Ryszard Czarnecki to najważniejszy człowiek PiS w Europie. Z milionem złotych pensji rocznie

Ryszard Czarnecki został wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. To zajmująca praca, ale bez politycznego znaczenia.
Ryszard Czarnecki został wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. To zajmująca praca, ale bez politycznego znaczenia. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wielki sukces? Dla samego Ryszarda Czarneckiego na pewno i raczej tylko dla niego. Bo wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego to dużo dodatkowej pracy, lepsze biuro, wyższe zarobki, ale to funkcja właściwie pozbawiona politycznego znaczenia. Dla wszystkich poza PiS, który odtrąbił triumf jakby urodzony w Anglii Czarnecki został szefem Komisji Europejskiej.


Nowy wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki to jeden z najwierniejszych pretorian Jarosława Kaczyńskiego. Choć w latach 90. był w ZChN, a nie Porozumieniu Centrum i później miał krótki romans z Samoobroną, to odkąd przyszedł do PiS jest gotów zawsze i wszędzie bronić decyzji prezesa. W Wielkopolsce, dokąd został rzucony (w poprzednich wyborach startował z okręgu kujawsko-pomorskiego, a od zawsze związany jest z Wrocławiem) uzyskał spore poparcie – 84 tys. głosów. Dlatego to właśnie jemu przyznano stanowisko wiceprzewodniczącego, które w wyniku międzyfrakcyjnych ustaleń i siły delegacji przypadło właśnie PiS-owi.

Czarnecki ma powody do dumy. To ukoronowanie jego politycznej drogi, najbardziej prestiżowe stanowisko, jakie przyszło i być może przyjdzie mu sprawować. Wystarczy przypomnieć, że Czarnecki aspirował nie tylko do funkcji politycznych, ale też do fotela prezesa PZPN.


Riczard Henry
Nie zawsze był jednak w czynnej polityce. Kiedy prawica była w rozsypce, a on nie dostał się do Sejmu został… szefem redakcji katolickiej w telewizji Polsat. – Był trochę zagubiony i nieporadny. Ale bardzo sympatyczny, zawsze dziękował za okazaną mu pomoc – wspomina jedna z pracowniczek stacji. Do mediów wrócił w 2011 roku, jako przewodniczący Rady Nadzorczej Forum – firmy wydającej „Gazetę Polską Codziennie”. Jednak to była tylko poczekalnia, bo prawdziwym powołaniem Czarneckiego była i jest polityka.


Polityk urodził się w Londynie, nadano mu imiona Richard Henry, co przez lata było powodem do kpin. Być może dlatego zmienił je i od 2013 roku nazywa już z polska, Ryszard Henryk. Działalność polityczną zaczynał w studenckiej opozycji i na emigracji w Londynie. Choć po powrocie do kraju znaczenie Czarneckiego nie było duże, został (w wieku 30 lat) wiceministrem kultury w rządzie Hanny Suchockiej. Po powrocie prawicy do władzy, w rządzie AWS-UW był szefem Komitetu Integracji Europejskiej. Wtedy znaczenie tego organu było niewielkie, rosło dopiero wraz ze zbliżaniem się unijnych negocjacji do finału.


Miłośnik mediów
Czarnecki obserwował też z fotela prezesa rozpad Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego, które z każdymi kolejnymi wyborami traciło na znaczeniu. Klęska w wyborach parlamentarnych w 2001 r. i samorządowych rok później (startował na prezydenta Wrocławia) zmusiły polityka do założenia na trzy lata biało-czerwonego krawatu Samoobrony. Wkrótce jednak wrócił do swojej rodziny politycznej i stał się jednym z najwierniejszych piewców dokonań Jarosława Kaczyńskiego, co stało się nawet źródłem kpin.

Bo Czarnecki kocha media, praktycznie nigdy nie odmawia komentarza – ma coś do powiedzenia właściwie na każdy temat. A żeby wystąpić w telewizji potrafił nieraz specjalnie przylecieć z Brukseli do Warszawy. Kroniką jego autopromocyjnej aktywności jest profil na Twitterze, gdzie poseł publikuje niezliczone linki do kolejnych wywiadów, komentarzy i występów telewizyjnych.

1 z 14
Teraz jednak nowa funkcja mocno ograniczy jego medialne możliwości. – Pełnienie tej funkcji trudno połączyć z obecnością w kraju – mówi Marek Siwiec, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2007-2009. – Już same zebrania prezydium to ok. 15 godzin miesięcznie, a jedynym usprawiedliwieniem nieobecności jest to, że akurat prowadziło się obrady. A to kolejne dwie godziny – wylicza jeden z liderów Europy Plus.

Do tego dochodzą wyjazdy na zagraniczne delegacje, gdzie wiceprzewodniczący reprezentuje prezydium PE. – Sporo czasu zabierały też spotkania z frakcjami, bo mnie przewodniczący wyznaczył do kontaktu z nimi. Bo chociaż jest 14 wiceprzewodniczących, to instytucja jest ogromna i pracy jest sporo – przekonuje Siwiec.

Sekretariat, biuro i milion do kieszeni
– Stanowisko, które zajmowałem można porównać do wicemarszałka Sejmu, choć w Parlamencie Europejskim wiceprzewodniczący mają większy wpływ na politykę, nie zajmują się tylko prowadzeniem obrad – tłumaczy polityk. Wszystko zależy od tego, jak zadania rozdzieli przewodniczący Martin Schulz. – Można z tego zrobić wydmuszkę, można narzędzie realnej polityki – dodaje.

Większy zakres obowiązków to także wyższe uposażenie i więcej pieniędzy na prowadzenie biura. – Kiedy byłem wiceprzewodniczącym pracowały dla mnie dodatkowe cztery osoby. Miałem też dwukrotnie większy pokój niż przypada na zwykłego posła – wylicza Siwiec. Nie wspomina o pieniądzach, a te też są niemałe. Wiceprzewodniczący PE w ciągu roku zarobi 1,1 mln zł.

Kto może więcej?
Chociaż władza europejskich wiceprzewodniczących jest większa niż rodzimych wicemarszałków, PE rządzą - mówi Siwiec- tak naprawdę szefowie komisji i urzędnicy Sekretariatu Generalnego.

Ale politycy PiS do tego się otwarcie nie przyznają. Bo według nich to nie tylko awans samego Czarneckiego, ale i ogromny sukces partii.

Adam Hofman przekonuje więc każdemu kto chce tylko słuchać, że to właśnie PiS-owi przypadło najważniejsze stanowisko w PE. Tymczasem to PO obsadziła Jerzym Buzkiem komisję przemysłu, badań i energii oraz komisję spraw konstytucyjnych (Danuta Huebner). Ta druga nie ma takiego znaczenia, ale w pierwszej zapadają znacznie istotniejsze rozstrzygnięcia, niż ma w kompetencjach wiceprzewodniczący PE. Ale tego już ani Czarnecki – choć mówi dużo – ani jego równie elokwentni koledzy nigdy publicznie powiedzą.