Wzrost ma znaczenie. Najbogatsi są wysocy, a biedni raczej niscy
Wzrost ma znaczenie. Najbogatsi są wysocy, a biedni raczej niscy Everett Collection / Shutterstock.com

Cała Europa i Stany Zjednoczone dyskutują o książce Thomasa Piketty'ego o pochodzeniu nierówności ekonomicznych na Zachodzie. Przy okazji jej ukazania, zwraca się uwagę na relację pomiędzy średnim wzrostem w danym kraju, a jego zamożnością. Okazuje się, że najwyżsi są jednocześnie najbogatsi.

REKLAMA
Najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest Holandia. Randal Olson na swoim blogu opublikował wykres, który pokazuje, że jeszcze w połowie XIX wieku Holendrzy byli jednym z najniższych narodów w Europie. Później PKB per capita zaczęło rosnąć, a mieszkańcy Niderlandów razem z nim i dziś są najwyższym narodem świata - średni wzrost młodego Holendra to prawie 184 cm wzrostu, a Holenderki nieco ponad 170 cm.
logo

Dostęp do pełnowartościowego pożywienia i zaawansowanej służby zdrowia połączone z możliwością dbania o zdrowy styl życia oraz tężyznę fizyczną sprawia, że holenderskie dzieci mogą wyrastać na olbrzymów. Oczywiście sporo do powiedzenia w tej kwestii mają też geny, lecz nawet osoba genetycznie zaprogramowana do osiągnięcia wzrostu na poziomie ponad 180 cm może tego pułapu nigdy nie osiągnąć, jeśli będzie źle się odżywiać lub nie będzie miała dostępu do lekarza.
Fast-foody są winne!
W tym miejscu warto zadać pytanie, czy jeżeli wzrost zależy od zamożności to, czy przypadkiem najwyżsi nie powinni być ludzie tworzący największą gospodarkę świata, czyli Amerykanie? Niestety dla Amerykanów, tak nie jest. Oprócz samej zamożności ważny jest też inny czynnik, a mianowicie nierówności w dochodach.
Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych są niżsi od Holendrów, ponieważ rozwarstwienie społeczne w USA jest większe niż na Starym Kontynencie. Stany wiodły prym w średnim wzroście do lat 60. XX w. Później jednak, jak pokazuje artykuł z magazynu "The New Yorker", przestali rosnąć - ich średni wzrost ustabilizował się na dekady - a inne nacje dalej szły w górę. Autor artykułu w "New Yorkerze" zauważył, że istnieje czasowa zależność między wzrostem nierówności w USA, a tym, że średni wzrost stanął w miejscu.
Naukowcy przepytywani przez amerykańskiego dziennikarza zauważali, że wraz ze wzrostem liczby osób bezrobotnych i nieobjętych ubezpieczeniem zdrowotnym stabilizował się średni wzrost Amerykanów. Niektórzy wskazywali też na zmiany w codziennej diecie Amerykanów - przestawienie się z domowej kuchni na fast-foody sprawiło, że nawet bardziej zamożni mieszkańcy USA zamiast wzdłuż zaczęli rosnąć wszerz.
Są jednak wyjątki
Teoria o relacji nierówności w dochodach do średniego wzrostu ma jednak pewne wyjątki, takie jak Japonia czy Dania. Tam poziom rozwarstwienia jest podobny jak w Holandii, jednak Japończycy i Duńczycy są od Holendrów sporo niżsi. I na odwrót - na Słowacji czy w Rumunii, gdzie nierówności są najmniejsze wcale nie mieszkają najwyżsi ludzie na świecie.
A jak jest w Polsce? Przeciętny Kowalski ma 177 cm wzrostu, natomiast współczynnik Giniego dla naszego kraju wynosił w 2011 roku (najnowsze dostępne dane) 32,7 pkt. Porównajmy to z Holandią, gdzie, przypomnijmy, przeciętny Holender ma prawie 184 cm wzrostu, a w 2007 roku (najnowsze dostępne dane) współczynnik Giniego dla tego kraju wyniósł 30,9 pkt. Oznacza to, że średni wzrost w Holandii jest wyższy niż w Polsce, natomiast nierówności mniejsze.
Źródło: Vox.com