Czarny Staw Gąsienicowy w Tatrach
Czarny Staw Gąsienicowy w Tatrach Fot. Opioła Jerzy / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0

W ubiegłym roku Tatrzański Park Narodowy został odwiedzony przez niemal 3 mln turystów. Duży ruch cieszy właścicieli miejscowych pensjonatów i hoteli. Zupełnie inaczej do popularności Tatr podchodzą ekolodzy.

REKLAMA
– Tatry w sezonie letnim są zwyczajnie rozdeptywane. Dla przyrody im mniej ludzi, tym lepiej. Dlatego od lat stoimy na stanowisku, że ideałem byłoby wprowadzenie limitów na wejścia do najpopularniejszych parków – powiedział „Rzeczpospolitej” Grzegorz Bożek z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Poprzednie władze Tatrzańskiego Parku Narodowego rozważały możliwość wprowadzenia limitów, ale stwierdziły, że nie powinny odgórnie ograniczać liczby turystów. Podobne stanowisko zajmuje obecny dyrektor parku Szymon Ziobrowski.
– Przyroda w Tatrach ma się dobrze. Kozic nam przybywa, niedźwiedzi i świstaków nie ubywa. Problemem są jedynie śmiecący turyści – powiedział Ziobrowski, dodając, że o limitach zacząłby myśleć, gdyby liczba turystów szybko wzrosła do 3,5-4 mln rocznie.
Propozycja ekologów nie spodobała się także Adamowi Marasekowi, przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Według niego rosnąca liczna turystów nie prowadzi do większej liczby wypadków. Poza tym, jak zauważył Marasek, przepisy wprowadzające limity wejść byłyby trudne do wyegzekwowania.
Z tego względu władze parków narodowych opowiadają się raczej za wprowadzeniem tzw. limitów miękkich, polegających np. na zmniejszaniu liczby miejsc postojowych i efektywnym informowaniu kierowców zmierzających do danego parku, że okoliczne parkingi są już zapełnione.