
"Fałszywe poczucie bezpieczeństwa" - tak o sojuszu z USA myśli szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Jakże wielkie poczucie bezpieczeństwa muszą jednak mieć dziś Austriacy, którzy za sprawą cięć wydatków na armię właśnie zastanawiają się nad tym, czy nie zrzucić odpowiedzialności za obronę państwa na barki sojuszników. A dokładnie na Węgrów.
REKLAMA
- Armia jest niewypłacalna - tak o kryzysowych oszczędnościach na austriackim wojsku otwarcie mówił niedawno sam tamtejszy minister obrony Gerald Klug. Tymczasem w lepszych czasach wojskowi z Austrii nie inwestowali w byle jaki sprzęt. Lotnictwo opiera się więc dziś na myśliwcach Eurofighter, których godzina lotu kosztuje aż 70 tys. euro.
Lotnictowo takie drogie...
Kiedy we Wiedniu zredukowano budżet wojska do zaledwie 0,5 proc. PKB okazało się zatem, że nie wystarcza nawet na to, by zapewnić odpowiednią ilość pilotów. Piętnastoma myśliwcami Eurofighter lata więc teraz jedynie... dwunastu pilotów.
Kiedy we Wiedniu zredukowano budżet wojska do zaledwie 0,5 proc. PKB okazało się zatem, że nie wystarcza nawet na to, by zapewnić odpowiednią ilość pilotów. Piętnastoma myśliwcami Eurofighter lata więc teraz jedynie... dwunastu pilotów.
Jak twierdzi dziennik "Kurier", nie jest więc wykluczone, że wkrótce Austriacy praktycznie w ogóle zrezygnują z kluczowego dla bezpieczeństwa każdego nowoczesnego państwa, ale i tak kosztownego lotnictwa. Odpowiedzialność za ochronę nieba nad Dunajem zapewnić musieliby bowiem wówczas unijni sojusznicy. Wiedeński plan ma zakładać zrzucenie tego ciężaru na Węgrów.
W razie zagrożenia dla Austrii to właśnie węgierscy piloci powinni zjawić się najszybciej. Problem w tym, że tamtejsze siły powietrzne również nie należą do najpotężniejszych i austriackie oszczędności mogą sprawić, iż dwa państwa będzie strzegło zaledwie 14 myśliwców Gripen.
Scenariusz sprawdzony w praktyce
Takich oszczędności Austrii nie ułatwia też fakt, iż kraj może liczyć głównie na Unię Europejską, a nie NATO, którego nie jest członkiem. "Kurier" zwraca jednak uwagę, że racjonalność tego typu rozwiązań niedawno potwierdzili sąsiedzi ze Szwajcarii. Tam również oszczędza się na wojsku, więc lotnictwo działa jedynie w określonych "godzinach urzędowania".
Takich oszczędności Austrii nie ułatwia też fakt, iż kraj może liczyć głównie na Unię Europejską, a nie NATO, którego nie jest członkiem. "Kurier" zwraca jednak uwagę, że racjonalność tego typu rozwiązań niedawno potwierdzili sąsiedzi ze Szwajcarii. Tam również oszczędza się na wojsku, więc lotnictwo działa jedynie w określonych "godzinach urzędowania".
Gdy więc w lutym w Genewie musiał awaryjnie lądować porwany samolot etiopskich linii lotniczych, szwajcarscy lotnicy mieli już wolne. Natychmiast zastąpili ich jednak koledzy z Francji, których dowódcy nie chcieli ryzykować tragedii nad Europą.
Źródło: Kurier.at
