykle rzadko, a pasażerowie cenią sobie to, że serwujemy gorące napoje – dodaj Orzełek.
Odmiennego zdania jest poparzona piosenkarka, która w rozmowie z naTemat wspomina, że w trakcie jej feralnej podróży, w przedziale obok doszło do drugiego poparzenia. – Warto rozpocząć dyskusję na ten temat, bo w rozmowie ze znajomymi widzę, że to nie jednostkowy problem. Szczególnie teraz, kiedy pociągiem udadzą się na wakacje rodziny z dziećmi – tłumaczy Jusis.
Co zatem proponuje artystka? – Moim postulatem jest to, aby gorące napoje sprzedawane były w wagonie restauracyjnym. A jeśli ktoś nie może łatwo przemieszać się po pociągu, to powinien dostać zamykany kubek z napojem o niższej temperaturze - mówi Jusis.
Dodaje również, że "czajniki z wrzątkiem nie powinny być noszone na korytarzach". – To niebezpieczne zarówno dla pasażerów i pracowników kolei. Nietrudno wyobrazić sobie co się stanie, kiedy w takiej sytuacji pociąg zahamuje – wyrokuje piosenkarka. Przedstawiciele WARS-u nie wykluczyli takiej możliwości, ale ograniczają się jedynie do ogólnego stwierdzenia, że spółka "w razie konieczności dokona niezbędnych zmian". Rzecznik prasowy WARS-u zaznaczył, że kubki, w której podawane są ciepłe napoje, mają wszelkie atesty i są przykrywane od góry.
O tym, że możliwość poparzenia na kolei nie jest rzadkim zjawiskiem, artystka napisała wczoraj na swoim profilu na Facebooku. "Moja koleżanka otrzymała następującego sms-a: Jestem w pociągu w przedziale dla matki z dzieckiem. Przed chwilą przeszła przez cały wagon kobieta z dużym czajnikiem i centralnie przy strojących tam dzieciach wylała gorącą wodę!". – Jak widać nie są to odosobnione przypadki – kwituje całą sytuację Jusis.
Bezpiecznie jak w PKP W przesłanym mailu do redakcji przedstawiciele spółki Intercity wyjaśniają, że w tym roku z zakresu świadczenia pierwszej pomocy zostało przeszklonych "ponad 1600 konduktorów i kierowników pociągów". Jak czytamy dalej "ich obowiązkiem nie jest jedynie kontrola biletów, ale również nadzór nad bezpieczeństwem przejazdu i udzielanie pierwszej pomocy. Ważne, żeby pasażerowie PKP Intercity mieli poczucie, że w przypadku niespodziewanych zdarzeń zawsze mogą na nich liczyć".
Z komunikatu wynika, że "najczęstsze przypadki, w których potrzebna jest pierwsza pomoc to: zasłabnięcia, drgawki epileptyczne, śpiączka cukrzycowa i bóle w klatce piersiowej". Jak pokazuje historia polskiej piosenkarki, do tej kategorii należy również zaliczyć oparzenia.
