
A więc wojna. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powiedział prorosyjskim separatystom dosyć i nie przedłużył zawieszenia broni. O swojej decyzji poinformował swoich rodaków w orędziu do narodu. „Zaatakujemy i wyzwolimy naszą ziemię” oświadczył wybrany pod koniec maja prezydent.
REKLAMA
– Po przeanalizowaniu sytuacji ja, jako zwierzchnik sił zbrojnych, podjąłem decyzję, że nie przedłużę jednostronnego zawieszenia ognia – głosi w swoim poniedziałkowym orędziu Poroszenko. W „Gazecie Wyborczej” czytamy, że według prezydenta ta zapowiedź nie oznacza, że Ukraina nie powróci do rozmów pokojowych.
Poroszenko w odezwie do narodu zaznaczył, że jeśli separatyści dotrzymają postanowień planu pokojowego to rząd Ukrainy ponownie usiądzie z nimi do rozmów. To oznacza, że Ukraina domaga się wypuszczenia zakładników, natomiast dywersanci i dostawcy broni z Rosji przestaną do nich dołączać. Do tego kontrola granic byłaby monitorowana przez OBWE.
O tym, że będzie wojna Poroszenko zadecydował po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Obecne 72-godzinne zawieszenie broni wygasło w poniedziałek o godzinie 21 czasu polskiego. Jak zaznaczył prezydent w swoim orędziu: „Nie było jeszcze żadnej wojny, po której nie nastałby pokój”.
Na razie nie jest znane, ani stanowisko separatystów, ani wspierającego ich Kremla. Jedyne co można stwierdzić, to brak logiki w wypowiedziach władz rosyjskich. Z jednej strony mówią, że separatyści chcą wyzwolić te ziemie, bo to tereny rosyjskie, a oni są Rosjanami. Z drugiej twierdzą, że władze ukraińskie dokonują zbrodni na własnym narodzie, co by oznaczało, że separacji nie chcą Rosjanie, tylko Ukraińcy. Dlaczego więc przedstawiciele narodu ukraińskiego nagle chcieli zostać Rosjanami? Niestety, nikt poza Putinem i Kremlem nie zrozumie tej logiki.
źródło: BBC
