
Jednym z najgłośniejszych sejmowych występów prof. Krystyny Pawłowicz była debata antyaborcyjna z października 2012 roku. Posłanka PiS miała wtedy krzyknąć „spi***alaj” do posła SLD Marka Balta. Pawłowicz zapewnia jednak, że nie użyła wulgarnego słowa. – (...) czasem występują na sali plenarnej pogłosy i sprzężenia, nie wszystko można dobrze usłyszeć, więc pani stenotypistka mogła coś źle zrozumieć – zaznaczyła posłanka.
Zawiadomiła o popełnieniu „przez niezidentyfikowanego sprawcę lub niezidentyfikowanych sprawców" przestępstwa fałszerstwa stenogramu. „Jestem znana z temperamentu polemicznego, czasem także z ciętego języka, ale używanie wulgarnych, rynsztokowych wyrazów jest mi całkowicie obce" – wywodziła. Czytaj więcej
Przez to prokuratura musiała przesłuchać sejmową stenotypistkę oraz posła Balta. Umorzyła jednak śledztwo, a Pawłowicz przegapiła czas na wniesienie zażalenia. Tymczasem posłanka przekonywała, że nie przesłuchano wszystkich świadków i nie sprawdzono nagrań. Poza tym jej zdaniem wątpliwości powinny być odczytane na jej korzyść.
"Czasem występują na sali pogłosy i sprzężenia"
Po opisaniu sprawy przez "Rzeczpospolitą" Pawłowicz zabrała głos na łamach portalu Fronda.pl, zauważając, że stenotypistka mogła źle zrozumieć jej słowa.
