
Minister spraw zagranicznych chce, aby prokuratorzy ścigali autorów nagrań w aferze taśmowej PO jako działający wspólnie gang. Dzięki temu kara, która grozi im za podsłuchiwanie polityków byłaby wyższa, niż teraz, gdy są uznawania za oddzielnie funkcjonujące jednostki. Ale zarówno prokuratura, jak i eksperci przekonują, że nie ma podstaw by mówić o gangu kelnerów.
Śledczy są konsekwentni: zmowa kelnerów i biznesmenów to nie gang. – Podtrzymujemy stanowisko, zgodnie z którym nie ma podstaw, aby przypisać podejrzanym udział w zorganizowanej grupie przestępczej – mówi „Rz" Paweł Nowak, wiceszef Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prowadzącej śledztwo w sprawie tzw. afery taśmowej. I dodaje, że jeśli pojawią się okoliczności wskazujące na zorganizowaną strukturę, śledztwo będzie rozszerzone. Czytaj więcej
Podobną opinię przedstawia Paweł Kołodziejski z prokuratury w Bydgoszczy, która specjalizuje się w ściganiu gangów. Wskazuje, że spośród czwórki oskarżonych nie wszyscy znali się osobiście, nie było też hierarchii, jasnego celu ani poczucia istnienia grupy. Tymczasem spełnione muszą być wszystkie warunki, aby sąd uznał, że ma do czynienia z gangiem. Pełnomocnik Sikorskiego Roman Giertych nie zgadza się z taką interpretacją.
